Dochody tegorocznego budżetu państwa z tytułu niższej, niż zakładano, inflacji mogą spaść nawet o 1,5 mld zł. Jest to kwota z całą pewnością znacząca, która albo powiększy deficyt, albo spowoduje, że trzeba będzie znów zamrażać wydatki, by wykonać ustawę. Pokazuje to jednocześnie, jak bardzo rządowi nie zależy na zbyt intensywnej walce z inflacją.
Poziom dochodów i wydatków budżetu jest płynny, o czym kilkakrotnie mogliśmy się przekonać na przestrzeni ostatnich lat. O ile jednak wydatki państwa zapisane są w wielkościach realnych, teoretycznie nie można ich więc zmniejszać, o tyle wpływy budżetowe zależne są od przyjętych założeń dotyczących sytuacji gospodarczej w kraju i za granicą. Z całą pewnością jednym z najbardziej istotnych dla budżetu wskaźników jest poziom inflacji, zarówno jeśli chodzi o dynamikę cen konsumpcyjnych, jak i na poziomie producentów. W większym stopniu inflacja oddziałuje na stronę dochodową budżetu, co jest szczególnie widoczne w tym roku, ponieważ nie zakłada on waloryzacji płac w sektorze publicznym. Inflacja wpływa również pośrednio na finansowanie deficytu budżetowego.
Zazwyczaj przy niższej inflacji mamy bowiem do czynienia ze wzrostem cen papierów skarbowych (wyższy realny poziom stóp) zarówno na rynku wtórnym, jak i na przetargach Ministerstwa Finansów, co zmniejsza koszty finansowania deficytu. Ale to jest widoczne dopiero po jakimś czasie — po jakim, zależy od terminu zapadalności papierów.
Skoncentrujmy się więc na dochodach. Rząd w budżecie na 2002 r. założył dochody na poziomie 145,11 mld zł. Mają one być zgromadzone w formie dochodów podatkowych (131,11 mld zł), dochodów niepodatkowych (13,34 mld zł) oraz dochodów zagranicznych (66 mln zł). Zdecydowanie największą grupę stanowią dochody podatkowe i to na nią właśnie zmiany inflacji mają największy wpływ — niższa inflacja oznacza mniej środków w budżecie z tego tytułu. Dochody podatkowe pochodzą z czterech podstawowych źródeł. Są to podatki pośrednie, podatek dochodowy od osób prawnych (CIT), podatek dochodowy od osób fizycznych (PIT) i cło.
Największy ubytek dochodów z tytułu niższej inflacji zobaczymy w grupie podatków pośrednich. Chodzi przede wszystkim o podatek od towarów i usług (VAT). W prognozie dochodów z tytułu tego podatku rząd zakładał, że średni poziom inflacji wyniesie w 2002 r. 4,5 proc. Przy takim poziomie inflacji dochody z tytułu podatków pośrednich miały wynieść 91,33 mld zł. Jednak wszystko wskazuje na to, że inflacja spadnie poniżej 3,0 proc. Zakładając poziom 2,9 proc., czyli najnowsze szacunki Ministerstwa Finansów, można szacować, że ubytek dochodów z tytułu VAT wyniesie 600-800 mln zł. Pozostałe podatki pośrednie (akcyza, podatek od gier) nie są już tak silnie wrażliwe na dynamikę cen.
Niższa niż zakładano inflacja ma także wpływ na poziom wpływów z tytułu podatku dochodowego od osób prawnych. Chodzi tu o inflację na poziomie cen produkcji (PPI) oraz o zmiany cen inwestycyjnych. Również w tym przypadku założenia rządowe wydają się zbyt wysokie — średni poziom PPI to 3,2 proc., dynamika cen inwestycyjnych to 2,8 proc. Dość prawdopodobny jest przede wszystkim wyraźnie niższy wskaźnik PPI. Można zakładać, że ceny produkcji wzrosną w tym roku średnio najwyżej o 1,5-2,0 proc., i to przy założeniu znacznej poprawy sytuacji gospodarczej w drugim półroczu lub nieprzewidzianego wyraźnego wzrostu cen paliw na rynkach światowych. Oznaczałoby to, że nie uda się osiągnąć planowanych 13,8 mld zł. Strata może sięgnąć 150-250 mln zł.
W przypadku podatku dochodowego od osób fizycznych, który zgodnie z założeniami budżetowymi ma przynieść 26,5 mld zł, także trzeba liczyć się ze stratami. Mogą one sięgnąć 400-500 mln zł. Spadek inflacji nie powinien mieć natomiast dużego wpływu na dochody z tytułu cła.
Inflacja będzie miała także wpływ na dochody niepodatkowe. Trudniej jest jednak oszacować jej wpływ, jest on zresztą często pośredni. Na przykład NBP wyda mniej środków na operacje otwartego rynku (które kosztują, trzeba przecież wypłacać oprocentowanie posiadaczom bonów pieniężnych), bowiem niższa inflacja pozwala na większe obniżki stóp procentowych, w szczególności stopy interwencyjnej, która wyznacza przecież poziom oprocentowania bonów pieniężnych NBP. Rząd w budżecie założył, że średni poziom stopy interwencyjnej wyniesie 10 proc., można się spodziewać poziomu niższego.
Rekapitulując, koncentrując się tylko na najważniejszych i najbardziej podatnych na inflację grupach dochodów budżetowych, z tytułu niższej dynamiki cen towarów i usług konsumpcyjnych oraz cen produkcji sprzedanej przemysłu, niedobór wpływów budżetowych w 2002 r. może sięgnąć aż 1,15-1,55 mld zł. To na pewno kolejne poważne zmartwienie dla resortu finansów.