Maj rozbudził apetyt. Czerwiec przyniósł rozczarowanie: produkcja strefy euro zmalała o 0,1 proc.
Miało być dobrze, było kiepsko. W czerwcu produkcja przemysłowa w strefie euro skurczyła się o 0,1 proc., licząc miesiąc do miesiąca, po 1,1-procentowym wzroście w maju — wynika z najnowszych danych Eurostatu. Ekonomiści oczekiwali wzrostu o 0,6 proc. Co prawda w ujęciu rocznym produkcja zwiększyła się o 8,2 proc., ale rynek spodziewał się zwyżki o 9,3 proc. Czy to oznacza, że gospodarka Starego Kontynentu hamuje? Zdaniem ekonomistów — nie. Jeszcze nie.
— Spadek ożywienia spodziewany jest w związku z zapowiadaną konsolidacją fiskalną, a ta nastąpi dopiero w przyszłym roku — mówi Piotr Popławski, analityk BGŻ.
Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium, podkreśla, że poprzednie, majowe dane były wyjątkowo dobre.
— To prawdopodobnie rozbudziło apetyt rynku i spowodowało rozziew między prognozami a wynikiem — uważa ekonomista Millennium.
Jego zdaniem, roczny wzrost produkcji dóbr trwałego użytku świadczy o tym, że popyt utrzymuje się na dobrym poziomie.
— Ostatnie wskaźniki wyprzedzające sugerują, że w kolejnych miesiącach sytuacja w przemyśle powinna się poprawić — twierdzi Grzegorz Maliszewski.
Będzie to skutek utrzymującego się w Azji wysokiego popytu na europejskie towary oraz taniego euro. Skorzystają na tym również polscy eksporterzy.
— Polski eksport jest silnie powiązany m.in. z eksportem niemieckim — tłumaczy ekonomista Millennium.
Piotr Popławski widzi nawet szansę na kolejny rekord w handlu zagranicznym.
— Na przełomie trzeciego i czwartego kwartału przychody z eksportu mogą być nieco wyższe niż zanotowany w czerwcu historyczny poziom 43,7 mld zł — przewiduje analityk BGŻ.