Propozycja przyspieszonych wyborów pojawiła się niespełna miesiąc po uruchomieniu formalnego Brexitu. Co ciekawe jeszcze przed Wielkanocą, gabinet May zapewniał, że wcześniejsze wybory nie są brane pod uwagę.

Terminowe wybory odbyć się miały dopiero w roku 2020 i wszystko wskazuje na to, że zorganizowanie ich wcześniej ma na celu jedynie konsolidację władzy partii rządzącej, która według ostatnich sondaży ma aż 20-procentową przewagę poparcia nad najpopularniejszą partią opozycyjną.
Co to oznacza dla rynków? (wideo)
Zdaniem obserwatorów, z małą większością w Izbie Gmin jaką May odziedziczyła po Davidzie Cameronie, Partia Konserwatywna nie jest w stanie przeprowadzić takiego Brexitu na jakim jej zależy.
- Tu w Westminster powinna być jedność, zamiast niej mamy jednak podział. Kraj się zjednoczył, ale Westminster nie – powiedziała May odczytując oświadczenie przed swoją siedzibą na Downing Street 10. Jak dodała, rozłam w Parlamencie odbije się na możliwości przeprowadzenia przez rząd udanego Brexitu.
Według opublikowanego przez dziennik “Times” sondażu, po raz pierwszy od dziewięciu lat konserwatyści mają aż 21 proc. przewagi nad Partią Pracy. Sondaż YouGov wskazuje, że kierowana przez May partia mogłaby wygrać wybory uzyskując aż 44 proc. głosów, przy czym Partia Pracy mogłaby liczyć na 23 proc. głosów, a Liberalni Demokraci zaledwie na 12 proc.
W kilka minut po ogłoszeniu decyzji o wyborach w czerwcu brytyjska waluta umacnia się do dolara i euro o 0,1 proc. Po ponad 40 minutach funt umacnia się do dolara o blisko 1 proc., a do euro o 0,5 proc.
