We wtorek w USA nie było niespodzianki. Fed podnosząc stopy zrobił to, czego się można było spodziewać. W komunikacie określił spowolnienie gospodarki jako tymczasowe i zapowiedział, że wkrótce ożywienie ruszy z miejsca. Nic dziwnego, że indeksy wzrosły. Nastąpiło łatwe do przewidzenia odbicie i właśnie to musiało niepokoić.
Byki dostały szansę, ale po sesji raport kwartalny Cisco schłodził nastroje. Wyniki były lepsze od prognozy analityków, ale John Chambers, szef spółki, nie wypowiadał się tak optymistycznie, jak to zwykle czyni. Stwierdził, że klienci stają się ostrożni i zapowiedział, że w bieżącym kwartale spółka może zwiększyć sprzedaż tylko nieznacznie. Poza tym graczom nie podobały się duże zapasy w magazynach spółki. Słabe były również prognozy National Semiconductor. Takie prognozy spółek przeceniły sektor technologiczny. Zawsze uprzedzam, by nie zwracać uwagi na nastroje, które wywołują informacje z jednej, nawet dużej spółki. Tym razem jest nieco inaczej. Szok po ostrożnych wypowiedziach tak zawsze optymistycznego Johna Chambersa może być spory. Tym bardziej że indeks S&P 500 dopiero co wrócił do kanału trendu i jest jeszcze bardzo wrażliwy na wszelkie złe informacje. To był mecz Alan Greenspan, szef Fed, kontra Chambers. Jeden z nich jest pewien powrotu dobrej koniunktury, a drugi nie. W normalnej sytuacji większe szanse miałby Greenspan. Jeśli byki myślą o wzrostach, to indeksy powinny się wczoraj niewiele zmienić. Gdyby było inaczej i mocno spadły, to znaczyłoby, że czeka nas jeszcze długa droga na południe.
Czwartek może być ciekawy. Reakcja na decyzję i komunikat Fed już za nami. Inwestorzy znowu będą wpatrywali się w dane makro i wyniki spółek. Już przed sesją spora ilość dużych europejskich spółek poda wyniki, ale od 14.30 zacznie się amerykańska gra. Najmniejszy wpływ na rynek będzie miał raport o zapasach w amerykańskich firmach. To są dane za czerwiec, więc mocno historyczne. Tygodniowe zmiany na rynku pracy, jeśli nie będą zgodne z prognozami, mogą tym razem giełdami wstrząsnąć. Po bardzo złych danych miesięcznych inwestorzy będą szukali dowodów na poprawę sytuacji. Źle będzie, jeśli ich nie znajdą. Ważny też będzie raport o lipcowej sprzedaży detalicznej. Oczywiście im większa sprzedaż, tym lepiej. Radziłbym zwracać uwagę na sprzedaż z wykluczeniem samochodów. Analitycy uważają, że sprzedaż aut jest tak zmienna, że często burzy obraz sytuacji. Po sesji też będzie miało miejsce wydarzenie: raport kwartalny Dell Computer. I tak jak w czasie sesji znaczenie będą miały dane, tak już w piątek od rana przede wszystkim wyniki i prognozy Della.
Na GPW sytuacja od początku sesji wyglądała bardzo źle. Przede wszystkim martwił znaczny wzrost obrotu podczas zniżki indeksów. Bardzo słaba była TP i banki. Poza tym rynki Eurolandu zachowywały się bardzo źle, wręcz histerycznie. Owszem, wynik Cisco powinien wpłynąć na pogorszenie nastrojów, ale przecież oczywiste było, że rynek kasowy w USA wcale nie musi zareagować przeceną. Trzeba brać pod uwagę, że u nas olbrzymia większość zarządzających funduszami z pewnością uważała wtorkowe wzrosty na światowych giełdach za techniczne odbicie. A jeśli tak, to byli przekonani, że wkrótce spadki powrócą. W tej sytuacji znaleźli się zarządzający, którzy paniczne zachowanie europejskich giełd potraktowali jako sygnał sprzedaży. Wyglądało to tak, jakby po prostu ktoś wyłamał się z szeregu i zaczął sprzedawać.
Na domiar złego na rynku walutowym zapanowała korekta i złoty szybko się osłabiał, co rodziło obawy, że mamy do czynienia z wycofywaniem się inwestorów zagranicznych. Taki spadek po opuszczeniu kanału trendu wzrostowego jest jednoznaczny — trwa spadkowa fala C korekty. Jeśli na wykresie WIG20 zostanie wyraźnie przełamane wsparcie na poziomie 1640 pkt, to powstanie formacja RGR zapowiadająca spadki przynajmniej do 1535 pkt.