Przyjaciele swoich kieszeni

Jacek Zalewski
opublikowano: 02-09-2011, 00:00

1 września to nie tylko rocznica wybuchu wojny czy tradycyjny początek roku szkolnego, lecz także święto Wielkiej Arabskiej Libijskiej Dżamahirijji Ludowo-Socjalistycznej. Dokładnie 42 lata temu Muammar Kaddafi w stopniu kapitana dokonał przewrotu i zaczął budować ustrojową utopię. Dlatego wybranie przez prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego właśnie 1 września na światową zbiórkę "Przyjaciół Libii" w Paryżu miało psychicznie dobić ukrywającego się tyrana. Kaddafi o rocznicy nie zapomniał i wyraził z podziemia świąteczne życzenie "Niech Libia stanie w płomieniach".

Na wczorajsze obrazki delegacji kolejno witanych na dziedzińcu Pałacu Elizejskiego, w tym premiera Donalda Tuska, nałożyły mi się sceny z tegoż miejsca sprzed czterech lat. Przypadkiem widziałem wtedy na własne oczy na tym samym czerwonym dywanie triumfującego Muammara Kaddafiego i nadskakującego mu Nicolasa Sarkozy’ego. W blasku kamer i fleszy mediów z całego świata, gospodarz rozpływał się nad perspektywami dwustronnych interesów i rzucał miliardowymi kwotami podpisanych umów. Wczoraj z takim samym entuzjazmem mówił o współpracy z tymi, którzy jego niedawnego bliskiego partnera przepędzili.

Podstawowymi celami uczestników konferencji "Przyjaciół Libii" są: ratowanie zainwestowanych pieniędzy oraz ustawienie się jak najwyżej w kolejce do przyszłych zysków. Symbolem stała się postawa Rosji, która w ostatniej chwili uznała nowe libijskie władze i także zjawiła się w Paryżu, zaniepokojona losem swoich długoterminowych umów. Gdy cztery lata temu błąkałem się z kolei po placu Zielonym w Trypolisie, był akurat udekorowany flagami rosyjskimi — Muammarowi Kaddafiemu składał przyjacielską wizytę prezydent Władimir Putin. Wtedy podpisano wielomiliardowy kontrakt na dostawy rosyjskiej broni. A wczoraj do Paryża zlecieli się także inni potentaci, dotychczas stojący z boku, ale czujący zapach pieniędzy, tacy jak Niemcy czy Chiny. W tym kontekście polski udział, sprowadzający się do udzielenia Libii symbolicznej pomocy humanitarnej rzędu 1 mln zł, wydaje się rozsądny. Irak dowiódł, że z kolejki do hipotetycznych zysków i tak zostaniemy wypchnięci, bo nasze łokcie po prostu są zbyt wątłe…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane