Przyjazne podatki? - sprzeczne z naturą

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2004-11-30 00:00

Mirosław Gronicki, urzędujący minister finansów, jest żywym dowodem na to, że zbyt literalne stosowanie się do mądrości ludowych, zapominanie, że zawsze zawierają one jakąś przenośnię, może zaprowadzić prosto w maliny. Jest bowiem takie przysłowie, że „jak nająłeś się za psa — szczekaj jak pies”. Gronicki, znany i uznany ekonomista, wynajął się na ministra finansów. I już jako urzędowa osoba był łaskaw powiedzieć, a agencje prasowe podchwyciły, że „system podatkowy przede wszystkim powinien karać konsumpcję, a nagradzać oszczędności”. Nie ukrywam, że po przeczytaniu tej niebywale odkrywczej myśli ścierpła mi skóra i zwątpiłem, sam już nie wiem w co? W teorię ekonomii, znane mi funkcje podatków, czy — strach pomyśleć — w stan umysłu ministra Gronickiego, a może tylko skrótowość niefortunnej wypowiedzi.

Nie chcę być adwokatem diabła i dociekać „co autor miał na myśli” formułując tę odkrywczą myśl, tym bardziej że w innych miejscach przedstawia spójną koncepcję prymatu podatków pośrednich nad podatkiem dochodowym. Zapewne chodziło mu o to, że niezbędne zwiększenie poziomu oszczędności można osiągać poprzez promowanie konsumpcji odłożonej w czasie, więc opodatkowany powinien być nie dochód, ale wydatki. Ale to zawsze pozostanie konsumpcja, bo bez konsumpcji nie ma rozwoju, nie ma wzrostu PKB, to ona decyduje o wszystkim. Wszak cel jest niczym — ruch jest wszystkim.

Należy oczekiwać, że dzisiaj milczenie przerwie prezydent Kwaśniewski i objawi swój wkład w system podatkowy na rok przyszły. Wszystko wskazuje na to, że nie pójdzie jednak śladem populistycznych rozwiązań przegłosowanych w Sejmie (opozycja na złość koalicji i odwrotnie) i wykorzystując stworzone mu przez parlament możliwości kalendarzowe, zablokuje wprowadzenie 50-proc. podatku dochodowego od najlepiej zarabiających.