Brakująca kasa się znajdzie, bo — według szacunków firmy badawczej IMS Health — płatnik zaoszczędzi w 2012 r. na ustawie refundacyjnej co najmniej 1,5 mld zł.
Ustawa refundacyjna zwiększy dostęp do innowacyjnego leczenia — obiecywał na początku tego roku Bartosz Arłukowicz, minister zdrowia. Jak wynika z informacji „PB”, zaoszczędzone dzięki nowemu prawu pieniądze mogą trafić gdzie indziej.
W Narodowym Funduszu Zdrowia (NFZ) pojawił się pomysł, aby część kasy przeznaczyć na gaszenie pożaru w szpitalnictwie. Według szacunków Pracodawców RP, na koniec roku dziura budżetowa na rynku szpitalnym sięgnie 1,7 mld zł, a nie — jak informowano kilka miesięcy temu — 1 mld zł. Tak drastyczny wzrost postawił NFZ pod ścianą, bo o ile miliardowy niedobór fundusz był w stanie załatać pieniędzmi z funduszu zapasowego i rezerwowego, o tyle kwota większa o 700 mln zł jest już dużym problemem.
— 1,7 mld zł to ostrożny szacunek — zaznacza Andrzej Mądrala, wiceprezydent Pracodawców RP. — Mniejsze wpływy ze składek zdrowotnych mogą doprowadzić do takich niedoborów. Potwierdzam, że pojawił się pomysł, by na szpitale przesunąć pieniądze z refundacji — informuje Małgorzata Gałązka-Sobotko, członek rady NFZ.
Patent na ustawę
Sprawa nie jest jednak taka prosta, ponieważ przepisy ustawy refundacyjnej nie pozwalają na przeniesienie, tak po prostu, tych funduszy do kas szpitali.
— Ustawa na to nie pozwala. Fundusze z budżetu refundacyjnego powinny zostać wydane na leki. Nawet jeśli resort zdrowia zdecyduje się na zmianę prawa, tegorocznych oszczędności nie będzie można wydać na szpitale, ponieważ prawo nie działa wstecz — uważa Paulina Kieszkowska-Knapik, prawniczka w Baker & McKenzie.
Zwraca uwagę, że takie podejście pokazuje krótkowzroczność płatnika. Zasypie dziurę w szpitalnictwie kosztem ambulatoryjnego, co później odbije się czkawką — pacjenci nie kupią leków, ale później trafią do szpitala, co NFZ będzie kosztowało znacznie więcej. Funduszowi pali się jednak grunt pod nogami i już znalazł sposób, jak ominąć te przepisy. Jak tłumaczy Małgorzata Gałązka-Sobotko, o wszystkim zadecyduje minister finansów.
— Może zgodzić się na przesunięcie oszczędności z refundacji do funduszu rezerwowego, skąd mogłyby trafić na rynek szpitalny — tłumaczy członek rady NFZ.
Zdaniem ekspertów, pieniądze są potrzebne, ponieważ sytuacja na rynku szpitalnym w przyszłym roku może być krytyczna. Już dzisiaj zadłużenie szpitali wynosi 11 mld zł i ciągle rośnie. Za przesunięciem pieniędzy lobbują m.in. radni województwa mazowieckiego. Szpitale z tego województwa tylko w pierwszej połowie roku wydały 372 mln zł więcej, niż zakładały kontrakty.
Na krótką metę
Jeśli Jacek Rostowski przychyli się do tej propozycji, cieszyć się będą szpitale, pomstować firmy farmaceutyczne, bo jak wynikało z zapowiedzi ustawodawcy, pieniądze miały poprawić dostęp do nowych terapii. Paweł Sztwiertnia, dyrektor generalny Infarmy, zrzeszającej producentów leków innowacyjnych, zwraca uwagę, że są to oszczędności na krótką metę.
— W krajach rozwiniętych wydatki na nowoczesne leki są traktowane jako inwestycje — nie tylko redukują koszty hospitalizacji, ale prowadzą też do zmniejszenia kosztów pośrednich związanych na przykład z utratą zdolności do pracy, niepełnosprawnością i świadczeniami społecznymi — tłumaczy Paweł Sztwiertnia.
Brak tych pieniędzy uderzy przede wszystkim w firmy innowacyjne, które wiązały z publicznymi funduszami spore nadzieje. To w tej grupie na razie doszło do największych redukcji zatrudnienia — w MSD, GlaxoSmithKline, Pfizerze czy Sanofi-Aventis. Co ciekawe, stronę farmacji biorą też przedsiębiorcy z branży medycznej, która będzie beneficjentem ewentualnych zmian.
Zdaniem Andrzeja Sokołowskiego, prezesa Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Niepublicznych, brakujące pieniądze oczywiście powinna znaleźć strona publiczna, tyle że w innym źródle. — Przedsiębiorcy już zacisnęli pasa, część publiczna wręcz odwrotnie: wydaje więcej — uważa Andrzej Sokołowski.
Zdaniem ekspertów, pieniądze są potrzebne, ponieważ sytuacja na rynku szpitalnym w przyszłym roku może być krytyczna.
To już było
Podobne kontrowersje, jak przesunięcie pieniędzy z leków na szpitale, wzbudza w ostatnich latach też polityka Ministerstwa Finansów wobec Funduszu Rezerwy Demograficznej (FRD). Pieniądze gromadzone w FRD miały być, w założeniu, przeznaczone na nadrzędny, ważny społecznie cel. Miały łagodzić skutki zbliżającego się kryzysu demograficznego, czyli ratować długookresową stabilność polskiej gospodarki. Minister finansów od trzech lat co roku uszczupla jednak rezerwę o kilka miliardów zł i przeznacza te pieniądze na bieżące wydatki budżetowe.