Upór fiskusa, który konsekwentnie zgłasza projekty zwiększenia swoich uprawnień władczych i kontrolnych, byłby godzien podziwu, gdyby nie był irytujący. Po obficie opisywanej przez „Puls Biznesu” sprawie uprawnień do użycia siły przez inspektorów skarbowych mamy następny kwiatek. W kolejnym projekcie nowelizacji ustawy o kontroli skarbowej planuje się znaczne rozszerzenie inwigilacji — bo tylko tak można to nazwać — obywateli przez aparat skarbowy. Zakres danych o klientach, jakie banki mają obowiązek udostępniać fiskusowi, ma zostać wydatnie poszerzony. Sam zaś obowiązek ujawniania tych danych ma zostać rozciągnięty także na otwarte fundusze emerytalne, towarzystwa ubezpieczeniowe i działających w tej branży pośredników.
Warto się zastanowić, skąd bierze się ta niesłychana konsekwencja w dążeniu do budowania wszechpotężnej służby skarbowej. Oczywiście, chodzi o sprawniejsze i skuteczniejsze zwalczanie oszustw i kombinacji. Niech się boją cwaniacy i złodzieje, ludzie uczciwi nie mają powodu do obaw — tak brzmi rutynowe uzasadnienie kolejnych pomysłów.
Tymczasem nie jest to aż takie proste. Aparat skarbowy nie składa się z perfekcyjnych cyborgów, lecz z ludzi ze wszystkimi ich słabościami. I nawet podatnik krystalicznie uczciwy ma prawo po prostu nie chcieć, aby do danych o nim, których może nie znać nawet małżonek, miał dostęp anonimowy urzędnik, nawet przeszkolony i zaprzysiężony.
Należy oczywiście wyszukiwać i łapać oszustów, ale przy użyciu skalpela i pincety, a nie kija bejsbolowego i karabinu maszynowego. Relacja państwo-obywatel jest nierównorzędna. Państwo jest bez porównania silniejsze nawet od najbardziej wyrafinowanego przestępcy i właśnie dlatego powinno samo się ograniczać, a nie poddawać ogół obywateli coraz to nowym rygorom.
Przykładowo, dostęp fiskusa do danych mógłby być obwarowany koniecznością uzyskania sankcji właściwego organu wymiaru sprawiedliwości, na podobieństwo nakazu rewizji (którą w istocie rzeczy jest). Trudno też zrozumieć, dlaczego nie istnieje możliwość nakazania przez sąd, na wniosek organu śledczego, złożenia deklaracji majątkowej w pewnej kategorii spraw.
Biurokracja zawsze i wszędzie lubi stwarzać pozory, a zarazem chadzać na skróty. Ale na szczęście nie ma obowiązku, by się na to zgadzać.