Przetargowe mniejsze zło

Rząd ma dylemat — wdrożyć projekt ustawy pozostawiony przez poprzedników czy znowelizować obecne przepisy. Żaden wybór nie będzie dobry.

Prawnicy i przedsiębiorcy prognozują, że wiosną przyszłego roku czeka nas paraliż inwestycyjny. Wszystko z powodu niedostosowania polskich przepisów do unijnych dyrektyw. Rząd głowi się, czy przyjąć krytykowany przez biznes projekt pozostawiony przez poprzedników, czy też znowelizować obowiązującą ustawę o zamówieniach publicznych, która w ostatnich latach była zmieniana ponad 40 razy, a jej stosowanie rodzi wiele problemów. Rząd ma twardy orzech do zgryzienia, bo każde z rozwiązań jest złe i może utrudnić działanie rynku zamówień, wartego rocznie 140 mld zł.

Projekt w spadku

— Jeśli nie wdrożymy unijnych dyrektyw do 18 kwietnia 2016 r., grozi nam wstrzymanie funduszy unijnych, a jeżeli wdrożymy projekt pozostawiony przez poprzedni rząd, może czekać nas kilka miesięcy inwestycyjnego paraliżu — uważa Jarosław Sroka, partner w kancelarii BSJP Brockhuis Jurczak Prusak. Przypomina, że nowy dokument przewiduje sporo nowości w sferze definicji. Nie ma w nim m.in. terminu „specyfikacje istotnych warunków zamówienia”, stanowiących podstawę obecnie prowadzonych postępowań.

— Inwestorzy stosują je niemal na zasadzie „kopiuj — wklej”. Projektowane przepisy mówią natomiast o „dokumentach zamówienia”, którymi mają być wszystkie dokumenty służące do opisania procesu przetargowego — dodaje Jarosław Sroka.

Prawnik spodziewa się, że przez kilka tygodni, a może nawet miesięcy, po wdrożeniu nowych przepisów zamawiający, wykonawcy i Krajowa Izba Odwoławcza będą musieli wyjaśniać i rozstrzygać wątpliwości dotyczące interpretacji i stosowania ich w praktyce.

Nowelizacyjne przymiarki

Resort rozwoju, próbując zapobiec chaosowi, przygotował autopoprawkę. Następnie projekt przeanalizował Komitet Stały Rady Ministrów i… powołał zespół, który przeanalizuje możliwość nowelizacji obecnego prawa zamówień publicznych. — To lepsze rozwiązanie, bałagan związany z wdrożeniem dyrektywy będzie mniejszy niż przy wprowadzeniu nowej ustawy, a politycy i prawnicy zyskają czas na opracowanie nowego dokumentu, który będzie akceptowany przez biznes — uważa Rafał Bałdys, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

Zwraca jednak uwagę na brak aktów wykonawczych, wytycznych itp., który utrudni stosowanie przepisów, nawet jeśli uda się opracować dobry projekt nowelizacji. — Jednym z ważnych punktów dyrektywy, którą musimy wdrożyć, jest uwzględnianie w ocenie ofert nie najniższej ceny, ale cyklu życia produktu i ekonomicznej wartości projektu. Nie ma jednak ani przepisów, ani wytycznych czy listy dobrych praktyk, które pomogą zamawiającym i wykonawcom ocenić ofertę według nowych kryteriów — dodaje Rafał Bałdys.

Jarosław Sroka przekonuje, że tylko część przepisów dyrektywy, zwłaszcza dotyczących zastosowania trybów negocjacyjnych (negocjacje z ogłoszenia) oraz zmian umowy, może — po wdrożeniu do polskiego porządku prawnego — szybko przynieść pozytywne efekty i poprawę w realizacji zamówień.

— Wdrożenie pozostałych, niezależnie od tego, czy przyjmiemy nowy akt prawny, czy znowelizujemy istniejący, wymaga opracowania szczegółowych wytycznych i systemu praktyk, akceptowanych przez instytucje kontrolne. Dotyczy to w szczególności stosowania kryterium oceny ofert (zalecanego w unijnych przepisach) opartego m.in. na rachunku kosztów cyklu życia produktu, klauzulach społecznych, promowaniu innowacyjności czy zawieraniu umów równoważących ryzyko stron — mówi Jarosław Sroka. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane