QFD NIE SPRAWDZA SIĘ W POLSKICH WARUNKACH
Rodzimi przedsiębiorcy nie chcą inwestować w wynalazców
Rozwinięcie Funkcji Jakości (QFD) jest metodą pozwalającą firmie na dokładną analizę wymagań klienta i ruchów konkurencji na rynku. W ten sposób zdobywa ona informacje przydatne do ciągłego ulepszania produktów. W naszym kraju praktycznie nie ma jednak podmiotu, który wdrożyłby QFD. Wynika to ponoć z faktu, że krajowych przedsiębiorców nie interesuje awangardowy rozwój własnych technologii produkcji. Wolą zapłacić za gotowe rozwiązania z Zachodu niż zainwestować w polskich inżynierów.
Według specjalistów z branży jakościowej, działaniami kreującymi wartość rynkową produktu są tylko te, które przyczyniają się do spełnienia wymagań klientów wewnętrznych i zewnętrznych. Ich zdaniem, to właśnie one decydują o sukcesie współczesnej firmy.
Dom Jakości
Podobno jedną z najlepszych metod, która włącza wymagania klienta w cały proces tworzenia produktu jest QFD (Quality Function Deployment), czyli Rozwinięcie Funkcji Jakości. Jest to procedura z pogranicza marketingu i projektowania, zapewniająca szczegółową analizę oczekiwań klienta i jej bezpośrednie przełożenie na wewnętrzne specyfikacje firmy.
— W dużym uproszczeniu Rozwinięcie Funkcji Jakości można zdefiniować, jako proces przejścia z pytania „jak produkować?”, na „co produkować?” — wyjaśnia Piotr Gocki, prezes zarządu T†V Consulting Polska.
Podstawowym narzędziem QFD jest formularz zwany pierwszą fazą lub Domem Jakości. Wykorzystuje się go do analizy, komunikacji, planowania oraz dokumentowania wszystkich informacji, jakie firma zgromadziła na temat własnego obszaru działania.
— Przy tworzeniu Domu Jakości należy przede wszystkim sprecyzować wymagania klientów. Kolejnym krokiem jest przeniesienie ich w fazę projektowania wyrobu. Najwięcej problemów stwarza zmierzenie tych wymagań, ponieważ QFD bazuje na danych mierzalnych — dodaje prezes T†V Consulting Polska.
— Dużą trudność przy gromadzeniu tych informacji stanowi ustalenie kryteriów i obiektywnej miary przy ich ocenie. Nie należy także do najłatwiejszych analiza zależności pomiędzy nami i klientami oraz zdobycie danych na temat konkurencji — informuje Andrzej Niemiec, dyrektor spółki PRIM, produkującej jakościowy software.
Wedug branżowych przedstawicieli, najlepszym sposobem opracowania strategii rozwiązywania pojawiających się problemów jest burza mózgów inżynierów zajmujących się w firmie doskonaleniem produktów. Z tym jednak, szczególnie w polskich warunkach, bywa różnie.
Niedoceniony potencjał
Pierwsze zastosowanie metody QFD miało miejsce w Japonii w 1972 roku. W USA zainteresowano się nią 11 lat później. W tych krajach Rozwinięcie Funkcji Jakości cieszy dość dużą popularnością. Nieco inaczej wygląda wykorzystanie QFD w Europie. Według niemieckich badań z początków lat 90. ponad 66 proc. przedsiębiorstw nie stosowało jeszcze tej metody, a tylko 4 proc. używało jej regularnie.
— W Polsce procent firm, które kiedykolwiek miały do czynienia z QFD, oscyluje wokół zera. Wynika to z tej prostej przyczyny, że rodzime firmy nie dbają o rozwój. Nie starają się wykorzystać potencjałału naszych inżynierów. Krajowi przedsiębiorcy wolą słono płacić za gotowe, proste rozwiązania z Zachodu. Nie interesują ich albo nie wierzą w skuteczność pomysłów polskich konstruktorów i wynalazców — irytuje się Andrzej Niemiec.
