Przewoźnicy stracą na konkurencyjności

Marcin Bołtryk
opublikowano: 2005-09-15 00:00

Nie ma przepisów regulujących działalność spedytorów w Polsce. Efekt? Maksymalna liberalizacja rynku. Próby jego regulowania grożą katastrofą.

Dostęp do zawodu spedytora jest w naszym kraju właściwie nieograniczony — doprowadził do tego brak ustawy spedycyjnej.

— To czynnik bez wątpienia sprzyjający rozwojowi rynku. Wielość firm i szerokość wachlarza ich usług pozwala na zapełnienie praktycznie każdej niszy na rynku przewozowym — uważa Jarosław Bartczak, dyrektor operacyjny Network Gefco Polska.

Podkreśla jednak, że ustawa o spedycji jest w Polsce od dawna oczekiwana.

— Po pierwsze dlatego, że taki akt prawny narzuciłby większą odpowiedzialność istniejącym i nowo powstającym firmom tej profesji. Drugi powód to zwiększenie bezpieczeństwa współpracy klientów i spedytorów. Ostatni aspekt to wyeliminowanie z rynku tzw. spedycji kanapowych — nieuczciwych i nieprofesjonalnych. Działalność ta prowadzona jest często przez niewykwalifikowane, przypadkowe osoby, które bez żadnych ograniczeń prowadzą działalność spedycyjną — przekonuje Jarosław Bartczak.

Dodaje, że kilka krajów europejskich ma odpowiednie przepisy regulujące zasady funkcjonowania na rynku spedytorów, ich prawa i obowiązki.

Europejska praktyka

W większości krajów europejskich nie ma ograniczeń ustawowych spedycji. Zachowana jest swoboda w zakładaniu tego typu firm i prowadzeniu działalności spedycyjnej.

— Wymogi dotyczące doświadczenia zawodowego i niekaralności osób zarządzających mają miejsce w nielicznych krajach. Nie ma jednolitej wykładni prawnej spedycji, stąd różnice charakterystyczne np. dla anglosaskiego czy francuskiego systemu prawnego. W Polsce nie ma potrzeby zmian zapisów kodeksu cywilnego, który zwięźle i wystarczająco precyzyjnie określa działalność spedycyjną. Polskie prawodawstwo w tym względzie nie odbiega od podstawowych norm prawnych, obowiązujących w innych państwach unijnych. Wprowadzono jedynie ograniczenia obrotu o znaczeniu strategicznym — wyjaśnia Marek Tarczyński, przewodniczący rady Polskiej Izby Spedycji i Logistyki.

Jest dobrze?

Trudno jednak nie zauważyć, że kształt i struktura polskiej branży spedycyjnej wskazuje na sprzyjające warunki rozwoju tego typu działalności. Ukształtował się zróżnicowany organizacyjnie i funkcjonalnie system spedycyjny, stworzony przez krajowych przedsiębiorców i największe międzynarodowe koncerny. To w sumie kilkaset firm, zatrudniających od kilku osób do paru tysięcy.

— Słowem, powstał prawdziwy rynek usług spedycyjnych, zdolny do konkurencji w Unii. Ramowe artykuły kodeksu cywilnego uzupełnione o zapisy Ogólnych Polskich Warunków Spedycyjnych z 2000 r. tworzą dobre uwarunkowania rozwoju branży spedycyjnej — mówi Marek Tarczyński.

Nie brakuje jednak czynników hamujących rozkwit polskiej spedycji. Chodzi tu przede wszystkim o przepisy podatkowe, regulujące czas uiszczenia granicznego VAT i wprowadzające rozbudowaną dokumentację do stosowania stawki 0 proc. w handlu zagranicznym. Problemem są także opóźnienia i perturbacje w działaniu elektronicznych systemów odpraw celnych.

Sami w siebie

W potocznym odbiorze pojęcia spedycja i logistyka traktowane są zamiennie. W rzeczywistości są to dwie rodzajowo różne działalności. Spedycja polega na wysyłce lub odbiorze przesyłki oraz na wykonaniu innych usług związanych z przewozem. Spedytor łączy elementy łańcucha transportowego, jak np. przewóz morski i lądowy, przeładunki oraz składowanie i odprawę celną. Transport samochodowy, krótko mówiąc, polega na przemieszczeniu rzeczy na określonej trasie.

— Umowa spedycji jest umową starannego działania, umowa przewozu — umową starannego rezultatu. Stąd konieczność odrębnego normowania tych działalności — podkreśla Marek Tarczyński.

Przez lata spedytorzy cieszyli się brakiem zainteresowania ze strony legislatorów, których uwaga skupiona była na przewoźnikach. Rok po roku transportowcy nękani byli zaostrzaniem systemu koncesjonowania i certyfikacji, egzaminów kompetencji zawodowych i zabezpieczeń finansowych.

— Niestety, ostatnia nowelizacja ustawy o transporcie drogowym, wprowadzająca m.in. certyfikację i zabezpieczenie finansowe pośrednictwa przy przewozie rzeczy, spowoduje ograniczenie konkurencyjności branży spedycyjno- -transportowej. W zamyśle autorów, chcących uporządkować rynek, miała być wymierzona w małych, rzekomo nieuczciwych spedytorów. Tak naprawdę uderzy też w rzetelnych przewoźników, bo większość z nich trudni się pośrednictwem transportowym. Ponadto ułatwi zagranicznym spedytorom i przewoźnikom, których przepisy te nie dotyczą, penetrację naszego rynku — przestrzega Marek Tarczyński.

Przepisy o pośrednictwie przewozowym wchodzą w życie w lipcu 2006 r. Zdaniem Marka Terczyńskiego, jest jeszcze czas na podjęcie inicjatywy ich zniesienia. Ponadto przemyśleć trzeba zbyt restrykcyjny system regulacji transportu samochodowego, tak by zwiększyć jego konkurencyjność. W interesie zarówno spedytorów, jak i przewoźników, branż silnie ze sobą związanych i przenikających się, leży minimalny zakres regulacji prawnych, zapewniających im konkurencyjność na rynku.