Przekonałam Forbesa do firmy w Polsce

Monika Witkowska, Agnieszka Kobylińska
opublikowano: 2005-01-04 00:00

Według Danuty Gonery, włosy to prawdziwa żyła złota, no może nie taka jak gaz czy ropa, ale nie jest najgorzej.

Danuta Gonera zaczynała karierę od elitarnego Państwowego Liceum Techniki Teatralnej w Warszawie, gdzie uczyła się perukarstwa. Pracowała dla warszawskich scen. Pod koniec lat 70. koleżanka załatwiła jej pracę w Londynie. W samym Covent Garden, najsłynniejszej scenie operowej świata. Poznany tam Charles S. Lloyd — mistrz sztuki fryzjerskiej, dawał jej prywatne zlecenia. Robiła peruki m.in.: dla Benny’ego Hilla i kukiełek z Muppet Show. Potem Ray Marston, menadżer z Muzeum Figur Woskowych Madame Tissot i zarazem perukarz największych gwiazd showbiznesu, zaangażował ją do pracy. Czarna, błyszcząca fryzurka Lizy Minnelli wyszła spod jej ręki.

Ray Marston odszedł z muzeum i założył własną pracownię w Covent Garden. Pracowała razem z nim. Przez pracownię przewinęła się plejada gwiazd: Roger Moore, Jane Seymour, aktorzy z „Sagi rodu Forsythów”.

Chęć szczera

Kiedyś włączyła telewizor, a tu transmisja koncertu. Na estradzie znany z ekstrawagancji Boy George w kolorowych włosach. To nie była peruka. Powiedziała o tym Rayowi. I tak wpadła na trop Simona Forbesa i firmy Dome. Świat oszalał na punkcie sztucznych włosów. Forbes zarobił na nich fortunę. Włosy Monofibre nie mają konkurencji — są tańsze niż naturalne. 10 dkg kosztuje 165 zł, naturalnych — średnio 400 zł.

Stan wojenny zastał ją w Londynie. Wróciła do Polski. W 1984 r. otworzyła salon fryzjerski przy ulicy Widok w Warszawie. W Londynie nauczono ją, że ważny jest dobry punkt, najlepiej w śródmieściu. Jeszcze wtedy nie miała 25 tysięcy funtów potrzebnych, by zostać przedstawicielem firmy Dome i wprowadzić w Polsce tę metodę przedłużania i zagęszczania włosów. Wiedziała też, że to zbyt droga usługa jak dla kobiet z biednego, komunistycznego kraju. Po 12 latach uznała, że nadszedł właściwy czas. Z rekomendacjami od Raya Marstona ruszyła do Simona Forbesa.

— Przekonałam go, żeby dał mi przedstawicielstwo na Polskę za 10 tys. GBF — bo tyle wtedy miałam. I udowodniłam mu, że się opłaciło. Cztery lata temu otrzymaliśmy nagrodę dla najlepszego dystrybutora Dome na cały świat — mieliśmy najwyższy obrót — 80 tys. funtów w roku 2000.

Strategiczny zakup

W 1997 r. wykupiła przedstawicielstwo brytyjskiej firmy Racoon, która stosowała metodę przedłużania włosów wykorzystując naturalny surowiec — włosy azjatyckie. Jako pierwsza zastosowała włosy europejskie: jedwabiste, przyjemne w dotyku, w tym najtrudniejsze do zdobycia — słowiańskie blondy.

Stała się największym w Europie Wschodniej przedstawicielem firmy Dome Cosmetics i Racoon. Jej hasło reklamowe „Więcej włosów, więcej radości” — chwyciło.

— W biznesie trzeba ryzykować. Mimo że zagęszczanie i przedłużanie włosów to droga, ekskluzywna usługa, za którą płaci się nawet kilka tysięcy złotych, nie bałam się wprowadzić ją na polski rynek. Wiedziałam, że Polki są eleganckie, zadbane i dużo mogą zapłacić za to, żeby lepiej wyglądać — mówi Danuta Gonera.

W swoich salonach takich zabiegów wykonuje się kilka dziennie. Ale największy biznes jest na sprzedaży włosów sztucznych Monofibre i naturalnych do innych przeszkolonych przez firmę salonów w całej Polsce. Miesięcznie około 25 kg włosów naturalnych idzie do 1200 współpracujących z nią zakładów fryzjerskich w całym kraju, w tym do 80 u wschodnich sąsiadów. Nie tylko sprzedaje włosy.

Jej firma Dome Cosmetics Poland prowadzi szkolenia dla salonów fryzjerskich w zakresie przedłużania włosów we własnym studiu szkoleniowym na ul. Szpitalnej.

Przedłużanie i zagęszczanie włosów okazało się prawdziwym hitem — Polki wykonują tych zabiegów więcej niż Niemki i Francuzki.

Sukces firma zawdzięcza głównie sprawnemu marketingowi. Pracując na Zachodzie przekonała się, jak ważna jest reklama. Przełomem był udział w programie Mana i Materny. Posypały się propozycje od producentów filmów.

Przedłużała włosy Iwonie Petry w „Szamance” czy Zagłobie do „Ogniem i mieczem”.

Naturalny patent

Nowością firmy jest delikatna siatka zrobiona z naturalnych włosów. Nie trzeba jej codziennie zdejmować. Można ją myć pod prysznicem, modelować..

— Fibre-net to mój patent, sama wymyśliłam tę metodę maskowania ubytku włosów. To dobrodziejstwo dla ludzi z mocno przerzedzonymi włosami lub z miejscowym brakiem włosów, np. łysieniem plackowatym, oparzeniami czy urazami — mówi Danuta Gonera.