Przynajmniej nie spadnijmy z klifu

opublikowano: 02-01-2013, 00:00

Komentarz na Nowy Rok 2013

Klif Moheru na wybrzeżu Irlandii, osiągający wysokość 214 m, odwiedzany jest przez milion turystów rocznie, spośród których kilkoro nieostrożnych, niestety, spada i ginie. Spadek z klifu budżetu Stanów Zjednoczonych bezpośrednio grozi 300 mln Amerykanów, a pośrednio — całemu globowi.

W noc sylwestrową dług publiczny USA dobił do ustawowego pułapu 16,4 bln USD, który i tak został w 2011 r. podniesiony o 2,1 bln. Ameryka stoi nad fiskalnym urwiskiem, czyli jednoczesnym zniesieniem ulg podatkowych i radykalnym ograniczeniem wydatków. Skumulowanym następstwem upadku byłaby nieuchronna recesja w gospodarce USA, pociągająca także Europę, w tym Polskę.

W noc sylwestrową Demokraci i Republikanie osiągnęli tymczasowe porozumienie, odsuwające wypiętrzenie się klifu o dwa miesiące. Ulgi podatkowe ma stracić tylko warstwa najbogatsza. Głosowanie demokratycznego Senatu odbyło się… dwie godziny po północy, po prostu senatorowie zostali ściągnięci z waszyngtońskich imprez sylwestrowych.

Republikańska Izba Reprezentantów prowizorkę miała zatwierdzić w Nowy Rok (do chwili wysłania tego wydania „PB” nie mieliśmy wiedzy, czy przegłosowała) albo dopiero 2 stycznia. W każdym razie dla prezydenta Baracka Obamy najważniejsze staje się kupienie czasu, aby 20 stycznia mógł z pompą złożyć przysięgę na drugą kadencję. A później… się zobaczy.

Podejmowanie w takim anormalnym stylu decyzji o znaczeniu dla całego świata to polityczna paranoja.

Ale władcy USA mogą sobie uścisnąć rękę z organami Unii Europejskiej, najmocniej ze szczytami szefów państw i rządów, czyli z Radą Europejską. W naszej wspólnocie najważniejsze sprawy również procedowane są podczas zarywanych w Brukseli bez sensu nocy, chociaż przyznajmy, że nie w… sylwestra! Ostatnio zaś cięcia w budżetach rocznych 2012 i 2013 zostały klepnięte w formule last minute, ale przynajmniej podczas planowej, grudniowej sesji Parlamentu Europejskiego.

W sylwestra o północy odnotowaliśmy jeszcze jedno unijne wydarzenie, ale ważne tak naprawdę jedynie formalnie. Zmieniła się półroczna prezydencja Rady UE. Cypr zakończył kadencję bez fanfar, a wręcz z podwiniętym gospodarczym ogonem. Od międzynarodowej pomocy uzależniony jest wcale nie mniej, niż jego siostrzyca Grecja. Ze względu na wielkość państwa kwoty nie biją tak po oczach, ale po przyjęciu pomocy dług Cypru grubo przekroczy akceptowalny przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) poziom 120 proc. rocznego PKB. A któż przejął pałeczkę prezydencji? Wspomniana na początku tego komentarza Irlandia, czyli jedna z pięciu w Eurolandzie tzw. świnek — PIIGS.

Oprócz Grecji i Portugalii, z owej zagrożonej bankructwem piątki Irlandia to trzecie państwo, które musiało odłożyć narodowy honor w kąt i przyjąć pomoc. Okoliczność, że kolejna unijna prezydencja przypada krajowi choremu finansowo, jest czystym przypadkiem wynikającym z kalendarza przyjętego wiele lat temu. Trudno jednak uniknąć refleksji, że zarazem jest niezwykle symboliczna. No cóż, wszyscy możemy czuć się zaproszeni do odwiedzenia fantastycznego klifu Moheru — ale to naprawdę urwisko...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu