Rady pracownicze nie będą liczyć więcej niż 5 osób

opublikowano: 2004-08-03 19:24

Według projektu ustawy "O informacji i konsultacji z pracownikami", który jesienią rząd ma przekazać do Sejmu, w firmach zatrudniających ponad 20 pracowników powstaną rady pracownicze. Nawet w największych przedsiębiorstwach nie będą one liczyć więcej niż 5 osób - poinformował we wtorek PAP wiceminister gospodarki Piotr Kulpa.

Rady pracownicze mają być wprowadzane przy jak najmniejszych kosztach dla firm. Kulpa powiedział, że np. pracownicy wybrani do rad nie będą mogli uzyskiwać zwolnienia z pracy na rzecz działalności w radzie.

Przedstawiciel pracowników otrzymywałby od władz firmy informacje dotyczące m.in. stanu zatrudnienia, planu zwolnień, zmian organizacyjnych i przedmiotu działalności przedsiębiorstwa.

Kulpa dodał, że jeśli zarząd doszedłby do wniosku, że tych informacji nie może udzielić, mógłby odmówić ich przekazania. Taka decyzja mogłaby być jednak zaskarżona do sądu, który podejmowałby decyzje w sprawie przekazania informacji radzie pracowniczej.

Kulpa podkreślił, że członkowie rad pracowniczych nie mogliby takich poufnych informacji przekazywać dalej pod groźbą sankcji.

Wiceminister dodał, że według projektu w przedsiębiorstwach zatrudniających od 20 do 100 osób pracownicy mieliby jednego przedstawiciela. W firmach większych zatrudniających od 100 do 300, pracowników rady byłyby trzyosobowe, a w firmach zatrudniających ponad 300 osób - pięcioosobowe. Kandydatów zgłaszać będą związki zawodowe, a jeśli ich nie ma w firmie - pracownicy.

"Wielkość rady pracowniczej nie będzie zależała od tego, ile zakładów czy oddziałów ma dane przedsiębiorstwo. Nie jest tak, że rada pracownicza byłaby powoływana w każdym zakładzie" - powiedział Kulpa.

Dodał, że wbrew informacjom prasowym, projekt nie zakłada, że rady pracownicze będą mogły negocjować układy zbiorowe. Do tego prawo mają wyłącznie pracodawcy i związki zawodowe.

Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych (OPZZ) zaprotestowało w oświadczeniu przesłanym PAP we wtorek "przeciwko metodom dialogu społecznego stosowanym przez Ministerstwo Gospodarki i Pracy (MGiP) kierowane przez wiceprezesa Rady Ministrów Jerzego Hausnera, przewodniczącego Trójstronnej Komisji (TK)".

Jak podaje oświadczenie OPZZ, przewodniczący tej centrali związkowej Jan Guz podczas posiedzenia Komisji 6 lipca 2004 roku zapytał przewodniczącego TK Jerzego Hausnera w imieniu OPZZ, "czy w MGiP trwają prace nad projektem ustawy, która ma powołać do życia rady zakładowe lub rady pracownicze w podmiotach gospodarczych, jeżeli tak, to powinien on być przedmiotem dialogu na etapie założeń w stosownych zespołach TK".

Odpowiedź, według oświadczenia, brzmiała między innymi: "Trwają prace nad ustawą, która wynika z przepisów dotyczących spółek europejskich, czyli dotyczących kwestii konsultacji i partycypacji pracowniczej; w tych pracach rozważamy możliwość powołania jako formy konsultacji i partycypacji pracowniczej - rad pracowniczych, projekt tej ustawy bardzo chętnie poddamy analizie w zespole dialogu społecznego, bo to jest właściwe forum. Gdy będziemy gotowi, oczywiście będzie on przechodził normalną procedurę uzgodnieniową. Nie będziemy na siłę forsować, chcę wyraźnie podkreślić, nie będziemy na siłę forsować rozwiązań, które zaproponowaliśmy. (...) "

"W dniu 3 sierpnia 2004 roku w +Gazecie Wyborczej+ ukazał się artykuł "Wrócą rady pracownicze, dzięki UE" z którego dowiadujemy się, że Ministerstwo Gospodarki i Pracy ma już gotowy projekt ustawy o radach pracowniczych" - podkreślono w oświadczeniu OPZZ. "Mieliśmy prowadzić dialog w sprawie rad pracowniczych na forum TK i jej zespołów, a dostaniemy do zaopiniowania gotowy już projekt w trybie art. 19 ustawy o związkach zawodowych" - napisano w dokumencie.