Swissmed chce mieć w 2011 r. cztery szpitale, sieć przychodni i wysokie obroty. Na razie obiecuje, że przestanie przynosić straty.
Jeszcze w tym roku gdański Swissmed, świadczący usługi medyczne, zamierza rozpocząć budowę drugiego szpitala, tym razem w Warszawie. Ale to nie wszystko.
— Chcemy uruchomić kolejne placówki w Poznaniu i Krakowie — zapowiada Roman Walasiński, prezes Swissmedu.
Rentowni, ale z długami
Te plany mają być zrealizowane do 2011 r. Wtedy grupa medyczna poszerzy się do czterech szpitali i sieci przychodni połączonych zintegrowanym systemem informatycznym. W tej formie powinna być atrakcyjnym partnerem dla towarzystw ubezpieczeniowych. Ale na to trzeba sporo pieniędzy. Jeden szpital to koszt 50-60 mln zł. Skąd Swissmed chce wziąć na to pieniądze? W przygotowaniu jest nowa emisja akcji, ale ma ona przynieść tylko około 19 mln zł. To wystarczy na środki obrotowe pozwalające w pełni wykorzystać potencjał gdańskiej placówki, systemy informatyczne i start warszawskiej inwestycji.
Prezes zapewnia, że kolejnych emisji na razie nie przewiduje. Nowe szpitale będą natomiast budowane przy współudziale deweloperów, a w znacznej części finansowane z kredytów hipotecznych.
Z szacunków zarządu Swissmedu wynika, że każdy szpital powinien przynosić około 30 mln zł rocznych obrotów. Razem daje to jakieś 120 mln zł plus przychody z dodatkowych usług w konkretnych specjalnościach. Jak to się przełoży na zyski?
— Taka grupa będzie rentowna — zapewnia Roman Walasiński.
Ale wynik netto trudno obecnie szacować. Tym bardziej że za pięć lat grupa może być obciążona sporymi kredytami hipotecznymi.
Medycy na zerze
W 2005 r. Swissmed miał 12 mln zł przychodów i poniósł 4,3 mln zł straty. To efekt kosztów finansowych.
— Na działalności medycznej zarabiamy — mówi prezes.
Obiecuje, że w tym roku przychody z podstawowej działalności pozwolą pokryć koszty. Za kilka miesięcy spółka będzie zarabiać, a w skali całego roku na poziomie netto można się spodziewać wyniku w okolicy zera.