„QE nie stoi za wzrostami na giełdach”

Marek DruśMarek Druś
opublikowano: 2013-11-14 12:32

Nie ma dowodu, że potężne zakupy obligacji przez Fed spowodowały wzrosty na amerykańskich rynkach akcji, wynika z badań przeprowadzonych przez ekspertów McKinsey & Company.

Ilościowe luzowanie polityki pieniężnej (QE) miało największy wpływ na obniżenie kosztów zaciągania długu przez rządy, ustalili współautorzy badań, Richard Dobbs i Susan Lund. Od 2007 roku programy zakupów obligacji w USA, Wielkiej Brytanii i eurolandzie zredukowało takie koszty o łącznie 1,6 bln USD.

fot. Bloomberg
fot. Bloomberg
None
None

Ustalenia ekspertów McKinsey'a mogą być zaskoczeniem dla wielu inwestorów, którzy wzrosty na rynkach akcji w USA i na innych rynkach tłumaczyli w znacznym stopniu polityką pompowania pieniędzy w system finansowy przez Fed. Badacze twierdzą także, że nie ma mowy w tym przypadku także o tzw. efekcie bogactwa, czyli zwiększeniu wydatków gospodarstw domowych dzięki rosnącej wartości ich portfeli inwestycyjnych. 

- W praktyce, największym beneficjentem nie są Main Street czy Wall Street, ale rząd – powiedział  Richard Dobbs.

Wnioski McKinsey'a oznaczają, że kiedy banki centralne zaczną ograniczać ilościowe luzowanie, największym zagrożeniem będzie rosnący koszt zaciągania długu przez rządy i możliwość, że zostaną wówczas zmuszone do cięcia wydatków.

- Banki centralne obawiają się tego, jakie skutki będzie to [redukcja QE – red. pb.pl] miało na finanse rządów, czy wzrost podatków dzięki poprawie w gospodarce dostatecznie zrekompensuje wzrost stóp procentowych, czy rządy nie zostaną zmuszone do zwiększenia oszczędności – powiedział Richard Dobbs.