RAFINERIA GDAŃSKA: WKRÓTCE INWESTOR

Agnieszka Berger
opublikowano: 1999-05-27 00:00

RAFINERIA GDAŃSKA: WKRÓTCE INWESTOR

Planowane wydatki spółki na modernizację oraz budowę własnej elektrowni pochłoną 2,8 mld zł

ATRAKCYJNA OFERTA: Na warszawskim parkiecie notowanych jest sto kilkadziesiąt spółek, których wyniki finansowe są znacznie słabsze od naszych. Dlatego jestem przekonany, że akcje Rafinerii Gdańskiej będą atrakcyjne dla inwestorów — ocenia ewentualny giełdowy debiut swojej firmy Włodzimierz Dyrka, prezes Rafinerii Gdańskiej. fot. Grzegorz Kawecki

Ostateczna decyzja o sposobie prywatyzacji Rafinerii Gdańskiej zapadnie w ciągu najbliższych miesięcy. Wiele wskazuje, że mniejszościowy pakiet akcji spółki trafi w ręce inwestorów finansowch. Nadal prawdopodobna jest także sprzedaż papierów rafinerii na warszawskiej giełdzie.

Do prywatyzacji Rafinerii Gdańskiej powinno dojść pod koniec tego lub na początku przyszłego roku.

Zdaniem Włodzimierza Dyrki, prezesa Rafinerii Gdańskiej, dalsze próby sprzedania dominującego pakietu akcji spółki inwestorowi branżowemu nie mają sensu i będą stratą czasu.

— Cena, jaką zaproponowała firma zainteresowana zakupem RG w ubiegłorocznym przetargu, była nie do przyjęcia dla sprzedającego. Nie ma podstaw, by liczyć na to, że kolejny przetarg zakończy się inaczej. Trwa dekoniunktura na światowym rynku paliwowym. Naftowe koncerny nie inwestują. Niskie ceny ropy i niewielkie marże na jej przerobie są przyczyną zamykania małych rafinerii. Wprawdzie ropa podrożała istotnie od początku roku, jednak jej cena wciąż jest daleka od poziomu 18 USD za baryłkę, uznawanego przez producentów za przyzwoity. Trwała poprawa sytuacji może nastąpić dopiero, gdy wróci koniunktura na rynkach dalekowschodnich. Zużycie ropy spadło tam na skutek kryzysu aż o 30 proc. — wyjaśnia Włodzimierz Dyrka.

Same wady

W opinii prezesa Rafinerii Gdańskiej, także włączenie gdańskiej spółki do Polskiego Koncernu Naftowego byłoby złym rozwiązaniem.

— Ten pomysł ma wyłącznie wady. Włączenie Rafinerii Gdańskiej do PKN doprowadziłoby do zmonopolizowania polskiego rynku i zatrzymania lub przynajmniej opóźnienia restrukturyzacji przedsiębiorstw sektora naftowego — uważa prezes Dyrka.

Niekorzystne skutki połączenia bardzo mocno odczułaby też sama firma.

— Dla rafinerii oznaczałoby to dalszy brak realnego właściciela ze wszystkimi tego konsekwencjami. Firma nie miałaby też gwarancji rozwoju, zawsze bowiem znalazłyby się potrzeby modernizacyjne i restrukturyzacyjne pilniejsze od naszych — mówi Włodzimierz Dyrka.

Negatywne następstwa inkorporacji rafinerii przez koncern dotknęłyby także Gdańsk.

— Potencjał gdańskiej gospodarki zmniejszyłby się o jedną trzecią. Proporcjonalnie skurczyłyby się również wpływy do lokalnego budżetu — argumentuje prezes.

Jego zdaniem, jedyny realny scenariusz, którego efektem byłoby kapitałowe połączenie rafinerii z Petrochemią Płock, to zakup akcji RG przez koncern na normalnych rynkowych zasadach.

— Narodowy koncern, jeśli będzie finansowo dość silny, będzie mógł kupić akcje naszej spółki jak każdy inny inwestor — mówi Włodzimierz Dyrka.

