Rękodzieło kontra sieciówki

Barbara Warpechowska
opublikowano: 2015-03-17 00:00

Pomysł na biznes: „Nie” dla masowej produkcji — taka myśl przyświeca twórcom i użytkownikom galerii nowoczesnych wyrobów hand made

Rękodzieło kojarzyło się z kurpiowskimi wycinankami, koronkami z Koniakowa czy ciupagami z Zakopanego. Obecnie coraz chętniej szukamy rzeczy robionych ręcznie, mają jednak inną stylistykę i inny sposób dystrybucji. Oferowane są przede wszystkim biżuteria i dodatki, od toreb po efektowne detale garderoby, ale też elementy dekoracji wnętrz i ceramika. Wiele jest też produktów dla dzieci.

TRAFIONY POMYSŁ:
TRAFIONY POMYSŁ:
Pakamera, platforma łącząca twórców rękodzieła z klientami, powstała w czasach studenckich. Później przyszedł czas na decyzję — praca w korporacji czy pełne zaangażowanie we własny biznes — mówi Mateusz Wojczakowski, założyciel Pakamery.
Marek Wiśniewski

Dobra dekada

Największy serwis tego typu, amerykański etsy.com, powstał dziesięć lat temu. W 2014 r. za jego pośrednictwem sprzedano produkty o łącznej wartości 1,93 mld USD brutto. Z jego usług korzysta prawie 20 mln zarejestrowanych użytkowników, którzy mogą robić zakupy u 1,4 mln sprzedawców z całego świata, również z Polski.

Firma, oprócz siedziby na Dumbo (spektakularnej dzielnicy Brooklynu oferującej modne lofty i wspaniałą panoramę Manhattanu), posiada biura w Berlinie, Dublinie, Londynie, Melbourne, Paryżu, Toronto oraz w San Francisco i Hudson. W tym samym czasie powstały dwa polskie serwisy tego typu: Pakamera i DecoBaazar.

— Pomysł zrodził się przypadkowo, w czasach studenckich. Mojej żonie Julce bardzo spodobały się torebki w jednym ze sklepów w Stanach Zjednoczonych. Niestety nie mogła sobie pozwolić na wszystkie. Po powrocie uszyła sobie podobną i zaczęła z nią chodzić na uczelnię. Wszystkie koleżanki chciały takie same. Wtedy pomyśleliśmy o stworzeniu miejsca, gdzie ludzie tacy jak ona mogliby sprzedawać wykonane przez siebie ręcznie produkty — opowiada Mateusz Wojczakowski, założyciel platformy.

Dwa lata później założyciele musieli zdecydować — praca w korporacji czy własny biznes na pełny etat? Postawili na Pakamerę. W tym samym roku we Wrocławiu rozpoczął działalność serwis DecoBazaar.

Jak zarabia pośrednik

Rodząca się moda na oryginalne rzeczy i brak konkurencji sprawiły, że oba serwisy właściwie od początku nie miały problemów ani ze znalezieniem projektantów chętnych do wystawiania towarów, ani klientów zainteresowanych ich kupnem. Ich dynamiczny rozwój sprawił, że zaczęły powstawać następne. Sprzedaż rękodzieła w internecie rośnie o 20-30 proc. rocznie.

Obecnie polskich serwisów jest już kilkanaście, a wśród nich art-Madam, DecoManufaktura, Trendsetterka, Unikalni, Modna. Trzy lata temu do Polski weszła niemiecka DaWanda. Serwisy stosują różną politykę wobec twórców. Jedne są otwarte dla wszystkich chętnych. Inne prowadzą mniej lub bardziej rygorystyczny dobór.

— Bardzo starannie selekcjonujemy osoby, które mają u nas sprzedawać. Akceptujemy tylko tych, których wyroby uznamy za ciekawe i dobre jakościowo. Nie interesują nas powielane w kółko wzory, ale nowatorskie pomysły — tłumaczy Barbara Czerny, założycielka DecoBazaar. Podobnie dzieje się w Pakamerze, która ma obecnie 2051 zarejestrowanych projektantów, DecoBazaar — 1844, a powstała kilka lat później galeria art-Madam — 900.

