Od takiej wizji nie jesteśmy wcale daleko - już teraz są w sprzedaży auta, w których czynności kierowcy ograniczają się do kręcenia kierownicą i włączania migaczy. Komputer sam dostosowuje się do ruchu (nawet w miejskich korkach), utrzymuje odpowiednią odległość za innymi samochodami, rusza i hamuje, zmienia biegi a nawet informuje o zjechaniu z pasa ruchu. I pilnuje, by kierowca się nie zdrzemnął: gdy nie patrzy dłużej niż przez trzy sekundy na drogę, zaczyna piszczeć i hamować. Gdyby na pojazd miał najechać inny samochód, automatycznie wyprostują się zagłówki i dociągną pasy bezpieczeństwa. Gdy na drogę wbiega pieszy i wypadkowi nie może zapobiec nawet “asystent hamowania”, to natychmiast zmienia się położenie maski, by zminimalizować urazy głowy kierowcy.
Myślące samochody
Niedawno rozmawiałem z taksówkarzem na temat umiejętności polskich kierowców.
Miał na ten temat wyrobione zdanie. - Teraz to każdy wsiada za kółko, bo auta
nierzadko są mądrzejsze od kierowcy. Efekty widać: wypadki, stłuczki, potrącenia
- wyłuszczał swoją opinię. - A według mnie każdy powinien uczyć się jeździć i
zdawać na prawo jazdy autem bez żadnych bajerów, jak żuk czy maluch. Bez
wspomagania kierownicy, hamulca a nawet nawiewu na szybę. Może wtedy prawo jazdy
dostawaliby ci, co potrafią jeździć, a nie przetaczać półtorej czy dwie tony
żelastwa z punktu “A” do punktu “B” - argumentował.
Starych aut, które nie
mają “bajerów”, jest na drogach coraz mniej, a w salonach samochodowych
większość aut ma w tzw. standardzie wszystko to, co jeszcze kilka lat temu było
“opcją”, dodatkiem za specjalną opłatą (jak przykładowo poduszki powietrzne).
Producenci aut ścigają się między sobą w wyposażaniu samochodów w coraz większą
liczbę dodatków, które mają zapewnić bezpieczeństwo podróżującym oraz wygodę
kierowcy i pasażerom. Coraz częściej funkcje uruchamiają się automatycznie, bez
ingerencji kierowcy, bo samochody zaczynają “myśleć”.
Grunt to wygoda
Największa zmora dla początkujących (i słabych) kierowców to przekazywanie
napędu z silnika na koła. Wycie silnika, pisk opon, “kangurek” albo zgaśnięcie
silnika, na dodatek ciągłe deptanie po pedałach i “mieszanie” lewarkiem - dla
wielu manualna skrzynia biegów to koszmar i stres. Stąd też pierwsze prototypy
automatycznych skrzyń pojawiły się już w latach dwudziestych ub. wieku, w latach
trzydziestych weszły do produkcji w Niemczech, ale dopiero Amerykanie
doprowadzili je do perfekcji. Pod koniec XX stulecia stały się popularne także w
Europie. Dziś można je zamówić do większości samochodów, nawet w tych
najmniejszych, jak fiat punto. Dla bardziej wymagających zaprojektowano tzw. tip
tronic - skrzynię automatyczną, w której można wybrać ręczną formę zmiany
biegów. Taka hybryda przydaje się np. w dynamicznym dohamowywaniu silnikiem albo
podczas jazdy w trudnym terenie.
W niektórych autach (nawet w sportowym
subaru imprezie!) zlikwidowano inny problem kiepskich kierowców - ruszanie pod
górę. Nie trzeba zaciągać ręcznego, a potem dokonywać skomplikowanej
symultanicznej operacji puszczania ręcznego i sprzęgła z jednoczesnym dodawaniem
gazu: wystarczy ruszyć jak na prostej bez obawy, że auto stoczy się do tyłu.
Elektrycznie sterowane podnośniki szyb to już standard. Niektóre auta mają
nawet czujniki, dzięki którym nie przytniemy sobie palców zamykającymi się
szybami. W luksusowych autach (np. w wybranych modelach mercedesa) znajdują się
systemy zamykające drzwi, a w najnowszym nissanie murano nie trzeba samemu
zamykać klapy bagażnika - zrobią to za nas siłowniki.
Słabo przyjmują się na
naszym rynku takie amerykańskie patenty jak samozapinające się pasy
bezpieczeństwa czy odpalanie zaparkowanego samochodu pilotem (np. z okna, by
pojazd się zagrzał lub wystudził), ale w każdym samochodzie klasy “E” można już
dokupić elektryczne sterowanie fotela kierowcy, kierownicy i lusterek (z kilkoma
pamięciami położeń) a w leksusie nawet zapamiętać położenie tylnej kanapy, albo
włączyć na niej... funkcję masowania pleców!