— Rzeczywiście QFD jest w naszym kraju niedocenianą metodą. W Polsce przyjęła się forma pracy na żywioł, czyli wykonywanie czynności pozbawionych ciągłego doskonalenia. Wynika to też po części z dawnych zaszłości systemowych. Kiedyś większość instytutów naukowych żyła z kopiowania zachodnich rozwiązań. Ściślej rzecz ujmując, wykonywane przez naukowców prace sprowadzały się do adaptacji do polskich warunków projektów funkcjonujących na wolnym rynku — tłumaczy Grzegorz Kazimierski, konsultant wiodący UNDP Umbrella.
Jego zdaniem, te mechanizmy do dzisiaj pokutują w świadomości polskich przedsiębiorców, którzy są przyzwyczajeni do wykorzystywania zachodnich rozwiązań.
Według Piotra Gockiego, nikłe zainteresowanie możliwościami jakie daje QFD wynika z niewiedzy rodzimych przedsiębiorców. A poza tym, jak twierdzi, polscy inżynierowie są po prostu niedozbrojeni. Brakuje im narzędzi, takich jak np. oprogramowanie czy nawet komputery. Bez nich Rozwinięcie Funkcji Jakości jest bardzo spowolnione i staje się ciężką, żmudną i nudną pracą.
Betonowa kamizelka
Kiedyś pewien Japończyk skomentował różnicę pomiędzy QFD i ISO 9000. Stwierdził, że jeżeli ktoś produkuje betonowe kamizelki ratunkowe, to ISO wymaga od niego dobrej jakości tego produktu. Natomiast metoda Rozwinięcia Funkcji Jakości stawia na praktyczne zastosowanie kamizelek ratunkowych. Co w przypadku wykonania ich z betonu jest raczej nielogiczne.
— Rzeczywiście QFD ma się do ISO nijak — komentuje krótko Andrzej Niemiec.
Piotr Gocki zaprzecza jednak tej tezie. Jego zdaniem, metoda ta ma bardzo duży związek z ISO 9000. Europejska norma opiera się przecież na idei zapobiegania wadom. Dlatego Rozwinięcie Funkcji Jakości jest wręcz zalecane przez ISO.
Jeśli zaś chodzi o sam produkt według QFD, to powinien on być konkurencyjny. Polega to jednak nie tylko na jego porównaniu z wymaganiami klienta, ale i z wyrobami konkurencji. Trzeba ją przebić.
— Nasz produkt może spełnić wymagania klienta, ale nie będzie się cieszył powodzeniem, bo konkurencja zaoferowała dużo lepszy — wyjaśnia prezes T†V Consulting Polska.
— Jeżeliby potraktować QFD szerzej, to projektowanie i planowanie jakości ma rzeczywiście swoje odzwierciedlenie w normach ISO 9000. W tych ostatnich brakuje jednak tego, co jest jądrem Rozwinięcia Funkcji Jakości, czyli gromadzenia informacji o kliencie — podsumowuje Grzegorz Kazimierski.
POTĘGA PRACY: W tej chwili tworzymy właśnie oprogramowanie dotyczące metody QFD. Ale nie rozwiązuje ono problemu dużych nakładów pracy związanych z jej wdrożeniem i zdobywaniem informacji o kliencie i konkurencji. Nasz software pomaga jedynie usystematyzować te czynności — zapewnia Andrzej Niemiec, dyrektor spółki PRIM. fot. Małgorzata Pstrągowska
BRAK OSTREJ KONKURENCJI: W Polsce nie wykształciła się jeszcze praktyka produkcji pod wymagania klienta. Mamy bardzo mało dziedzin, w których obserwuje się naprawdę ostrą konkurencję, takich jak np. rynek elektroniczny czy motoryzacyjny w Japonii i USA — twierdzi Grzegorz Kazimierski, konsultant wiodący UNDP Umbrella. fot. GK