Przez geopolitykę i ropę rośnie podaż na giełdach

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2004-05-18 00:00

Wczoraj w USA kilka elementów dawało niedźwiedziom szansę na zdominowanie sesji. Nadal drożała ropa, a to wywołało kolejną przecenę na giełdach w Azji i Europie. Poza tym atak terrorystyczny w Turcji na bank HSBC i zabicie przewodniczącego Rady Zarządzającej w Iraku wywołały ucieczkę od dolara, a wzmacniający się jen i euro straszyły inwestorów. Z pewnością nie poprawiała nastrojów powyborcza sytuacja w Indiach. Spadek indeksów był tak duży, że obie hinduskie giełdy po raz pierwszy w historii na godzinę zawiesiły notowania.

W samych Stanach w czasie weekendu „New Yorker” poinformował, że Donald Rumsfeld, sekretarz obrony, osobiście aprobował użycie tortur wobec Irakijczyków. Biały Dom zaprzecza, ale atmosfera robi się coraz bardziej napięta, a poparcie dla prezydenta George’a W. Busha spada. Rynkom podobać się to nie będzie. Wczoraj o końcówce sesji powinno zadecydować zachowanie ceny ropy naftowej i obligacji. W czasie naszej sesji kontrakty na indeksy amerykańskie spadały, ale rynek kasowy często zachowuje się inaczej.

Oprócz zwykłych problemów (geopolityka, ropa, obligacje) dzisiaj nieznaczny wpływ na sesje będą miały raporty makro. Indeks koniunktury niemieckiego instytutu ZEW często uznawany jest za zapowiedź tego, co zobaczymy w bardziej prestiżowym wskaźniku Ifo. Ostatnio jednak tak nie było, więc jego wpływ na rynek będzie ograniczony. Podobnie nieznaczny wpływ będą miały dane o produkcji przemysłowej w Eurolandzie, ale już dane o inflacji będą bacznie obserwowane. Jeśli okaże się większa od prognoz, to rynek się przestraszy, bo znalazła się ona na pierwszym planie ze względu na ceny ropy i oczekiwania podwyżek stóp. Teoretycznie, raporty z amerykańskiego rynku nieruchomości nie powinny mieć wpływu na giełdy, ale balon spekulacyjny na nim może w końcu zacząć pękać, a to w atmosferze panującej na giełdach miałoby negatywny wpływ na sesję.

W poniedziałek na GPW sytuacja nie była prosta. Czytelny był krajobraz po bitwie, czyli po głosowaniu nad wotum zaufania dla rządu. Prawie nikt nie spodziewał się, że gabinet wygra to głosowanie, wiec kto nie chciał mieć akcji, to je wcześniej sprzedał. Być może zostali jeszcze jacyś ostatni Mohikanie albo osoby, które nie interesowały się polityką, ale było ich niewiele. Pokazywało to wyraźnie zachowanie wszystkich (łącznie z GPW) rynków finansowych. Jednak obraz nie jest prosty. Po pierwsze, to, że ktoś akcji sprzedawać nie będzie, nie oznacza, że będzie je w dłuższym okresie kupował. Po drugiej jest jeszcze czynnik zewnętrzny — koniunktura na rynkach światowych.

Z pewnością do zakupu akcji nie skłania świadomość, że będą trwały polityczne igrzyska, podczas których państwo będzie gniło, a puszący się w mediach politycy w dowolnej chwili mogą wpłynąć na wzrost lub spadek indeksów. Tracimy czas po to tylko, by partie polityczne zaznaczyły swoją odrębność, pokazując wyborcom, że chcą nowych wyborów. Dopiero trzecie rozdanie będzie prawdziwą próbą sił, a do tego czasu będziemy świadkami gorszącego i szkodliwego dla państwa teatru politycznego.

Do tego rozdania mamy jeszcze dwa tygodnie, a do rozstrzygnięcia — zapewne przynajmniej miesiąc. Trudno w tym czasie nic nie robić na giełdzie, szczególnie że techniczne wyprzedanie rynku nadal jest spore. To zachęca do kupna akcji, ale trudno będzie o trwały wzrost, jeśli rynki światowe się nie uspokoją. Jedna sesja wzrostu (na małym obrocie), na przekór giełdom Eurolandu naprawdę nic nie znaczy, chociaż niewątpliwie pokazuje, że najbardziej agresywna podaż już znikła. Nawet gdyby zwyżka na GPW przedłużyła się, i tak nie byłaby zapowiedzią kontynuacji hossy. Nadal więc trzeba inwestować w krótkim terminie lub trzymać się z dala od rynku. Jest bardzo niebezpiecznie, a sytuacja na rynku będzie się gwałtownie zmieniała.