Dzisiaj to SSE podążają za inwestorami
Nowe miejsca pracy, rozwój handlu i poprawa lokalnej infrastruktury — strefy ekonomiczne to dla regionów same plusy.
Specjalne strefy ekonomiczne (SSE) przynoszą ogromne korzyści. Dlatego warto w nich inwestować. Rezultatem jest wzrost zatrudnienia i rozwój usług nie tylko w miastach, lecz także w sąsiednich regionach. Do takich wniosków doszli uczestnicy konferencji „Specjalne Strefy Ekonomiczne, dlaczego warto inwestować”, zorganizowanej w ubiegłym tygodniu pod patronatem „Pulsu Biznesu”. Ich zdaniem, SSE są siłą napędową dla gospodarek swoich regionów.
Efekt domina
Działalność stref powoduje efekt domina. Eksperci szacują, że każde 100 miejsc pracy w SSE tworzy dodatkowo 50- -100 w jej otoczeniu.
— Wpływ stref na funkcjonowanie miast, które znajdują się w ich sąsiedztwie, jest bardzo wyraźny. To nie tylko rynek pracy dla kadr, ale również cała sfera usługowa. To szansa na rozwój małych i średnich przedsiębiorstw, które kooperują ze strefami. W ten sposób tworzy się rynek podwykonawstwa. Obecność SSE sprzyja też rozwojowi lokalnej infrastruktury, co powoduje także wzrost atrakcyjności terenów zlokalizowanych w sąsiedztwie — tłumaczy Teresa Kamińska, prezes Pomorskiej SSE .
Zdaniem Kiejstuta Żaguna z firmy doradczej KPMG, Wrocław jest najlepszym przykładem pozytywnego wpływu SSE na rozwój dużej aglomeracji.
— Strefa przyciągnęła do miasta dużych inwestorów, co wywołało efekt śnieżnej kuli. Za nimi przyszli kolejni — ocenia ekspert.
Na rozwój strefy pozytywnie oddziałuje też sąsiedztwo ośrodków akademickich.
— To działa w obie strony, bo nowi inwestorzy wpływają też na sposób kształcenia na wyższych uczelniach, które coraz częściej nastawiają się na innowacyjność — podkreśla Teresa Kamińska.
Inne plusy?
— Przedsiębiorcy działający w strefach nierzadko zacieśniają współpracę z miejscowym samorządem i uczestniczą w życiu lokalnej społeczności — dodaje prezes Pomorskiej SSE.
Parki zamiast stref
Podstawową funkcją stref miało być wspieranie biedniejszych regionów. Tymczasem ostatnio to nie firmy podążają do stref, ale na odwrót — strefy tworzone są w miejscach wskazanych przez inwestorów. Coraz częściej też wchodzą bezpośrednio do miast. Prawie wszystkie strefy mają dziś po kilka różnych lokalizacji — często odległych od siebie.
Przykład? Fabryka firmy Procter & Gamble znajduje się w Warszawie, a działa na terenie objętym Łódzką SSE.
Strefy jeszcze tylko kilka lat będą przyciągały nowych inwestorów. Najpóźniej do 2017 roku będą musiały zakończyć działalność. Taki termin ich likwidacji zapisany jest w traktacie akcesyjnym, na podstawie którego zostaliśmy przyjęci do UE. W Unii uważa się, że strefy — choć atrakcyjne jako narzędzie ściągania wielkich inwestorów i ożywiania terenów zacofanych — w sumie zaburzają warunki gospodarcze, powodując nierówność traktowania rozmaitych podmiotów.
Co potem?
Zdaniem ekspertów, jednym z najbardziej naturalnych kierunków będzie przekształcenie SSE w parki inwestycyjne, czyli klastry grupujące firmy działające w podobnej branży. Specjalizacja SSE już postępuje. Największa koncentracja firm z jednej branży znajduje się w strefie legnickiej, zdominowanej w niemal 70 proc. przez producentów z branży motoryzacyjnej, oraz w strefie katowickiej, gdzie do tego sektora należy 65 procent firm. W innych, mniejszych strefach wyraźna jest koncentracja wokół jednej lub dwóch kluczowych branż.
Przekształcenie stref w parki technologiczne jest zapewne tylko kwestią czasu. Będą one ewoluowały z firm zarządzających infrastrukturą w spółki świadczące usługi dla firm działających na ich terenie. Na podobnej zasadzie działa już m.in. Nickel Technology Park pod Poznaniem. Dominują tu przedsiębiorstwa z branży IT.
— Firmy pomagają sobie nawzajem i wymieniają się rozwiązaniami technologicznymi. Jesteśmy również w stanie zapewnić firmom na miejscu specjalistyczny sprzęt, a jeżeli to będzie konieczne, to nawet wybudować laboratorium — zapewnia Ewa Bujak z Nickel Tchnology Park.
Niestety, zdaniem ekspertów, dalszemu rozwojowi stref mogą zagrozić braki kadrowe i nieustające problemy z infrastrukturą drogową. Jeżeli te problemy nie znikną, to inwestorzy ulokują swoje przedsięwzięcia u nowych członków Unii, w Bułgarii i Rumunii. Dziś to nasi bezpośredni konkurenci.