Ratyfikacja przekazana nowemu parlamentowi

Jacek Zalewski
opublikowano: 2005-07-06 00:00

Marszałek Sejmu Włodzimierz Cimoszewicz z zaskoczeniem odczytał wczoraj na tablicy wynik głosowania 180:189, oznaczający skreślenie z porządku obrad w tej kadencji projektu lakonicznej uchwały: „W sprawie wyrażenia zgody na ratyfikację traktatu ustanawiającego Konstytucję dla Europy, podpisanego w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej dnia 29 października 2004 r. w Rzymie, zostanie przeprowadzone ogólnokrajowe referendum”. Lewicowa większość dla przeforsowania takiej uchwały istniała, ale na wyniku głosowania zaważyły liczne nieobecności, we wszystkich zresztą klubach.

Stało się bardzo dobrze, albowiem uchwała o zacytowanej treści byłaby kukułczym jajem podrzuconym nowemu parlamentowi i nowemu prezydentowi. Na dodatek jajem „martwym”, gdyż do przeprowadzenia referendum i tak konieczna stałaby się odrębna uchwała nowego Sejmu, ewentualnie postanowienie nowego prezydenta uzgodnione z nowym Senatem. Skoro odchodzący prezydent Aleksander Kwaśniewski — który robił wszystko, aby referendum zwieńczyło sprawowanie przez niego urzędu — skapitulował i sam zrezygnował z obstawania przy terminie 9 października, to wiązanie rąk następnej ekipie rządzącej byłoby polityczną nieuczciwością. Notabene — kalkulacje lewicy, iż podczepienie się pod ratyfikację Konstytucji dla Europy przywróciłoby jej zaufanie wyborców, wydają się zdecydowanie przesadzone.

Wyniki głosowania zapowiadają, że w nowej kadencji Konstytucja dla Europy nie ma wielkich szans na ratyfikację. Jeśli trafi do kosza, to w Polsce mało kto będzie po niej płakał — w każdym razie autor tego tekstu na pewno nie. 29 października ub.r. miałem okazję śledzić podpisywanie traktatu i całe to przedsięwzięcie już tam, na rzymskim Kapitolu, postrzegałem jako dość dziwaczne...