QE na dłużej

Andrzej Domański zarządzający funduszami Noble Funds TFI
opublikowano: 06-05-2013, 00:00

Programy pobudzania gospodarki będą nie tylko kontynuowane, ale być może wręcz rozwijane. Koniec ery taniego pieniądza jest jeszcze daleko.

Inflacji na horyzoncie wciąż nie widać, natomiast gospodarka światowa rozwija się jednoznacznie poniżej potencjału. Polityka pieniężna w takich warunkach musi przyjmować nadal charakter akomodacyjny. Te banki centralne, które mają jeszcze miejsce do cięcia stóp procentowych, jak ECB czy NBP, w najbliższych tygodniach prawdopodobnie je obniżą. Tam, gdzie nie jest to już możliwe, jak choćby w Stanach Zjednoczonych czy Japonii, programy pobudzania gospodarki będą nie tylko kontynuowane, ale być może wręcz rozwijane. Koniec ery taniego pieniądza jest jeszcze daleko.

W ostatnich tygodniach jako jedno z głównych zagrożeń dla światowego rynku akcji wymieniano zakończenie polityki skupu aktywów realizowanej przez Fed lub przynajmniej stopniowe jej wygaszanie. Opublikowane w piątek dane wraz z wcześniejszymi danymi dotyczącymi rynku pracy i inflacji w największej gospodarce świata czynią obecnie te obawy mniej uzasadnionymi.

Amerykański bank centralny, w przeciwieństwie doswojego europejskiego odpowiednika, ma za zadanie nie tylko dbać o stabilność cen, ale również o wzrost gospodarczy. Odkładając na bok akademickie dyskusje, czy tak sformułowany cel jest możliwy do realizacji, należy stwierdzić, że obecnie Fed przegrywa na obu frontach. Sytuacja na amerykańskim rynku pracy, co przyznaje sam Ben Bernanke, poprawia się wolniej od oczekiwań, o czym świadczą choćby słabsze marcowe dane dotyczące nowo tworzonych miejsc pracy w Stanach Zjednoczonych.

Pomimo miliardów dolarów co miesiąc pompowanych w amerykańską gospodarkę inflacja znajduje się poniżej 2 proc. (ostatni odczyt poniżej 1,5 proc.). Należy zatem postawić pytanie, dlaczego inflacja miałaby nagle przyspieszyć. Gospodarka amerykańska rozwija się poniżej potencjału, wykorzystanie mocy produkcyjnych znajduje się poniżej przeciętnej, a sytuacja na rynku pracy pozostaje trudna. Trudno oczekiwać również powrotu inflacji o charakterze podażowym. Ceny surowców spadają nie tylko z uwagi na wolniejsze od oczekiwań tempo wzrostu PKB, ale również w związku z dużą ilością nowo uruchamianych projektów wydobywczych oraz trwającą rewolucją na amerykańskim rynku surowców energetycznych.

Nie należy się zatem dziwić, że coraz częściej w wypowiedziach członków Fedu pojawia się również groźnie brzmiące słowo „deflacja”, z którą walka jest nieporównywalnie trudniejsza niż ze wzrostem cen. W takim otoczeniu wpływowy członek Fedu z San Francisco — James Bullard — wspomina ostatnio wręcz o… zwiększeniu programu skupu aktywów.

Malejące obawy dotyczące mitycznego „wystrzału” inflacji stoją prawdopodobnie również za ostatnimi spadkami cen złota. To nieproduktywne aktywo uchodzi za dobre zabezpieczenie na wypadek szybkiego wzrostu cen. Skoro inflacja spada, a na horyzoncie nie widać przyczyn, dla których miałoby się to szybko zmienić, to może zamiast w złotych sztabkach czy Krugerandach lepiej lokować środki w aktywach, które przynoszą przychody, jak choćby obligacje czy płacące dywidendy akcje.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Andrzej Domański zarządzający funduszami Noble Funds TFI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu