Geografia niewielkiej niebiesko-zielonej planety okazała się fascynująca i przyniosła niebotyczne zyski.
Tego wieczora w waszyngtońskim Cosmos Club zasiadła naukowa śmietanka Ameryki — badacze i odkrywcy. Zimą — jak co roku — 13 stycznia 1888 r. zjechali ze swoich wypraw i ekspedycji do Waszyngtonu, by dzielić się wiedzą z innymi. A gdyby tak powołać towarzystwo naukowe? Nie wiedzieli jeszcze, że pomysł ten będzie strzałem w dziesiątkę, ale na sukces National Geographic Society trzeba było parę lat poczekać.
Finanse przed nauką
Pierwszym prezesem towarzystwa został finansista i prawnik Gardiner Green Hubbard (na zdjęciu u góry), hojny filantrop, który m.in. sponsorował badania swojego zięcia — Grahama Bella, znanego skądinąd wynalazcę telefonu.
— Im więcej wiemy, tym lepiej uświadamiamy sobie własną ignorancję. A ponieważ tak mało wiemy, powołujemy do życia Towarzystwo, by poszerzać i krzewić wiedzę” — tłumaczył ideę towarzystwa Gardiner Green Hubbard.
Początkowo działalność była więcej niż skromna — regularne odczyty sław świata nauki i wydawanie magazynu — naukowej broszury o ceglastoczerwonej okładce. O zyskach z tej działalności członkowie towarzystwa mogli jedynie pomarzyć. W pierwszych latach ich siedziba (dzielona z Towarzystwem Amerykańskiego Leśnictwa) wyglądała skromnie: dwa rozwalające się krzesła, stół i kartony ze zwrotami magazynu „National Geographic”.
Rodzinny interes
Kiedy w 1897 r. zmarł Hubbard, do objęcia funkcji prezesa nakłoniono jego zięcia — Grahama Bella, który zgodził się, by uratować dzieło swojego hojnego teścia. Bell wprowadził dwie zmiany. Obie decydujące. Zrezygnował ze sprzedaży magazynu — od tej pory miał on być subskrybowany jedynie przez członków towarzystwa. Potem w 1899 r. na czele magazynu postawił 23-letniego Gilberta Grosvenora, swojego późniejszego zięcia.
Grosvenor też wprowadził dwie zmiany. Uprościł język magazynu oraz znalazł uniwersalny środek przekazu — fotografię, z której „National Geographic” słynie do dziś. W 1903 r. został kolejnym prezesem towarzystwa, a w 1906 r. National Geographics był już największym towarzystwem geograficznym na świecie z 20 tys. członków. Kiedy Grosvenor po 55 latach pracy odchodził w 1954 r. na emeryturę, towarzystwo miało 2 mln członków. W 1957 r. redaktorem naczelnym magazynu został jego syn Melville, a miesięcznik w 1962 r. był pierwszym w pełni kolorowym periodykiem. Epoka Grosvenorów zakończyła się w 1980 r., gdy stanowisko redaktora naczelnego opuścił syn Melville’a.
Świat bez tajemnic
„National Geographic” nigdy nie bał się eksperymentów. Odważnie uczestniczył w organizacji wielu wypraw i ekspedycji (by wspomnieć tylko ekspedycję polarną Richarda E. Byrda). Wysłannicy magazynu penetrowali najdalsze zakątki świata, a pismo stawało się coraz bardziej znane na świecie. Od 1995 r. pojawiają się kolejne lokalne edycje magazynu. Polska musiała na nią czekać do 1999 r. Wcześniej odbierali to pismo nieliczni prenumeratorzy. A i to nie zawsze. Na przykład zamiast numeru z czerwca 1985 r. (na którego okładce było zdjęcie małej Afganki, jedno z najsłynniejszych w historii magazynu) polscy czytelnicy dostali pismo o „przepadku przedmiotu w postępowaniu celnym”, gdyż „Czasopismo zawiera treści szkodliwe dla dobra i interesów PRL”.
Dziś Towarzystwo National Geographic ma dziesięć milionów członków i oprócz najsłynniejszego magazynu wydaje kilka innych czasopism, książki, ma stronę internetową, produkuje filmy. Jest globalną marką. Kiedy w 1984 r. Ronald Reagan otwierał nową siedzibę towarzystwa, stwierdził, że National Geographic Society „uświadomiło wszystkim tę głęboką prawdę, że jesteśmy jedną rodziną ludzi mieszkających razem na niewielkiej, niebiesko-zielonej planecie”.
Adam Sofuł
[email protected] % 022-333-98-03
