Ugrupowanie Pawła Kukiza ma szanse na zebranie zaledwie jednej trzeciej głosów, które muzyk dostał w wyborach prezydenckich — wynika z ostatnich sondaży. Spadek poparcia dla partii antyestablishmentowych to tendencja obserwowana nie tylko w Polsce.

Radykałowie mają niewielkie szanse na tryumf w planowanych na ten rok wyborach w Hiszpanii i Portugalii. Poparcie dla sprzeciwiającej się oszczędnościom budżetowym hiszpańskiej partii Podemos, która jeszcze na początku roku przewodziła sondażom, spadło poniżej 20 proc. Punktem zwrotnym było fiasko próby złagodzenia warunków otrzymania pomocy przez rząd w Atenach.
— Zobaczyliśmy starcie między oczekiwaniami a twardą rzeczywistością. Na tym właśnie polega polityka. Wyborcy są bardziej dojrzali — komentował Thomas Gerakis, szef greckiego ośrodka badania opinii Marc. Choć w powtórzonych wyborach w Grecji wygrała radykalna Syriza, to jednak ugrupowanie nie zdołało poprawić styczniowego wyniku, a Aleksis Tsipras, jego lider, kieruje je na bardziej umiarkowane tory.
Nowy rząd rozpocznie kadencję od podwyżek podatków, cięć emerytur i przyspieszenia prywatyzacji państwowych przedsiębiorstw. To te same posunięcia, którym Aleksis Tsipras najbardziej sprzeciwiał się, pełniąc funkcję premiera po styczniowych wyborach, i przeciwko którym namawiał do głosowania w referendum. Zmienił zdanie, kiedy kraj znalazł się jedną nogą poza strefą euro, a w oczy zajrzało mu widmo finansowej katastrofy.
— Negocjacje z wierzycielami były bardzo trudne. W końcu musieliśmy zwrócić się w stronę dojrzałości i realizmu — tłumaczy Evangelos Apostolou, polityk Syrizy. Sprzeciwiający się porozumieniu z wierzycielami rozłamowcy z Syrizy nie zdołali wejść do parlamentu, zdobywając zaledwie 2,9 proc. głosów. Teraz Aleksis Tsipras kieruje retorykę już nie przeciwko
Niemcom i MFW, ale głównie przeciwko korupcji i unikaniu podatków. Greckie perypetie nie pozostają bez wpływu na wyborców z innych dotkniętych oszczędnościami krajów. W planowanym na niedzielę głosowaniu w Portugalii duże szanse na przedłużenie mandatu ma prowadząca politykę oszczędności obecna koalicja. W Hiszpanii, gdzie dynamika PKB znalazła się najwyżej od siedmiu lat, w sondażach przed grudniowymi wyborami pierwsze dwa miejsca zajmują partie popierające oszczędności — socjaliści i ludowcy.
Choć związana z polityką niepewność nie zniknie z dnia na dzień, to jednak inwestorzy dają wychodzącym z kryzysu krajom kredyt zaufania. Rentowność 10-letnich papierów hiszpańskich i włoskich, które na dnie kryzysu przekraczały 7 proc., oscylują wokół 2 proc. Z łatwych recept rezygnują też kraje spoza peryferiów strefy euro. Francois Hollande, prezydent Francji, który w kampanii wyborczej zapowiadał nałożenie nowych podatków na najzamożniejszych i skończenie z oszczędnościami, teraz skupia się na dyscyplinie budżetowej i reformowaniu gospodarki.
W Wielkiej Brytanii w wyborach tryumfowali konserwatyści, po tym jak gospodarka przyspieszyła mimo wprowadzanych wcześniej głębokich cięć budżetowych. Do kwestionowania polityki oszczędności zniechęcają nie tylko perspektywa chaosu, na którego krawędzi stała Grecja, ale także wsparcie oferowane przez EBC. Instytucja, której szef, Mario Draghi, trzy lata temu zapowiedział, że zrobi wszystko, co potrzebne, by uratować euro, skupuje obligacje zadłużonych krajów, ułatwiając ich rządom dźwiganie balastu zadłużenia.
Tym samym nie sprawdzają się czarne wizje Paula Krugmana i Josepha Stiglitza, laureatów ekonomicznego Nobla, którzy od lat ostrzegali przed zaciskaniem pasa. „Przywódcy europejscy wydają się zdeterminowani, aby strącić swoją gospodarkę w przepaść. Cały świat za to zapłaci” — twierdził w 2012 r. Paul Krugman. © Ⓟ
