Dane wskazują na stabilizowanie się sytuacji na amerykańskich rynku pracy. Stabilizacji rozumianej, niestety, jako zmniejszenie się tempa, w jakim kurczą się miejsca pracy. Jednocześnie stopa bezrobocia cały czas pnie się do góry. W takich warunkach trudno liczyć, aby popyt konsumpcyjny był w stanie wspierać gospodarkę w najbliższych miesiącach.
Ministerstwo finansów planuje, że w przyszłym roku deficyt budżetowy wzrośnie do 52,2 mld. złotych wobec 27,7 mld. założonych (po nowelizacji) na ten rok. W odniesieniu do PKB deficyt na 2010 rok powinien więc wynieść około 4%. Pomimo gwałtownego wzrostu planowanego deficytu – pierwotnie miał on nie przekraczać tegorocznego – istnieje tu szansa na pozytywną niespodziankę w przyszłym roku. Wydaje się, że deficyt jest szacowany z wielką ostrożnością i nie uwzglednia na przyjkład możliwej wpłaty do budżetu części zysku NBP. Z drugiej strony kluczem do tego, aby deficyt nie był jeszcze wiekszy są trudne do oszacowania w obecnym środowisku ekonomicznym wpływy z prywatyzacji. Wedłu wyliczeń Ministerstwa, aby w 2010 roku uniknąć sytuacji, w której dług publiczny przekroczyłby 55% PKB potrzebne będzie 28,5 miliarda złotych. W obecnej sytuacji politycznej jest to naszym zdaniem cel ambitny.
Waluty
Dzięki powrotowi lepszych nastrojów na giełdach papierów wartościowych nasza
waluta mogła zaliczyć końcówkę tygodnia do udanych. Niemal przez cały dzień
złoty zyskiwał względem euro. Ten systematyczny ruch kilkakrotnie przerywany był
krótkotrwałymi wyskokami kursu w górę. Patrząc na sytuację na eurozłotym w
szerszej perspektywie, w dalszym ciągu pozostajemy w konsolidacji powyżej
technicznych wsparć w okolicach 4,06. W niedługim czasie możemy ponownie być
świadkami ataku na wspomniane wsparcia.
Eurodolar pnie się do góry. Za
ostatni ruch wzrostowy odpowiadają między innymi lepsze od oczekiwań dane z
amerykańskiego rynku pracy. Pomogło też weekendowe spotkanie grupy G20, na
której ustalono utrzymanie pakietów stymulujących gospodarki tych dwudziestu
najbogatszych krajów. Kluczowe dla eurodolara są teraz okolice poziomu 1,4460.
Ich przełamanie da sygnał do kolejnej fali wzrostowej.
Giełdy
W piątek indeksy w Europie rozpoczęły dzień od wzrostów. W kolejnych godzinach te w Europie Zachodniej powiększały zyski, podczas gdy nasza giełda osuwała się na niższe poziomy. Spore zamieszanie wprowadziła publikacja długo oczekiwanych danych z amerykańskiego rynku pracy. Spadek liczby etatów w sektorze pozarolniczym był niższy od oczekiwań, podczas gdy bezrobocie wzrosło wyżej niż przewidywano i znalazło się na poziomie najwyższym od 26 lat. Inwestorzy skupili się na tej pierwszej danej i indeksy giełdowe po chwili niezdecydowania zaczęły ponownie piąć się do góry. Tym bardziej, że pozytywne nastroje podtrzymało lekko wzrostowe otwarcie notowań w USA. Ostatecznie sesje w USA zakończyły dzień na wyraźnych, ponad 1- procentowych plusach.
Wspomniane dane z amerykańskiego rynku pracy nie stanowiły ani pozytywnej ani negatywnej niespodzianki. Po okresie silnych spadków w pierwszej części tygodnia, w wyniku których rynek znalazł się w stanie wykupienia, brak jednoznacznie negatywnej informacji pozwolił na uspokojenie nastrojów. To wystarczyło by bardziej agresywne byki zdecydowały się na kupno przecenionych akcji, a ostrożniejsze niedźwiedzie na pokrycie krótkich pozycji. Siła kupujących nie powala jednak obecnie na kolana, a sentyment wydaje się chwiejny. Uważamy, że pojawienie się w tym tygodniu informacji uznanej powszechnie za negatywną może doprowadzić do wyprzedaży na większą skalę, w wyniku czego rozpoczęty na przełomie lutego i marca trend wzrostowy może zostać zagrożony.
Biuro Analiz Ekonomicznych Raiffeisen Bank Polska