PZU w wirze cyklonu

Karol Jedliński
opublikowano: 2010-12-11 10:01

Parę dni huraganowych podmuchów czarnego PR wystarczyło, by mocno nadszarpnąć wizerunek spółki. Teraz nadchodzi spóźniony kontratak. Połamany "Chopin" i tak będzie kosztował firmę krocie

Żelazna zasada w showbiznesie mówi, że telenoweli nie zdejmuje się z anteny w połowie serii. Bo mało komu podoba się, gdy nagle bajka kończy się bez obiecanego happy endu. Ostatni medialny hit, Szkoła pod Żaglami, miał niezły scenariusz. Trwa rok Chopinowski, a wyprawę szlachetnych dzieciaków na Karaiby relacjonują media, m.in. patroni, czyli TVN24 czy radiowa Trójka. Nagle podstępny wiatr łamie maszty żaglowca "Chopin" z dzieciakami i dzielnym kapitanem na pokładzie. Publika wstrzymuje oddech, już nie tylko polskie, ale i europejskie media kipią z podniecenia. Jacht udaje się szczęśliwie odholować do portu. I tu nagle objawia się czarna postać — ubezpieczyciel, który nie chce pokryć kosztów naprawy. A biedne dzieci chcą pływać, jacht-symbol niszczeje. I co z tego, że PZU ma dla swojej decyzji mocne podstawy prawne, skoro psuje narodowi bajkę. Armator łodzi — Europejska Wyższa Szkoła Prawa i Administracji (EWSPA) — wkracza do akcji. Zaczyna się medialny lincz.

— Każdy, kto śledził telewizyjnie ten rejs, ma coś na kształt moralnej legitymacji, by zająć stanowisko w tej sprawie. Decyzja PZU jest więc odczytywana jako również objaw lekceważenia wobec wszystkich, którzy postanowili wcześniej wspierać całą akcję — tłumaczy Jerzy Ciszewski, właściciel Ciszewski PR, specjalizującego się m.in. w zarządzaniu wizerunkiem w kryzysie.

Grażyna Piotrowska-Oliwa, sekretarz rady nadzorczej spółki, przyznała w radiu Tok Fm:

"Gdyby spółka nie miała oparcia w przepisach, to nie ryzykowałaby decyzji, która spowoduje tak negatywny PR. Od paru dni jestem wrednym członkiem rady wrednej spółki".

Kliknij "nie lubię"
Z badań wynika, że PZU ma opinię firmy może nie najtańszej, ale nieunikającej płacenia odszkodowań. Obecna przepychanka na kruczki prawne z "Chopinem" uderza w rdzeń ich pozytywnego wizerunku, a armator wciąż bije potężną firmę w walce o wersję prawdy. I pozbawia ją zysków.

— Wymawiam umowy PZU, dotychczasowemu ubezpieczycielowi zawodników-żeglarzy. Dotyczy to paru tysięcy osób — ogłosił Zbigniew Stosio, sekretarz generalny Polskiego Związku Żeglarskiego.

Do dziś wiadomość o sprawie żaglowca ważniejsza jest od Wikileaks i dla "Faktów", i dla "Wiadomości". Trzy grosze dorzucił w sprawie nawet Jerzy Buzek. Do boju ruszył też Facebook. Profil "Nie lubię PZU" przyciąga kilkuset fanów dziennie i ma ich już niemal 1500. Prawie 1000 osób zadeklarowało, że nie będzie przedłużać umów z tym ubezpieczycielem. Biczowany na Facebooku PZU milczy. Sam prezes PZU nie zabrał głosu w sprawie.

— Wobec negatywnej aktywności w social media, PZU powinno choć tam jak najszybciej zareagować — uważa Katarzyna Przewuska, szefowa agencji Euro RSCG Sensors.

Ale PZU ma nieco związane ręce, bo... nie dorobiło się konta na Facebooku.

Ciosy Czajki
Podobno zanim PZU ponad tydzień temu podjął decyzję o odmowie dla armatora "Chopina", rozważał opcję wypłaty pieniędzy, bojąc się fali czarnego PR. Są bowiem przepisy, które pozwalają w szczególnych wypadkach przekazać odszkodowanie, nawet jeśli nie obejmuje tego polisa.

Spółka spodziewała się więc wizerunkowych problemów. Pytanie, czy nie skończyło się głównie na spodziewaniu. Być może o tym, że po drugiej stronie nie stoi garstka biednych dzieciaków, lecz zaprawiony fajter, ubezpieczyciel przekonał się, gdy zmiękły mu nogi z zamroczenia. Rektorem EWSPA jest nomen omen profesor Jerzy Wiatr, ale burzę sieje inny założyciel szkoły. To dr Dariusz Czajka, doświadczony i kontrowersyjny prawnik, szef warszawskiego oddziału Zrzeszenia Prawników Polskich. Twardy i nieraz bezwzględny gracz, o którego wyczynach, jeszcze jako syndyka, głośno było kilka lat temu. Przez lata "Chopin" kupiony okazyjnie od banku służył m.in. elicie polskiej palestry.

Odsiecz prezesa
PZU od tygodnia działa w trybie kryzysowym. Kilkanaście osób, także z zewnętrznej agencji public relations, głowi się, jak przerwać medialny lincz. A pomyśleć, że można było zamiast bójki ustawić starcie na pojedynek szachistów.

— W zeszły wtorek spotkaliśmy się z armatorem. Zamiast przesyłać odmowę listem, chcieliśmy w elegancki sposób poinformować o decyzji. Jednocześnie zaproponowaliśmy Fundacji Szkoła pod Żaglami wsparcie sponsoringowe. Poprosiliśmy o przygotowanie oferty — przekonuje Michał Witkowski, rzecznik PZU.

Tyle że PZU nie pochwalił się wtedy swoim pomysłem z mediami. Druga strona potwierdza fakt spotkania.

— Oferta była mocno zawoalowana i nie podjęliśmy tematu — przekonuje Katarzyna Zając, dyrektor generalny EWSPA.

Armator podjął natomiast inny temat. Najpierw po wtorkowym spotkaniu kapitan Krzysztof Baranowski, prezes Fundacji Szkoła pod Żaglami, poinformował media o odmowie, podczas gdy zapewne PZU oczekiwał oferty sponsoringowej. Potem w sobotę o 15.00 armator zwołał konferencję, na której wyśmiał argumentację odmowy od PZU. Ubezpieczyciel nie chciał pozostać bierny. Zapowiedział konferencję na późniejszą godzinę. Skończyło się na oświadczeniu, bo konferencja armatora była o całkiem sprytnej porze. Po 16.00 dziennikarze rzucili się do montowania materiałów i pisania tekstów, marząc o końcu sobotniego dyżuru. Przyjęli konwencję narzuconą przez szkołę. To bajka o złym wilku, co zjada ubezpieczone dzieci. Tyle że bajka się jeszcze nie skończyła. Najbliższe dni będą kontroefensywą PZU. Spółka pojawi się na Facebooku, głos zabierze prezes. Do tego PZU spróbuje m.in. ominąć spór z armatorem i dogadać się z fundacją. Tu może być łatwiej o wspólny projekt, bo szefem rady Szkoły pod Żaglami jest Maciej Jamka. To prawnik, który uczestniczył m.in. w arbitrażu sporu między PZU a Eureko. Ubezpieczyciel w burzy o "Chopina" stracił część masztów, ale wciąż może dopłynąć na spokojne wody. Jak tylko przekona publikę i media, że wymyślił lepszy morał.