Przystawki tworzą wspólne danie

Adam Sofuł
opublikowano: 17-07-2007, 00:00

Zgodnie z przewidywaniami Samoobrona w poniedziałek się trochę jeszcze pooburzała na akcję Centralnego Biura Antykorupcyjnego, po czym — tradycyjnie już — zdecydowała, że wychodzi z koalicji i poprze wniosek o samorozwiązanie Sejmu, ale na razie zostaje i chce rządzić dalej. Partia ta w najbliższych tygodniach będzie nie tylko wychodzić i zostawać w koalicji ale tworzy też z Ligą Polskich Rodzin nową formację o wdzięcznej nazwie LiS (Liga i Samoobrona). Na czele staną — jakżeby inaczej — były wicepremier Andrzej Lepper i wciąż jeszcze aktualny wicepremier Roman Giertych. Obaj zapewniają, że nowo powstała partia będzie chciała pozostawać w koalicji z PIS. Na pozór wiele się więc nie zmienia — tyle że zamiast trzech będą rządzić dwie partie. No i będzie do rymu.

Liderów LPR i Samoobrony do egotycznego sojuszu pchnęły wspólne interesy — obaj walczą o przetrwanie na scenie politycznej (z tym, że Andrzej Lepper ze zrozumiałych względów bardziej rozpaczliwie), obawiając się wchłonięcia przez PiS. Roman Giertych dobrze to zrozumiał i dlatego to on wydaje się motorem tego sojuszu — zamiast czekać na atak ze strony premiera, jak współtowarzysz niedoli, postanowił wykonać ruch uprzedzający i — nie pierwszy raz — wyciągnął do Leppera pomocną dłoń. Sprawił w ten sposób kłopot premierowi Jarosławowi Kaczyńskiemu, który liczył, że pozbawiona lidera Samoobrona szybko zostanie wchłonięta przez PiS, ale premier już nieraz udowodnił, że potrafi cierpliwie czekać na sprzyjające okoliczności, by uderzyć, a te prędzej czy później nadejdą.

Jedyną rzeczą, która obecnie łączy partie tworzące LiS, jest strach przed dominacją PiS. Wprawdzie na wczorajszej konferencji prasowej Giertych i Lepper wymieniali wiele wspólnych celów politycznych, wszystko jednak sprawiało wrażenie doraźnej rozgrywki. To prawda, że LPR była przeciwnikiem ściślejszej integracji z UE, zapowiedź blokowania traktatu reformującego nie jest zaskoczeniem. Samoobrona nie zajmowała dotychczas tak zdecydowanego stanowiska, ale ponieważ jest w biedzie, przyłączyła się do antyeuropejskiej krucjaty Romana Giertycha. I to właśnie on w tych dniach ma największe powody do zadowolenia — jego kampania przeciwko integracji z UE zyskała dzięki sojuszowi z Samoobroną znaczne wsparcie. Zapewne niewystarczające do politycznego zwycięstwa, jeśli wziąć pod uwagę sondaże mówiące, że Polacy są dość proeuropejskim narodem, ale Roman Giertych jest jeszcze młodym politykiem i może na zwycięstwo poczekać.

Dla Jarosława Kaczyńskiego otwarcie tego wewnątrzkoalicyjnego europejskiego frontu politycznej wojny jest wyjątkowo nie na rękę, bowiem koalicjanci, i to ostrzej niż opozycja, kwestionują sukces brukselskiego szczytu. Ponadto PiS można określić jako partię eurosceptyczną, ale na pewno nie jako przeciwników UE. Jeżeli LiS będzie konsekwentny w realizacji wczorajszych deklaracji, wcześniejsze wybory będą nieuchronne (choć pewnie nie jesienią), mimo że nikt ich tak naprawdę nie chce. Zanim jednak do nich ostatecznie dojdzie, będziemy zapewne świadkami wyniszczającej wewnątrzkoalicyjnej wojny, którą napędzać będą ambicje Romana Giertycha i urażona duma Andrzeja Leppera. Ta wojna będzie zajadła i bezlitosna, ale wygra w niej ten, kto przechytrzy przeciwnika. Paradoksalnie nic nie wskazuje na to, by miał to być LiS.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu