Reasekuratorzy chcą dokręcić śrubę polskim towarzystwom
Zbliża się okres tzw. odnowień umów reasekuracyjnych. Zdaniem Piotra Atamańczyka z GeneralCologne Re, w tym roku reasekuratorzy zaostrzą znacznie politykę wobec polskich towarzystw, przez co wzrosną koszty ich usług.
Wrzesień i październik to czas, kiedy towarzystwa ubezpieczeniowe i reasekuratorzy przymierzają się do zawierania umów reasekuracyjnych na nadchodzący rok. W ubiegłym tygodniu odbyło się spotkanie obu środowisk w Monte Carlo, a za niecały miesiąc rusza najważniejsze dla branży wydarzenie, czyli konferencja w Baden-Baden. To w jej trakcie odbywają się główne negocjacje umów reasekuracyjnych.
— Reasekuratorzy nie widzą sensu dalszego finansowania polskiego rynku ubezpieczeniowego. Dlatego w tym roku pokrycie reasekuracyjne będzie opierać się na analizie technicznej— twierdzi Piotr Atamańczyk, dyrektor zarządzający na Polskę GeneralCologne Re.
Zmianę polityki reasekuratorów odczują ubezpieczyciele.
— Spółki przyzwyczaiły się do miękkiego rynku reasekuracyjnego. Reasekuratorzy płacili wysokie prowizje, a stawki nie były oparte na analizie technicznej. Taka polityka wynikała z chęci zdobycia udziałów na polskim rynku reasekuracyjnym — tłumaczy Piotr Atamańczyk.
Jego zdaniem, polityka reasekuratorów była tak liberalna, że niedoszacowanie stawek niektórych programów katastroficznych (CAT) sięgnęło 15-20 proc. Część prowizji w reasekuracji proporcjonalnej jest zawyżo przynajmniej o 10 proc. Niektóre towarzystwa ubezpieczeniowe zarabiały nie na ubezpieczaniu, ale również na prowizjach reasekuracyjnych lub udziałach w zyskach reasekuratorów.
Zaostrzenie polityki reasekuratorów wynika nie tylko z rozczarowania tempem rozwoju polskiego rynku, ale też z dekoniunktury na światowych rynkach kapitałowych.
— Reasekuratorzy zarabiali na inwestowaniu pieniędzy zebranych od ubezpieczycieli. Tymczasem w ostatnich miesiącach trudno jest zarobić na światowych rynkach — twierdzi Mirosław Kowalski, szef grupy Zurich w Polsce.
— Nieznane są też jeszcze skutki gospodarcze ataku terrorystycznego na USA i ewentualnej reakcji tego państwa — dodaje Jerzy Wysocki, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń.
Podrożeją ubezpieczenia
Wzrost kosztów reasekuracji może spowodować podwyżkę cen ubezpieczeń, zwłaszcza tych ryzyk, które są w znacznej części cedowane przez towarzystwa.
— Na świecie w ciągu ostatnich 5-6 lat rośnie liczba szkód katastroficznych. To naturalne, że reasekuratorzy dostosowują do tej sytuacji swoje stawki. Tymczasem w Polsce ceny ubezpieczeń katastroficznych dotychczas spadały. Działania reasekuratorów mogą sprawić, że składki wzrosną — twierdzi Mirosław Kowalski.
Zdaniem Piotra Atamańczyka, zmianę polityki reasekuratorów odczują głównie słabsze towarzystwa, o niestabilnej sytuacji finansowej. Nie mają one odpowiednich systemów komputerowych, statystyk i są siłą rzeczy mniej wiarygodne dla reasekuratorów. Tymczasem to one właśnie, dla zachowania parametrów bezpieczeństwa, muszą cedować znaczną część swojego portfela.
Rynek maleje
Skutki wzrostu cen usług reasekuracyjnych osłabi ogólna tendencja polskiego rynku do coraz mniejszego cedowania ryzyk. Dotychczas 35-40 proc. portfela towarzystw było reasekurowane.
— Sądzę, że w tym roku cesja wyniesie jeszcze około 35 proc., ale ten odsetek będzie się zmniejszać — twierdzi Piotr Atamańczyk.
Zjawisko to spowodowane jest stopniowym wycofywaniem się PZU z cedowania portfela komunikacyjnego. Ze względu na niskie limity odszkodowań w obowiązkowym OC komunikacyjnym spółka ta może sama ponosić ryzyko tych polis.
Zmniejszanie polskiego rynku reasekuracyjnego wywołane jest też fuzjami towarzystw, co powoduje ich kapitałowe wzmocnienie, i cedowaniem najatrakcyjniejszych ryzyk na zagraniczne spółki matki.
Na stan reasekuracyjnego rynku wpływa też niejasna sytuacja Polskiego Towarzystwa Reasekuracyjnego.