Przepis na stopy

Adrian Chimiak
26-09-2006, 00:00

To niecodzienne, by szef firmy był niemal bez przerwy uśmiechnięty, a taki jest dyrektor Jacek Lyka.

Należąca do skarbu państwa fabryka co roku zwiększa obroty. Przez siedem miesięcy tego roku sprzedała towar za 21 mln złotych.

— Jesteśmy największym w Polsce i jednym z najnowocześniejszych w Europie zakładów produkujących obuwie ochronne. Od dwóch lat wytwarzamy je w systemie dwustopniowego wtrysku poliuretanu i poliuretanu termoplastycznego — pokazuje Jacek Lyka.

Obuwie ochronne z Przedsiębiorstwa Przemysłu Obuwniczego może być wykorzystywane w prawie każdych warunkach atmosferycznych (np. podczas 25-stopniowych mrozów), w wodzie, a także w środowisku o podwyższonym działaniu środków chemicznych. Jest odporne na benzynę, oleje, roztwory kwasów i zasad oraz rozpuszczalniki, a także na krótkotrwałe działanie temperatury 300 stopni C.

— Na ogół ludzie patrzą na cholewkę, a tajemnica tkwi w podeszwach. Warstwa dotykająca stopę musi być miękka, przyjemna w dotyku. Warstwa spodnia — twarda, nierysująca powierzchni, antypoślizgowa, odporna na ścieranie i przecinanie. A całość powinna być lekka jak piórko — podkreśla dyrektor Lyka.

Technologia i natura

Na początku lat dziewięćdziesiątych wiele państwowych zakładów z branży obuwniczej przeżywało kryzys. W 1994 roku dyrektor strzeleckiego przedsiębiorstwa zdecydował się na zakup urządzeń do produkcji w technologii bezpośredniego jednostopniowego wtrysku poliuretanu. Była to pierwsza w kraju linia technologiczna tego typu.

— Jeździłem do zachodnioeuropejskich fabryk, regularnie odwiedzałem branżowe targi i próbowałem przewidywać, które z rozwiązań ma przyszłość. Każda inwestycja to nutka niepewności. Czy spowoduje dalszy rozwój firmy? Do tej pory zmiany wychodziły nam na dobre — dodaje Jacek Lyka.

Najważniejsza jest wysoka jakość i powtarzalność wyrobów, możliwa dzięki niedawno zakupionym wtryskarkom, agregatom i robotom.

— To odróżnia strzeleckie obuwie od tego z Azji. Gdy kilka lat temu pojawiło się w Polsce, miałem obawy. Jednak szybko okazało się, że pracodawcy nie chcą kupować butów nietrwałych, niespełniających norm unijnych — twierdzi dyrektor.

Przedsiębiorstwo korzysta głównie z materiałów naturalnych, w większości z polskich garbarni, a także z Indii i Niemiec. Widmo spoconej, cuchnącej stopy odchodzi do przeszłości.

— Zależnie od warunków użytkowania obuwie może być noszone przez półtora roku do dwóch lat. Stopa przebywa w nim minimum kilka godzin dziennie. Jest droższe, kosztuje powyżej 100 zł za parę, ale zapewnia komfort — mówi Jacek Lyka.

Ekspansja

W biurze dyrektora znajdują się szczególne pary butów — te z numerem jeden, pierwsze z serii. Strzeleckie przedsiębiorstwo wytwarza obuwie ochronne nie tylko z wysoką cholewą, ale również półbuty, trzewiki i sandały — w sumie ponad 70 modeli.

— Mamy własnych projektantów, bo ludzie nie chcą nosić rzeczy nieładnych. Obuwie musi być estetyczne i modne. Niebagatelną rolę odgrywa kolorystyka i fason — tłumaczy dyrektor.

Przedsiębiorstwo nie prowadzi bezpośredniej sprzedaży, zajmuje się tym około 100 hurtowni, przedstawicieli i dystrybutorów. Za ich pośrednictwem towar trafia także na eksport, m.in. na Litwę, Ukrainę i do Niemiec. W magazynach nie zalega towar, choć w tym roku planuje się wyprodukowanie aż 750 tys. par butów.

— Pragniemy wyraźniej zainteresować nimi służby mundurowe, straż. Planujemy także konkretną ofertę dla wojska — mówi dyrektor.

Chce, by już wkrótce jego przedsiębiorstwo wytwarzało buty, w których podnoski stalowe, zabezpieczające przód stopy, zostaną zastąpione kompozytowymi, równie twardymi, lecz znacznie lżejszymi. Jeszcze w listopadzie wejdzie do produkcji obuwie wykonane w technologii wtrysku guma-guma.

— Ciągle się rozwijamy, a teraz przygotowujemy się do ekspansji na zachód Europy — zdradza Jacek Lyka.

Brak rąk do pracy na razie omija strzelecką fabrykę obuwia.

— Ludzie widzą, że jesteśmy firmą pewną, stabilną, ale także dynamiczną, z przyszłością, a bezpieczeństwo zatrudnienia jest bardzo ważne. Brakuje raczej wykwalifikowanej kadry — inżynierów i techników — rozkłada ręce dyrektor.

Od ponad 20 lat szefuje największemu w mieście przedsiębiorstwu, stara się jednak nie przenosić pracy do domu.

— Wycisza mnie gotowanie. Znajomi mówią, że najlepiej wychodzi mi kurczak po polsku i śląskie rolady. Regularnie zaglądam do książek kucharskich — zwierza się Jacek Lyka.

Grunt, to znaleźć dobry przepis. Może to być przepis na buty.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Chimiak

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / / Przepis na stopy