Firmy wysyłające e-maile reklamowe bez zgody przyszłych kontrahentów czy innych odbiorców naruszają prawo.
Wysyłanie pocztą elektroniczną ofert reklamowych jest tanim sposobem marketingu. Ale trzeba to robić rozważnie, bo można się sparzyć. Przekonało się o tym kilka firm.
W lipcu 2003 r. na wniosek powiatowego rzecznika konsumentów w Białej Podlaskiej Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wszczął postępowanie w sprawie przesyłania e-mailem przez firmę edukacyjną Impuls-Plus z Grudziądza różnym osobom i przedsiębiorcom niezamówionych ofert reklamowych. Urząd ustalił, że materiały zawierały ofertę szkoleń, mimo że użytkownicy poczty elektronicznej nie wyrażali zgody na otrzymywanie takich treści. Przedstawiciele urzędu uznali, że takie działanie narusza interesy zbiorowe konsumentów. Spółkę zobowiązano do wycofania się z tych praktyk.
Bardziej drastyczne wypadki zdarzały się za granicą. Kilka lat temu internetowej firmie America Online przyznano siedem milionów dolarów odszkodowania za to, że przez cztery lata ona i jej użytkownicy byli nękani niechcianą pocztą elektroniczną. Wyrok wydał sąd w Wirginii na podstawie prawa stanowego, które przewiduje odszkodowanie nawet rzędu 25 tys. dolarów za każdy reklamowy e-mail wysłany bez zgody odbiorcy.
Jasne reguły
Jak więc nie podpaść pod paragrafy, gdy chce się wysłać pocztą elektroniczną reklamę własnej firmy? Przede wszystkim trzeba pamiętać, że wysyłanie niezamówionych informacji handlowych e-mailem jest zakazane. Wynika to z art. 10 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Można to robić jedynie za zgodą odbiorcy.
— Powinna być wyrażona wprost, na przykład w formie pisma skierowanego do firmy wysyłającej e-maile. Nie może być tutaj mowy o zgodzie dorozumianej — wyjaśnia Dariusz Łomowski z UOKiK.
Wszelkie komunikaty w stylu „brak odpowiedzi w ciągu trzech dni zostanie uznany za wyrażanie zgody na otrzymywanie informacji handlowej e-mailem” są nielegalne.
— Nie ma obowiązku wyrażania zgody na piśmie, ale nie wydaje się, aby wystarczające dla uznania, że odbiorca zgodził się na otrzymanie informacji, było samo umieszczenie, np. w związku z założeniem konta e-mailowego, danych na serwerze — wyjaśnia Anna Bajerska, prawnik z kancelarii Chałas i Wspólnicy.
Nie zawsze przedsiębiorcy muszą samodzielnie zdobywać zgodę różnych osób na wysyłanie do nich informacji. Firmy wysyłające reklamy e-mailem z regułą dysponują dużymi bazami danych podmiotów, które wyraziły zgodę na otrzymywanie informacji handlowych. Często są to odbiorcy, którzy założyli skrzynkę pocztową na darmowym serwerze.
— Przedsiębiorca świadczący usługi drogą elektroniczną może przetwarzać dane osobowe podmiotów, do których trafia poczta. Dane te określone są w ustawie o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Są to m.in. nazwisko i imiona usługobiorcy, numer PESEL, dane służące do weryfikacji podpisu elektronicznego i właśnie adresy elektroniczne poczty. Do celów reklamy, badania rynku oraz zachowań i preferencji klientów dane te mogą być przetwarzane tylko za zgodą osoby je udostępniającej — mówi Anna Bajerska.
Baza danych osób, które wyraziły zgodę na otrzymywanie reklam pocztą elektroniczną, powinna być zgłoszona Generalnemu Inspektorowi Ochrony Danych Osobowych.
Pod sąd
Wysyłanie informacji handlowych pocztą elektroniczną do osób, które sobie tego nie życzą, jest uznawane za czyn nieuczciwej konkurencji.
— W razie sporu przedsiębiorca będzie musiał wykazać, że uzyskał zgodę odbiorcy na otrzymywanie informacji handlowych. Inaczej może mieć kłopoty — mówi Anna Bajerska.
Poszkodowany może wtedy skierować sprawę do sądu cywilnego z żądaniem zaniechania niedozwolonych działań, usunięcia ich skutków czy też naprawienia wyrządzonej szkody.
Co więcej, skarżący ma prawo przed sądem zażądać wydania uzyskanych korzyści przez wysyłającego lub zasądzenia od niego sumy pieniężnej na cel społeczny związany ze wspieraniem kultury polskiej.