Ravel stoi na krawędzi

Anna Pronińska
opublikowano: 2013-12-09 00:00

Działająca niegdyś prężnie spółka odzieżowa walczy o życie. Na rynku będzie coraz trudniej.

Przyszłość krakowskiego producenta odzieży, obecnego na rynku od czasów transformacji ustrojowej, wisi na włosku. 5 listopada sąd ogłosił upadłość Ravela z możliwością zawarcia układu.

— Byliśmy w bardzo dobrej kondycji finansowej, ale w ostatnich trzech latach zmieniły się warunki panujące na rynku. Coraz większa konkurencja nie hamowała wprawdzie wzrostu sprzedaży, zmuszała nas jednak do wcześniejszych wyprzedaży i promocji — mówi Zbigniew Suchoński, wiceprezes i współzałożyciel Ravela.

Spółka boleśnie odczuła wzrost kosztów.

— Dotyczył on głównie produkcji w Chinach [obecnie firma szyje też w Bangladeszu — red.]. Nie mogliśmy go zdyskontować w cenach sprzedaży. Kolejnym problemem były warunki najmu lokali handlowych. Nie mogliśmy uzyskać takich jak najwięksi gracze rynku. Marże spadały i nie pokrywały kosztów, a centra handlowe do końca egzekwowały wieloletnie umowy — wyjaśnia Zbigniew Suchoński.

W ostatnich dwóch latach spółka przynosiła po kilka milionów złotych straty. Jej wierzycielami są głównie centra handlowe. Wiceprezes nie podaje, ile Ravel jest im winien. Według Pawła Maja, członka zarządu Skyline Investment, który restrukturyzował m.in. Reportera, Semax i Roya, naprawę należy rozpocząć od przyjrzenia się przyczynie problemów.

— W spółkach odzieżowych patrzymy na osiągane marże i potencjałdo ich generowania, analizujemy m.in. sprzedaż i koszty. Czasem firmy mają jednorazowe kłopoty, np. z dostawcą czy kolekcją. Czasem problemem są koszty funkcjonowania w galeriach handlowych — mówi Paweł Maj.

Ekspert przypomina, że najwięcej upadłości w branży odzieżowej przypadło na lata 2008-09, gdy firmy odczuły osłabienie złotego wobec euro.

— Czynsze zdrożały nawet dwukrotnie, podrożał też import. Firmy nie mogły przełożyć rosnących kosztów na ceny, więc kryzys wyczyścił rynek z najsłabszych — dodaje Paweł Maj.

Zbigniew Suchoński widzi szansę na uratowanie Ravela. Firmie, która kilka lat temu rozwijała sprzedaż na Litwie i Ukrainie, zostało około 30 polskich sklepów — własnych i franczyzowych.

— W ciągu roku zamknęliśmy około 20 nierentownych sklepów własnych w ramach restrukturyzacji.Umowy albo wygasły, albo sami je rozwiązaliśmy. Otwieramy jednak nowe placówki, na warunkach bezpiecznych od wahań rynkowych, w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców, i rozwijamy sprzedaż internetową — mówi wiceprezes Ravela.

Przewiduje konsolidację rynku odzieżowego, na którym — zdaniem Pawła Maja — kilku dużych graczy stanowi dziś zbyt silną konkurencję dla mniejszych.

— Wykorzystują efekt skali. Dynamicznie zwiększają powierzchnię handlową i sprzedaż. Mają silną pozycję w negocjacjach w sprawie czynszów czy dostaw towarów i większe możliwości pozyskania kapitału dłużnego. Cicha konsolidacja rynku będzie postępowała. Nie będzie przejęć. Duzi będą po prostu stawać się więksi, a mali — jeśli nie znajdą dla siebie niszy — będą wegetować — uważa członek zarządu Skyline Investment.