Przetarg na gaz oprotestowany

Anna Bytniewska
opublikowano: 2003-08-05 00:00

Do PGNiG wpłynął protest złożony przez co najmniej jednego z oferentów, dotyczący warunków przetargu na dostawy 2 mld m sześc. gazu — wynika z nieoficjalnych informacji. Wielka chemia ma już jednak nadzieję na tańszy gaz.

Kilka dni temu Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) wybrało zwycięzcę przetargu na dostawy do 2 mld m sześc. gazu. Jak wczoraj informowaliśmy, została nim firma Sinclair. Spółka ta zdobyła kontrakt na roczne, stałe dostawy gazu z Ukrainy.

Nieoficjalnie wiadomo, że cena, jaką zaoferował Sinclair, była najniższa. Firma ta współpracuje na Ukrainie z rosyjską spółką Itera. ZA Puławy, jeden z największych w kraju konsumentów gazu, który obok Sinclaira i Międzynarodowego Instytutu Zaawansowanych Technologii startowały w przetargu, ma już pisemne porozumienie z Sinclairem, że będą mogły korzystać z oferowanego przez niego surowca.

— Mamy nadzieję, że Urząd Regulacji Energetyki uwzględni ten fakt i cena gazu, podstawowego surowca dla wielkiej chemii, spadnie — mówi Zygmunt Kwiatkowski, prezes Puław.

Oczywiście, biorąc pod uwagę polskie realia dotyczące przesyłu gazu, nie obejdzie się bez udziału PGNiG — jedynego operatora sieci przesyłowej.

— Sinclair już zamawia na Ukrainie 180 mln m sześc. gazu na sierpień — mówi chcący zachować anonimowość informator.

Tymczasem firmy, które drakońskimi warunkami przetargu zmuszone zostały do wycofania się, szykują kontrnatarcie. Do PGNiG wysłano już protest, w którym zarzuca się gazowemu potentatowi wykorzystywanie monopolistycznej pozycji oraz naruszenie przepisów ustawy o zamówieniach publicznych. Zainteresowani poinformowali już o tym Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Nieoficjalnie wiadomo, że dalej walczyć chcą Elcom z Sanoka oraz Bartimpex,kierowany przez Aleksandra Gudzowatego. Nie udało nam się uzyskać komentarza spółek w tej sprawie.

Sinclair może (choć nie musi) mieć także poważniejsze kłopoty.

— W Polsce, a szczególnie na Ukrainie, pojawiają się polityczne naciski, aby utrącić umowę, którą Sinclair zawarł warunkowo z ukraińskim operatorem gazowym NAK i Ukrtransgazem. Niebawem może się okazać, że Sinclair ma kontrakt z PGNiG, a nie ma gazu, ani możliwości przesyłu — twierdzi nasz anonimowy informator.

Jeżeli tak się stanie, to wówczas PGNiG będzie musiało kupować gaz na tzw. wolnym rynku. Niewykluczone więc, że rozwiązaniem tej patowej sytuacji może okazać się powołanie spółki z udziałem gazowego monopolisty, która — tak jak Gas Trading — zajęłaby się pośrednictwem w obrocie, tym razem ukraińskim gazem.