Zmiana programu

W tej sytuacji szansą na dokapitalizowanie rafinerii jest zdobycie mniejszościowych inwestorów finansowych lub emisja akcji na warszawskiej giełdzie. Decyzja o wyborze jednej z tych ścieżek wykracza poza kompetencje Nafty Polskiej (właściciela 75-proc. pakietu akcji RG), wymaga bowiem zmian w programie restrukturyzacji i prywatyzacji polskiego sektora naftowego. Zmiany w programie, który przewidywał sprzedaż akcji rafinerii inwestorowi branżowemu (wraz z opcją zakupu 160 stacji należących do CPN — co miało zwiększyć atrakcyjność spółki z Gdańska), będzie musiał wprowadzić rząd. Zdaniem prezesa Dyrki, wszystko powinno się dokonać w ciągu najbliższych kilku miesięcy.

Prywatyzacja ma przede wszystkim zapewnić firmie środki na ciągły, długookresowy rozwój. W krótszej perspektywie emisja i sprzedaż akcji byłyby źródłem kapitałów potrzebnych na sfinansowanie kolejnego etapu modernizacji przedsiębiorstwa. W tym roku w rafinerii zakończy się realizacja programu rozwoju technicznego o wartości około 1,8 mld zł. Kosztem blisko 520 mln zł spółka zyska instalację hydrokrakingu (do przerobu niskocennych komponentów oleju opałowego), której rozruch rozpocznie się we wrześniu. Zdolności przerobowe Rafinerii Gdańskiej wzrosną do 4,5 mln ton ropy rocznie, a kolejnym krokiem ma być ich zwiększenie do 6 mln ton.

— Modernizacja, którą właśnie kończymy, zapewni nam konkurencyjność do 2005 r. Do tego czasu musimy rozwiązać problem olejów opałowych wysokozasiarczonych, komponowanych z najcięższych frakcji ropy naftowej — tłumaczy prezes Dyrka.

Budowa instalacji zgazowania ciężkich frakcji ropy oraz elektrowni gazowej o mocy 250 MW pochłonie około 700 mln USD (do 2,76 mld zł). Szef rafinerii liczy, że 570 mln USD (2,25 mld zł) wyłoży konsorcjum utworzone przez zewnętrznych inwestorów. Włodzimierz Dyrka zapewnia, że rozmowy z firmami zainteresowanymi udziałem w tym przedsięwzięciu są w toku. Kandydatami do konsorcjum są m.in. Shell i Texaco — posiadacze technologii oraz duże zagraniczne koncerny z branży energetycznej, których tożsamości prezes na razie nie ujawnia.

Potrzebne miliony

Pozostałe 130 mln USD (512 mln zł) musi zorganizować do 2003 r. sama rafineria. Jednak bez podniesienia kapitału zdobycie takiej kwoty może okazać się bardzo trudne. Większość zysków firmy w najbliższych latach pochłonie bowiem obsługa i spłata zadłużenia, związanego z prowadzonymi obecnie inwestycjami. Zbliżający się do końca program rozwoju technicznego pochłonął aż 1,3 mld zł z zewnętrznych źródeł finansowania. Rafineria wykorzystała 200 mln zł kredytu z Powszechnego Banku Kredytowego i 100 mln zł z Kredyt Banku PBI. Przedsiębiorstwo zapożyczyło się także na 120 mln USD (473 mln zł) w konsorcjum zorganizowanym przez Dresdner Bank Luxemburg. Kolejne 100 mln USD (394 mln zł) kredytu konsorcjalnego firma dostała od Merrill Lynch, zaś BIG Bank Gdański zorganizował i objął gwarancją emisję obligacji rafinerii o wartości 273 mln zł.

Mimo zadłużenia spółki, Włodzimierz Dyrka zapewnia, że od dalszych inwestycji nie ma odwrotu i kolejne programy modernizacyjne będą realizowane, bez względu na przebieg prywatyzacji.

Tymczasem rafineria zabiera się za restrukturyzację zatrudnienia, którą wstrzymano pod koniec zeszłego roku, do czasu uzgodnienia pakietu socjalnego z potencjalnym inwestorem strategicznym.

— Koszty pracy odgrywają bardzo znaczącą rolę w ogólnych kosztach funkcjonowania spółki. Nie możemy konkurować z europejskimi rafineriami, zatrudniając 1700 osób, gdy tymczasem podobne przedsiębiorstwa za granicą mają 300-400 pracowników. Restrukturyzacja nie oznacza jednak, że ludzie stracą pracę z dnia na dzień. Większość zostanie zatrudniona w naszych spółkach córkach, których tworzenie już rozpoczęliśmy. Jestem przekonany, że wydzielone z rafinerii firmy z czasem się usamodzielnią i będą współpracować z nami na zasadach rynkowych — dodaje prezes Dyrka.