To nie wszystko - teraz już
nawet w teoretycznie “roboczych wołach”, jakimi są pick-upy, zamówić można
podgrzewane fotele (i obręcz kierownicy), a saaby proponują także inną funkcję
poprawiającą komfort - w upalne dni można włączyć wysysanie (!) powietrza spod
siedzenia i lędźwi.
Dla leniwych, którym nawet tradycyjnym “kopnięciem w
oponkę” nie chce się sprawdzić ciśnienia powietrza w kołach, zainstalowano na
desce rozdzielczej elektroniczne wskaźniki, pokazujące liczbę atmosfer w każdym
z kół.
Wyeliminowano też kolejną trudność niedzielnych kierowców: parkowanie
tyłem. Zamiast odwracać się do tyłu i celować bagażnikiem w lukę między autami,
wystarczy uważnie obserwować lusterko wsteczne: na jego krawędziach wyświetlana
jest odległość od przeszkody zarówno z lewej, jak i prawej strony pojazdu. Innym
ułatwieniem w parkowaniu (nie tylko w stricte sportowych autach jak lamborghini
gallardo, ale np. w dużych SUV-ach) są kamery, które rejestrują obraz za
pojazdem i przekazują go na deskę rozdzielczą. Ale największe leniuchy wybiorą
zapewne system Park Assist Vision, dzięki któremu samochód sam zaparkuje nasz
pojazd pomiędzy podłużnie stojącymi pojazdami. Kierowca musi tylko przerzucić
bieg z pozycji “drive” na “park” i obserwować (nawet z zewnątrz), jak samochód
sam zaparkuje i wyłączy silnik, a jeśli kierowca przed manewrem wyszedł z
samochodu, to automatycznie zamykają się również drzwi. Parkowanie umożliwia
sygnał z kamer zamontowanych w lusterkach, które oceniają ilość miejsca do
wykonania manewru. Sygnały z komputera wysyłane są do elektromechanicznego
wspomagania kierownicy, elektronicznych hamulców i przekładni biegów. Parkowanie
kontrolują kolejne dwie kamery w przednim i tylnym zderzaku oraz czujniki
ultradźwiękowe. Jeśli istnieje jakaś przeszkoda, manewr zostaje przerwany,
również kierowca za pośrednictwem zdalnego sterowania może ukończyć parkowanie.
Jako pierwszy takie rozwiązanie zastosował koncern Volkswagen.
Praktyczne gadżety
O wyższości klimatyzowanych aut nad tymi bez klimatyzacji nie ma co się
rozwodzić - szybciej dzięki niej oczyścimy zaparowane szyby, dogrzejemy lub
ochłodzimy wnętrze. Nie każdy jednak wie, że współczesne systemy klimatyzacji
potrafią sterować temperaturą w każdym kąciku auta, a różnica temperatur
pomiędzy np. miejscem kierowcy a pasażera może wynieść nawet 4 stopnie
Celsjusza!
Innym praktycznym acz niedocenianym dodatkiem jest pomiar
temperatury na zewnątrz. To niezwykle przydatne urządzenie, bo w przypadku
przymrozków auto poinformuje nas o możliwości wystąpienia gołoledzi na jezdni.
Ciekawym i praktycznym dodatkiem są także “inteligentne” światła. Dzięki
temu, że są ruchome, uzyskujemy lepsze doświetlenie drogi, np. na zakrętach.
Nowość na rynku - opel insignia, mający zastąpić vectrę - ma światła ustawiające
się aż w dziewięciu pozycjach!
Bardzo przydatne są także systemy zapalające
światło wewnątrz pojazdu jeszcze przed wejściem do auta, lampy w dolnej krawędzi
drzwi przy wychodzeniu czy światła “odprowadzające” kierowcę po wyjściu z auta.
Świecą jeszcze przez 30 sekund po zamknięciu pojazdu, oświetlając drogę do domu
czy bramy.
Najpraktyczniejszym zaś wynalazkiem ostatnich lat jest bez
wątpienia system GPS. Dzięki jego pomocy odnajdziemy drogę do wybranego celu z
dokładnością do kilku metrów! Żałować tylko można, że GPS nie wskazuje jeszcze
korków i remontów.
Bezpieczeństwo to podstawa
Gdy koncern Boscha zastosował w 1978 r. po raz pierwszy system antypoślizgowy
ABS wydawało się, że będzie to zabawka tylko dla bogatych. Zastosowano go bowiem
w mercedesach klasy S i BMW serii 7. Po trzydziestu latach, ósma generacja ABS
trafiła na tarcze hamulcowe niemal wszystkich pojazdów, na dodatek współpracując
z innymi systemami antypoślizgowymi - np. TCS, który zapobiega ślizganiu się
koła przy gwałtownym ruszaniu - czy systemami stabilizującymi jazdę. Włącznie z
tak wyrafinowanymi, jak system Crawl Control, który sterując pracą silnika i
hamulcami pozwala utrzymać toyocie land cruiser stałą prędkość (od 1,5 do 5
km/h) nawet w najtrudniejszych warunkach terenowych, także na stromych
podjazdach i zjazdach.
