Reklamodawcy wypełnili telewizje

opublikowano: 08-02-2013, 00:00

W styczniu bloki reklamowe głównych stacji nie świeciły pustkami. To efekt m.in. kolejnej fali obniżki cen.

Jak wygląda kryzys w polskiej branży reklamowej, ciągnący się już trzeci rok? Choćby tak jak w TVN w styczniu tego roku, gdy stacja musiała zredukować zamówienia na reklamę aż o 40 proc. Szok? Raczej radość u konkurencji.

— Niektóre stacje w ostatnich tygodniach przesadziły z obniżką cen, dlatego pojawił się u nich nadmierny popyt. Fizycznie więcej pieniędzy na rynek telewizyjny nie trafiło. Było i jest nerwowo, szykują się przetasowania,co miesiąc wszyscy w telewizjach głowią się, jaką strategię cenową przyjąć — tłumaczy Jakub Potrzebowski, zarządzający domem mediowym Equinox.

— Konkurencja o pieniądze z rynku jest coraz ostrzejsza — przyznaje Jacek Dzięcielak, prezes Havas Media.

Małe puchnie

Stacja z Wiertniczej, podobnie jak pozostałe duże stacje naziemne, wciąż stąpa po cienkiej linie. Oglądalność spada, presja cenowa ze strony klientów rośnie. Co nie oznacza zaraz pustek w blokach reklamowych. W styczniu, w porównaniu z pierwszym miesiącem zeszłego roku, reklamodawcy zintensyfikowali obecność w telewizji.

Liczba sprzedanych kontaktów z widownią wzrosła o 7 proc., dane cennikowe pokazują nawet 14-procentowy wzrost w sprzedaży reklam, z 973 mln zł do 1,1 mld zł. Jednak jeśli przyjrzeć się liczbom z bliska, okaże się, że kryzysu w reklamie nie czują jedynie stacje zyskujące popularność. Cztery główne kanały sprzedały rok do roku o 3 proc. mniej reklam, natomiast małe stacje zanotowały 27-procentowy wzrost.

— Jest dobrze, choć może być dużo lepiej. Liczę, że akcje sponsoringowe i product placement rozkręci się w czwartym kwartale — zaznacza Dariusz Dąbski, prezes TV Puls. Część ekspertów zwraca uwagę, że obecne ruchy dużychstacji telewizyjnych doprowadziły do sytuacji, w której reklama w polskiej telewizji jest dla zachodnich koncernów tania jak barszcz. I będzie jeszcze tańsza, bo oglądalność telewizji jest duża, a miejsca dla reklam sporo, gdyż nawet publiczne kanały nadają reklamy.

Obrona spirali

Zdaniem Marcina Boroszki, prezesa Atmediów, strategia liderów rynku telewizyjnego, polegająca na obronie głównych kanałów, to błąd strategiczny.

— Oznacza mniejsze przychody, a więc mniejsze nakłady na programy. W efekcie spada widownia, przychody i spirala się nakręca — uważa Marcin Boroszko.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy