We wtorek rano przed posiedzeniem Rady Ministrów kilku było zajętych, zatem otrzymają dyplomy pośrednio. W każdym razie nie powtórzyła się zdumiewająca sytuacja z ubiegłego czwartku, gdy cała ekipa rządowa się nie stawiła, pozostając w gmachu Sejmu. Była to pora posiedzenia bez głosowań, ale ministrowie wykonali rozkaz premiera by nie jechać, ponieważ cały czas utrzymywało się w Sejmie napięcie związane z potencjalnym najściem posłów PiS z wygaszonymi mandatami – Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Notabene na oficjalnym portalu Kancelarii Prezydenta RP na ogromnym stałym zdjęciu panowie Duda, Kamiński i Wąsik wzajemnie się oklaskują w gabinecie prezydenta po ułaskawieniu obu ministrów prawomocnie skazanych z oskarżenia publicznego za przestępstwo urzędnicze. Tak oto rekordowy absurd państwa usadowił się wizerunkowo na jego szczytach.
Premier Donald Tusk skierował do prac RDS pokaźną reprezentację. Rządowy bok trójkąta rady tworzy aż… 13 ministrów oraz merytoryczni wiceministrowie z resortów finansów i pracy. Kierownikiem ekipy naturalnie została Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, minister rodziny, pracy i polityki społecznej. To proceduralny standard, szefa właśnie tego resortu delegowali do RDS jako swojego reprezentanta również premierzy poprzednich rządów z różnych opcji, także w epoce Trójstronnej Komisji ds. Społeczno-Gospodarczych, która okazała się martwa i w 2015 r. została ustawowo zastąpiona przez RDS. Po ośmiu latach w opinii strony społecznej, zarówno pracodawców, jak też pracobiorców niewiele lepszą reputację ma również RDS, której decyzyjność rządy PiS sprowadziły do zera. Notabene niezależnie od instytucji oraz opcji rządzącej – dialog w trójkącie ma w ocenie partnerów społecznych sens jedynie, gdy na czele delegacji rządowej stoi osobiście premier. Minister pracy okazuje się po prostu decyzyjnie za cienki, i to każdy – kiedyś Władysław Kosiniak-Kamysz, potem Elżbieta Rafalska czy Marlena Maląg, zaś obecnie… no, zobaczymy. W każdym razie Donald Tusk musi pamiętać, że wspomniana Komisja Trójstronna rozleciała się za rządów PO-PSL, wtedy głównie za sprawą bojkotu związkowego.
Po stronie społecznej nominalnych udziałowców RDS jest aż… dziewięciu. 24-osobowy bok pracodawców obsadzają, mając po czterech delegatów: Pracodawcy RP, Konfederacja Lewiatan, Związek Rzemiosła Polskiego, Związek Pracodawców BCC, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, Federacja Przedsiębiorców Polskich. Również 24-osobowy bok związkowy tworzą trzy centrale, każda ma ósemkę reprezentantów: Solidarność, Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych, Forum Związków Zawodowych. Rząd PiS przez osiem lat wielokrotnie demonstracyjnie podkreślał, że jedynym realnym partnerem jest NSZZ Solidarność, gwarantujący PiS w zamian silne poparcie polityczne. Obecnie na pewno się to zmieni, ale nie wiadomo, czy związek przewodniczącego Piotra Dudy powrót do normalności w ogóle zaakceptuje i np. nie zerwie udziału w RDS. We wtorek bezpośrednio po wręczeniu nominacji ministrom odbył się w Sali Kolumnowej Pałacu Prezydenckiego event proceduralnie szokujący – statutowe posiedzenie Komisji Krajowej NSZZ Solidarność z udziałem prezydenta Andrzeja Dudy. Od trzech dekad, gdy ten gmach przejął od Rady Ministrów prezydent RP, odbyły się w tej sali setki uroczystości i spotkań, ale ich gospodarzem z definicji zawsze był prezydent! Aż do wczoraj niewyobrażalne była sytuacja, gdy swój baner gospodarza oficjalnie wyświetla na ekranie jakiś obcy podmiot, zaś prezydent zostaje u siebie sprowadzony do niskiego statusu „z udziałem”. Doprawdy, absurdy na szczytach państwa niejedno mają imię…

