Przybywa buzujących bąbelków

Polacy coraz chętniej sięgają po szampany i wina musujące. Dla odrobiny luksusu, choć już nie tylko na sylwestra

Kolejny rok z rzędu Polacy są w szampańskim nastroju. Spożycie wina musującego z Szampanii rośnie w tempie dwucyfrowym, choć wciąż pozostaje niewielką częścią kategorii win musujących, a w całej kategorii trunków z bąbelkami zaczyna panować coraz większy ruch.

Szampańskie przyspieszenie

Na rynku, na którym trunku z bąbelkami wypijamy niemal 35,5 mln litrów rocznie, 348,6 tys. litrów przypada na szampana — podaje Euromonitor International. W zeszłym roku jego spożycie wzrosło prawie o 20 proc. Dwucyfrowego wzrostu branża spodziewa się również w tym roku. Zdaniem Iwony Michałowicz, senior brand managera z Pernod Ricard Polska, szampany zawdzięczają wzrost coraz większemu zainteresowaniu dobrami luksusowymi.

— Ponadto Polacy coraz więcej podróżują, próbują charakterystycznych dla poszczególnych krajów produktów — a do takich trzeba zaliczyć szampana — i później szukają ich w kraju. Dzięki temu, że poszukują tych produktów w Polsce, rośnie także ich dostępność. Widząc zapotrzebowanie, właściciele sklepów i sieci handlowych są zainteresowani posiadaniem ich na stałe w swojej ofercie — twierdzi Iwona Michałowicz.

Znacznie wolniej rozwija się rynek win musujących. Ten rósł przez ostatnie lata (wolumenowo) o 1-3 proc. W tym roku, jak prognozuje Euromonitor, ma zyskać 3,8 proc.

— Spożycie win musujących jest stabilne, chociaż widać spory ruch na rynku związany z cydrem, który może być uznany za wino musujące. Co więcej, we Francji sprzedawany jest właśnie w typowych butelkach szampanowych, a więc może z powrotem przyciągnąć uwagę konsumentów do tej kategorii — mówi Grzegorz Bartol, wiceprezes firmy Bartex Bartol, importera i producenta win.

— Wino musujące coraz częściej pojawia się w opakowaniach PET czy mniejszych butelkach szklanych jako drink do spożycia latem, będący zamiennikiem piwa — dodaje Jacek Jantoń, prezes firmy Jantoń, producenta i importera produktów winiarskich.

Według Grzegorza Bartola, na polski rynek przenosi się powoli zachodni trend poszukiwania produktów z niższą zawartością alkoholu. Tu również wina z bąbelkami mają coś do powiedzenia.

— Pojawiają się też produkty o mniejszej zawartości alkoholu — standardowe wino musujące ma go 10-11 proc., ale np. w Anglii bardzo popularne są zawierające około 5,5 proc. alkoholu — twierdzi wiceprezes Barteksu.

Wino musujące stało się już standardowym elementem karty w restauracjach.

— Kiedyś było spożywane tylko na specjalne okazje, dziś traktowane jest już coraz częściej jako aperitif — mówi Jacek Jantoń.

— Przed nami systematyczne poszerzanie oferty o ich kolejne warianty. Ważne, żeby przełamywać schematy. Wina musujące sprawdzają się nie tylko w roli aperitifu, mogą również uzupełniać smak potraw — dodaje Iwona Michałowicz.

Pożegnanie z Igristoje

Zdaniem Grzegorza Bartola, barierą w rozwoju tego rynku wciąż pozostaje mała znajomość marek czy też gatunków, przez co konsumenci nie są w stanie wychwycić różnych subtelności smakowych. Ich gust też już jednak się zmienił.

— Coraz starsze, a więc także coraz mniej liczne, jest pokolenie, dla którego synonimem wina musującego były rosyjsko brzmiące marki Igristoje. Młodsi konsumenci skłaniają się do włoskiego Prosecco czy hiszpańskiej Cavie — to one zyskują dzisiaj udziały, kosztem znanych w czasach Peerelu — twierdzi wiceprezes Barteksu.

Sezonowość tego rynku wciąż jest ogromna. — 60 proc. rocznej sprzedaży przypada na czas sylwestra. Sieci handlowe oczekują jednak dzisiaj produktów, które będą cieszyły się całoroczną popularnością. Odpowiedzią mogą być właśnie cydry, ale też inne smaki win musujących, jak delikatna np. porzeczka czy truskawka — mówi Grzegorz Bartol.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu