Na nieprzyjemne dla eksporterów i importerów wahania kursów walutowych są sposoby. I to dostępne dla małych i średnich przedsiębiorców!
Podpisaliśmy kontrakt z zagranicznym kontrahentem. Trudna rada — trzeba było zgodzić się na termin płatności za dwa miesiące. Tymczasem kursy walut mogą się niespodziewanie zmienić. Co robić?
Przede wszystkim trzeba rozpoznać sytuację, czyli śledzić rynek i dostosować do niego swoją strategię. Może stać się to obowiązkiem jednego z pracowników firmy (na przykład z działu finansowego), ale lepiej zrobią to specjaliści z firm świadczących usługi finansowe.
Opłaty za takie usługi zależą przede wszystkim od wielkości przedsiębiorstwa i jego obrotów.
— Znaczenie ma także poziom wahań kursów, fluktuacje na konkretnych rynkach. Czasem również to, w jakim stopniu branża jest sezonowa — wyjaśnia Marek Nienałtowski, główny ekonomista firmy Palladia.
Jeśli przedsiębiorca nie jest zadowolony z decyzji podejmowanych przez wynajętego eksperta, łatwo może zrezygnować z jego usług. Najczęstszy okres wypowiedzenia umowy to 1 do 2 miesięcy.
Opcja na forward
Najpopularniejszymi instrumentami zabezpieczającymi są transakcje terminowe nierzeczywiste (forward) oraz opcje. Te pierwsze umożliwiają zakup waluty w przyszłości, po ustalonym z góry kursie. Dzięki temu przedsiębiorca ma pewność, ile otrzyma za dany kontrakt na przykład za trzy miesiące. Skorzystanie z tego instrumentu wymaga wniesienia depozytu w banku, za pośrednictwem którego przeprowadzana jest transakcja (około 2 proc. wartości kontraktu). Dzięki forwardom ryzyko jest zminimalizowane, ale nie wykluczone — kurs może ukształtować się wbrew oczekiwaniom.
Drugim sposobem na ograniczenie strat z powodu wahań kursów są opcje. Dają one prawo do zakupu (call) lub sprzedaży (put) określonej ilości waluty po ustalonym kursie. To, czy posiadacz opcji z tego prawa skorzysta, zależy od kształtowania się kursu — jeśli mógłby na tym stracić, może pozwolić opcji wygasnąć.
— Opcje to wygodne i elastyczne, ale niestety drogie zabezpieczenie — mówi Marcin Poczobut, analityk z firmy TMS Brokers.
W obu przypadkach banki narzucają minimalne kwoty transakcji. W BRE Banku dla transakcji terminowych to 10 tys. EUR (lub USD). Dla opcji to minimum 50 tys. EUR.
Mali nie wiedzą jak
Wielu mniejszych i średnich przedsiębiorców nie korzysta jednak z możliwości zabezpieczenia.
— Przy kwocie 30-40 tys. EUR — a taką wartość mają zwykle zawierane przez nas kontakty — ubezpieczenie nie ma sensu. Poza tym żaden bank nie podejmie się zrealizowania tak małej transakcji — mówi Łukasz Górka, dyrektor handlowy firmy Euronova II, zajmującej się produkcją i sprzedażą mebli biurowych.
Danuta Suszyło, członek zarządu producenta mrożonek Hortino, dodaje, że innym problemem jest nieznajomość dokładnej daty zapłaty za towar ze względu na opóźnienia kontrahentów.
— Z tego powodu nie wiemy, na jaki poziom kursu ubezpieczyć transakcje — wyjaśnia.
Być może problem tkwi w braku wiedzy o dostępnych rozwiązaniach.
— Barierą jest przede wszystkim słaba znajomość instrumentów pochodnych i obawy przedsiębiorców przed wykorzystywaniem nowych, skomplikowanych produktów, których istoty nie rozumieją — zauważa Barbara Cieślak, prezes Kujawsko-Pomorskiego Klubu Eksportera.
Skok na platformę
Rozwiązaniem tych problemów jest platforma walutowa — specjalne oprogramowanie transakcyjne, dzięki któremu użytkownik ma dostęp on-line do forexu — giełdy, na której handluje się walutami.
— Platforma umożliwia przeprowadzanie transakcji spekulacyjnych czy zabezpieczających za pośrednictwem internetu. To wygodne rozwiązanie dla mniejszych firm, bo umożliwia zawieranie transakcji o wartości nawet 20-30 tys. w danej walucie. Można także zaoszczędzić na marżach — na platformie są one niższe od tych ustalanych przez banki. No i przeprowadzać operacje bez pośrednictwa dilera — podkreśla Marcin Poczobut.
Program posiada aplety (aplikacje), pozwalające obserwować notowania i wykresy kursów. Udostępnia także informacje z rynku oraz analizy i komentarze specjalistów.
Jak skorzystać z takiej platformy?
— Przedsiębiorca powinien zwrócić się do firmy brokerskiej, która współpracuje z instytucją obsługującą platformę. Jej pracownicy pomogą wypełnić wymagane dokumenty oraz otworzyć rachunek inwestycyjny. Użytkownik jest też zobowiązany wpłacić depozyt, zwykle 2-3 tys. USD lub równowartość tej kwoty — wyjaśnia Hubert Turek, dyrektor ds. sprzedaży firmy Palladia.
Można także liczyć na pomoc w przygotowaniu sprzętu (komputera ze stałym dostępem do internetu) do uruchomienia platformy. Najczęściej firmy oferują też szkolenia w obsłudze programów.
— Korzyści z tego rozwiązania? Przede wszystkim możliwość dokonywania transakcji 24 godziny na dobę — bez uzależnienia od godzin pracy banków. Po drugie — ceny rynkowe, bez narzucanej przez banki marży — wylicza Hubert Turek.
Negocjuj
Gdyby jednak przedsiębiorca zdecydował się na usługi banku, Marek Nienałtowski proponuje negocjacje.
— Jeśli współpraca banku z przedsiębiorstwem układa się dobrze, warto dyskutować. Szczególnie gdy mamy duże obroty na rachunkach i terminowo spłacamy zobowiązania. Jest wtedy szansa na niższą marżę — podpowiada Marek Nienałtowski.
Negocjować można też limity skarbowe (transakcyjne), przyznawane przedsiębiorstwom przez banki. Jest to określona wartość transakcji, do poziomu której bank nie wymaga wnoszenia depozytu, a tym samym nie powoduje zamrożenia środków finansowych.
Nienałtowski radzi, aby zwrócić się w tych sprawach bezpośrednio do centrali banku.