Lepsze hamulce to nie tylko skrócenie drogi hamowania
i poprawienie trakcji, ale także furtka do kolejnych rozwiązań, bardziej już
zaawansowanych. W nowej hondzie legend zastosowano system Super Handling
All-Wheel Drive (SH-AWD), który nadaje pojazdowi zwinność samochodu sportowego
przy jednoczesnym zachowaniu elegancji. System SH-AWD nie tylko dystrybuuje
zmienny moment obrotowy pomiędzy przednie i tylne koła w celu uzyskania
optymalnej charakterystyki prowadzenia, ale również odpowiednio dozuje moment
obrotowy pomiędzy lewe i prawe koła tylne, aby koło zewnętrzne mogło
przyśpieszać na zakręcie, dzięki czemu auto zachowuje absolutnie neutralną
charakterystykę prowadzenia w czasie pokonywania łuków z dużą prędkością.
Rozwinięcie systemu ABS i automatycznych skrzyń biegów pozwala także na
niemal kosmiczne rozwiązania: - Samochód dzięki trzem radarom z przodu i z tyłu
otrzymuje informacje o autach jadących przed i za nim. Przy włączonym
tempomacie, pojazd sam dostosowuje do nich prędkość, włącznie z zatrzymywaniem
się i ruszaniem, co jest szczególne przydatne w miejskich korkach - opowiada
Michał Akszak-Okińczyc z krakowskiego salonu Lexusa. - Praca kierowcy czy to w
mieście, czy na autostradzie ogranicza się do nadawania samochodowi kierunku za
pomocą kierownicy - dodaje.
Ale i tu wiele się zmieniło - już w samochodach
klasy D, jak opel insignia, spotkać można systemy, które ostrzegą kierowcę przed
zjeżdżaniem z pasa ruchu (na pobocze czy inny pas). Prowadzone są też prace nad
komunikowaniem się samochodów między sobą, np. gdy pierwszy z samochodów
napotyka się na przeszkodę, wysyła sygnał, by następne, jadące za nim, same
zwolniły i bezpiecznie ominęły przeszkodę.
ABS świetnie się też sprawdza
przy tzw. asystencie hamowania. Okazuje się, że kierowcy często hamują za słabo.
Gdy komputer wyczuje gwałtowny nacisk na hamulec, sam go “dociska”, by
maksymalnie skrócić drogę hamowania.
Konstruktorzy aut starają się zapewnić
bezpieczeństwo nie tylko kierowcy i pasażerom, ale także potencjalnym ofiarom
wypadków, jakimi są piesi.
Niezwykle użyteczne są w tym przypadku systemy
noktowizyjne, które pozwalają w nocy wcześniej dostrzec człowieka lub zwierzę na
drodze. Ich obraz wyświetlany jest na szybie pojazdu. Tam też niektóre auta
(mercedes, opel, itd.) wyświetlają... znaki drogowe, jakie po drodze “wyłapuje”
kamera umieszczona na wysokości wstecznego lusterka. Co ciekawe, wyświetlane są
głownie znaki drogowe ograniczające prędkość.
Czujniki ostrzegają też przed
możliwymi uderzeniami w przeszkody i to zarówno z przodu, jak i z tyłu pojazdu -
piszczą, mrugają a w niektórych autach napinają pasy bezpieczeństwa i poprawiają
zagłówki. Od czasu wprowadzenia systemu SIPS w Volvo, rozwinął się też system
rozkładania siły uderzenia na całe nadwozie.
Honda w modelu legend poszła o
krok dalej - przewidziała nawet potrącenie pieszego. System Pop-up Hood posiada
trzy czujniki umieszczone w przednim zderzaku, które stwierdziwszy wystąpienie
kolizji z pieszym uruchamiają system podnoszący tylną część maski silnika o ok.
10 cm. W ten sposób, pomiędzy sztywnymi komponentami silnika a maską wytwarza
się wolna przestrzeń, która pomaga zmniejszyć obrażenia głowy pieszego.
I nie
ma obaw, że uspokojony tyloma systemami strzegącymi bezpieczeństwa, kierowca
uśnie znudzony za kierownicą. Wystarczy, że przez ponad trzy sekundy nie będzie
obserwował drogi, a kamera zamontowana z przodu pojazdu dostrzeże to, najpierw
włączy brzęczyk, a potem wyhamuje samochód.
Komu to potrzebne
Czy takie “inteligentne” samochody to zapowiedź przyszłości, czy tylko podnoszące cenę pojazdu zabawki? Wielu kierowców, nawet gdy je posiada, wielu z tych dodatków nie używa. - Wszystkie systemy, które przyczyniają się do poprawy bezpieczeństwa biernego i czynnego są jak najbardziej wskazane i potrzebne - uważa Michał Kościuszko, kierowca startujący z powodzeniem w Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Świata. - Jednak niektóre dodatki aż za bardzo wyręczają kierowcę i zabijają umiejętność kierowania pojazdem. Można z nich korzystać, ale trzeba to robić z dystansem - uważa.
Więcej znajdziesz na stronie www.rk.pl