PZU zaproponuje 700 mln zł dywidendy. To wynik kolejnego rekordowego roku ubezpieczyciela.
Akcjonariusze ubezpieczeniowego giganta mogą zacierać ręce. Zarząd zamierza bowiem zarekomendować wypłacenie 50 proc. z rekordowego zysku minionego roku w postaci dywidendy.
— PZU już jest spółką o wysokim poziomie kapitału. Nie widzę powodu, dla którego należałoby zostawić w firmie większość wypracowanego wyniku. Naszą tegoroczną intencją będzie wykorzystanie górnego limitu przyjętej polityki dywidendy, która zakłada możliwość wypłaty do 50 proc. zysku — mówi Cezary Stypułkowski, prezes PZU.
Przełamanie trendu
A jest czym się dzielić. W 2004 r. spółka wypracowała 1,42 mld zł zysku, o 56,3 więcej niż w roku 2003 r. Optymizmem napawa także wzrost sprzedaży polis. PZU zebrało w 2004 r. 7,49 mld zł składki brutto, o 3,7 proc. więcej niż rok wcześniej.
— Udało nam się wreszcie przełamać spadkowy trend przypisu składki, jaki nastąpił w 2002 i 2003 r. Udało się tego dokonać m.in. dzięki zwiększeniu sprzedaży ubezpieczeń komunikacyjnych, w których sporo traciliśmy. Mam nadzieję, że w tym roku uda nam się jeszcze nieco zwiększyć dynamikę przypisu. Planujemy 4-5-proc. wzrost — twierdzi Cezary Stypułkowski.
Modernizacja oferty
Powodów do narzekania nie ma też spółka życiowa PZU. Dla niej także miniony rok był rekordowy. Przypis składki z polis życiowych wyniósł 5,49 mld zł, czyli o 6,9 proc. więcej niż w 2003 r.
—Na ten wynik złożyło się przede wszystkim zwiększenie sprzedaży polis grupowych, także poprzez współpracę bancassurance z PKO BP. Nie bez znaczenia było wprowadzenie indywidualnych kont emerytalnych — mówi Cezary Stypułkowski.
Jego zdaniem, w tym roku spółka powinna utrzymać podobną, a może nawet nieco wyższą, dynamikę przypisu składki.
— Aby jednak dotrzymać słowa, musimy zmodernizować ofertę. W przeciwnym razie trudno będzie utrzymać udział w rynku — zapowiada prezes.
Liczy także na utrzymanie się wyniku finansowego, który w 2004 r. wyniósł 759,5 mln zł, niemal o 60 proc. więcej niż rok wcześniej.