Portale pośredniczą w handlu wyrobami twórców, zapewniają im usługi administracyjne, dbają o promocję. Żyją z prowizji od sprzedaży. W przypadku Pakamery jest to do 23 proc. (jej wysokość zależy od wielu czynników). DecoBazaar ustalił ją od 20 do 25 proc. wartości produktu. DaWanda, chcąc rozszerzyć swój rynek, pobiera tylko 5 proc. ceny sprzedaży.

Kreatywni projektanci

Platformy i sklepy online nie odniosłyby sukcesu bez uzdolnionych twórców biżuterii, dodatków, artykułów dekoracji wnętrz czy ubrań. Dla wielu z nich to zajęcie dodatkowe, rodzaj artystycznego hobby, dla innych sposób na dorobienie do domowego budżetu. Dla innych to początek rozpoznawalnej i docenianej marki, która realizuje zamówienia z całego świata, a jej wyroby można znaleźć na prestiżowych pokazach mody.

Tworzą matki opiekujące się małymi dziećmi. Są studenci i absolwenci kierunków artystycznych, którzy później zakładają firmy i z twórczością wiążą karierę zawodową. Jest też grupa osób, która w miarę rozwoju hobby porzuciła dotychczasową pracę i zajęła się wyłącznie tworzeniem. W galeriach i na stronach twórców widać pasję i kreatywność.

Są ich tysiące. Często żalą się, że nie osiągają skali sprzedaży, pozwalającej im zarobić na ZUS i inne opłaty. Dyskutują, gdzie zaczyna się prawo autorskie do wzorów. Brakuje im hurtowni z prawdziwego zdarzenia, takich jakie są na przykład w Stanach Zjednoczonych, gdzie mogą zrobić zakupy hurtownicy, a nie detaliści. Hand made odnosi sukcesy. W wyszukiwarkach można znaleźć miliony stron tematycznych, z różnych krajów i w różnych językach.

— Nie widać polskich trendów, oprócz wzorów folkowych, które każdy inny kraj też ma. Dużo jest zapożyczeń z USA, Włoch czy Rosji — podkreśla Izabela Kołłątaj, prowadząca beadbeauty.pl.

Hand made i DIY (do it yourself) to ogromny rynek, na którym działa też wiele sklepów oferujących elementy do rękodzieła z całego świata. Działają na nim także np. firmy sprzedające gotowe wzory, np. biżuterii. Wpisuje się w niego również rynek książek i prasy. Dwa lata temu wyszło pierwsze polskie czasopismo „Beading Polska”.

Jego wydawcą jest Galeria Margo z Puław. Organizowane są warsztaty, na których można sie uczyć np. sutaszu, ale też tworzenia i wypalania ceramiki czy fusingu. Poza tym, jaka to frajda założyć własnoręcznie zrobione kolczyki czy podarować komuś bliskiemu drobiazg, który jest unikalny, bo wykonany w jednym egzemplarzu i nie można go kupić w sieciowym sklepie.

Hobby, ale też praca

To pierwsze badanie rynku hand made w Polsce. W ankiecie, którą przeprowadził w styczniu pasart.pl (internetowy sklep, w którym można kupić akcesoria do biżuterii, scrapbookingu, decoupage oraz wystawić gotowe produkty), wzięło udział prawie 600 osób. Kim jest polski twórca biżuterii? Nie jest zaskoczeniem, że hand made to przede wszystkim domena kobiet. W średnim wieku — od 26 lat do ponad 45 — jest 83 proc. badanych.

Studia ukończyło 61 proc. Dla 68 proc. robienie biżuterii to wyłącznie hobby, natomiast dla 32 proc. to sposób na życie. Badani mają pracę, w której robią to, co lubią i w miejscu, w którym chcą. 33 proc. badanych sprzedaje biżuterię w internecie, natomiast 67 proc. poza internetem, głównie wśród znajomych i rodziny.