Nim najlepsi pracownicy zaczną pracować w firmie, trzeba ich najpierw znaleźć. Na przykład na uczelni.
Rekrutację najlepiej zacząć wtedy, gdy przyszli pracownicy są jeszcze studentami.
— W wyszukiwaniu talentów wśród studentów i współpracy z uczelniami najaktywniejsze są duże korporacje. IBM czy Microsoft organizują na uczelniach szkolenia, na których starają się wyłapać najlepszych i zaproponować im staż lub pracę. Uczelnie dostają zaś darmowy sprzęt lub oprogramowanie tych firm. Popularne są też konkursy, na przykład symulacje gry na giełdzie — mówi Paweł Leks, członek zarządu Pracuj.pl.
Dwuletni sprawdzian
Do filtrowania studenckiego rynku pracy wzięły się także polskie firmy.
— Prowadzimy program stażowy wraz z Politechniką Rzeszowską. Trwa dwa lata i jest przeznaczony dla studentów IV i V roku. W pierwszym roku stażyści spędzają w firmie jeden dzień w tygodniu — uczestniczą w wewnętrznych wykładach i prelekcjach, zapoznają się z systemem produkcji, zarządzania jakością i pracownikami, z przepisami bhp — opowiada Andrzej Czarnecki, rzecznik prasowy WSK Rzeszów, producenta sprzętu lotniczego.
Po roku stażyści dostają trudniejsze zadania.
— Na V roku spędzają w zakładzie kilka dni w tygodniu. W różnych jednostkach organizacyjnych pracują nad projektami. Często stają się one tematami ich prac dyplomowych. Niektórych wysyłamy na czteromiesięczną praktykę do Kanady, do współpracującej z nami firmy Pratt & Whitney — wyjaśnia Andrzej Czarnecki.
Najczęściej takie staże kończą się zatrudnieniem absolwenta.
— Są cennymi pracownikami, bo dobrze znają firmę, a my wiemy, na co ich stać. Obcowanie z młodym człowiekiem przez dwa lata jest więcej warte niż najbardziej zaawansowane programy rekrutacyjne — argumentuje rzecznik WSK.
Firma stara się też wpływać na to, czego studenci się uczą.
— Współpracujemy z uczelnią, na ile to możliwe, przy dostosowywaniu programów nauczania do naszych potrzeb. Chcemy, by nasi przyszli pracownicy uczyli się podejścia biznesowego do pracy, nowoczesnych systemów zarządzania jakością, wykorzystania nowoczesnych narzędzi organizacji i zarządzania produkcją — podkreśla Andrzej Czarnecki.
Student i kadra
Inna znana firma, Comarch, co roku przyjmuje na staże około 300 studentów z Polski, Litwy, Ukrainy i z Niemiec.
— Mamy program pozyskiwania najlepszych studentów i współpracy z uczelniami. Podpisaliśmy umowy z 10 polskimi i trzema zagranicznymi szkołami wyższymi — informuje prof. Jacek Rońda, dyrektor ds. programów akademickich w Comarchu.
Najlepsi są zapraszani na trzymiesięczne praktyki wakacyjne. Pod okiem specjalistów z Comarchu i opiekunów z uczelni wykonują projekty potrzebne firmie. Niektórzy dostają propozycje kontynuowania projektu lub przygotowania nowego, który może być pracą dyplomową. Firma opiera się na wzorach fińskich.
— Taki projekt musi być użyteczny i przeznaczony dla konkretnego odbiorcy przemysłowego. Podpisujemy w tej sprawie umowy z promotorami — wyjaśnia Jacek Rońda.
Pracę w Comarchu dostaje około 60 proc. praktykantów.
— Nie jesteśmy altruistami. Zyskujemy pracowników, których sobie wychowaliśmy. A do tego przeskakujemy te kilka miesięcy, gdy człowiek uczy się nowych technologii, pracy w grupie, przyzwyczaja się do miejsca, a już otrzymuje normalną, wysoką pensję — mówi prof. Rońda.
Przygotowanie programu stażowego jest drogie.
— W ostatnim roku kosztowało nas to około 2 mln złotych. Najwięcej pochłonął zakup komputerów i mebli biurowych oraz wynagrodzenia stażystów. Dodatkowe pieniądze pochłania marketing, administracja i zarządzanie stażami przez menedżerów — wymienia Jacek Rońda.
Uważa jednak, że także mniejsze firmy mogą zorganizować programy stażowe, choć nie na taką skalę.