Region drzemiących możliwości

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2009-08-28 00:00

Gdyby traktować naszą część świata jako całość, bylibyśmy silnym organizmem. Ale mało kto widzi monolit.

Europa Środkowa i Wschodnia to szansa dla "starej Unii" – twierdzą eksperci Deloitte

Gdyby traktować naszą część świata jako całość, bylibyśmy silnym organizmem. Ale mało kto widzi monolit.

Region Europy Środkowej i Wschodniej to coraz istotniejszy punkt na gospodarczej mapie Starego Kontynentu. Jak wynika z raportu firmy doradczej Deloitte, nasz region jako całość jest organizmem stanowiącym jedną ósmą gospodarki "starej Unii".

— Razem jesteśmy coraz bardziej liczącym się partnerem dla zachodniej Europy — mówi Rafał Antczak, wiceprezes Deloitte.

Nie taki maluch

Eksperci Deloitte z oddziałów w różnych krajach naszego regionu wzięli pod lupę osiemnaście państw — oprócz dziesiątki z UE również Albanię, Bośnię i Hercegowinę, Chorwację, Czarnogórę, Macedonię, Mołdawię, Serbię i Ukrainę. Okazało się, że łączna wartość PKB wyniosła w 2008 r. 1,1 bln EUR, czyli 12 proc. całej Unii w kształcie sprzed rozszerzenia z 2004 r. (UE-15, tzw. stara piętnastka).

— To już nie jest kilka procent, jak jeszcze kilka lat temu. Układ sił w Europie się zmienia. Gospodarki naszego regionu stają się coraz bardziej atrakcyjnym rynkiem dla firm z krajów rozwiniętych — twierdzi Rafał Antczak.

W regionie mieszka 181 mln ludzi. W minionym roku gospodarstwa domowe wydały na konsumpcję 633 mld EUR, a rządy państw 172 mld EUR. To odpowiednio 12 proc. i 9 proc. wydatków w "starej piętnastce". Europa Środkowa i Wschodnia jeszcze lepiej wypada pod względem inwestycji. Rząd i firmy na ten cel wydały 273 mld EUR, czyli 14 proc. tego, co na Zachodzie. Jesteśmy też poważnym graczem w handlu zagranicznym. Wyeksportowaliśmy produkty za 571 mld EUR (15 proc. UE-15), a jeszcze więcej kupiliśmy od zagranicy — za 629 mld EUR (17 proc.).

— Mamy coraz ważniejszy rynek zbytu dla Zachodu. Łącznie jest znacznie większy niż kilku państw zachodnich. Co prawda tutejszy konsument nie jest bogaty (średnia pensja wynosi 661 EUR brutto), ale jest to też nasz atut. Mamy stosunkowo niskie koszty pracy, co może przyciągać inwestorów — tłumaczy wiceprezes Deloitte.

Wyskok na czoło

Rafał Antczak podkreśla, że na atrakcyjność regionu wpływa też stosunkowo niewielkie zadłużenie.

— W dodatku — w przeciwieństwie do państw azjatyckich — nasze zadłużenie w mniejszym stopniu należy do sektora publicznego. Duży udział to długi firm, często z zagranicznym kapitałem, pochodzącym od spółek matek z Zachodu, którym będzie zależeć na zapewnieniu wypłacalności córek. Rządy nie są tak mocno zaangażowane w gwarantowanie zadłużenia jak w Azji — mówi Rafał Antczak.

Na tle regionu szczególnie dobrze wypada Polska. W raporcie Deloitte jesteśmy wymienieni jako "przypadek specjalny" — jako jedyni mamy szansę uniknąć recesji.

— To głównie skutek małego uzależnienia gospodarki od eksportu i potężnego, największego w regionie, rynku wewnętrznego. W obecnym roku nasza gospodarka wzrośnie o 1-1,5 proc. — prognozuje Rafał Antczak.

Do wyboru, do koloru

Według Piotra Kalisza, ekonomisty Citi Handlowego, rola Europy Środkowej i Wschodniej jest zauważana w krajach zachodnich.

— Tamtejsze gospodarki pokładają w nas nadzieje. Ekonomiści często zwracają uwagę, że nasz rynek zbytu może łagodzić skutki kryzysów gospodarczych — mówi Piotr Kalisz.

Nadal najważniejszym problemem regionu jest jednak jego wewnętrzna niespójność. Sama tożsamość geograficzna nie wystarczy.

— Przy obecnym rozczłonkowaniu regionu — politycznym i gospodarczym — nie możemy być postrzegani przez Zachód jako jeden silny partner. Zwłaszcza ostatnie miesiące pokazały różnice — jedne gospodarki dramatycznie się kurczą, inne stoją w miejscu; z jednych inwestorzy uciekają, innym nadal ufają — zaznacza Leszek Kąsek, ekonomista Banku Światowego.