Rekomendacje - towar podwyższonego ryzyka

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2003-09-22 00:00

Prawdą, podobno, jest, że gdzie dwóch Polaków, tam — niekiedy — trzy zdania. Ale prawdą jest również, że jeżeli dwóch ludzi zgadza się ze sobą w pełni, w każdej sprawie, to zachodzi obawa, że jeden z nich jest idiotą, co najwyżej zgodnym idiotą. Ale nawet znajomość tych prawideł nie ustrzeże nas od rozterek towarzyszących przeglądaniu rekomendacji dla spółek giełdowych autorstwa różnych biur maklerskich i analityków.

Warto przy tej okazji pamiętać, że gdyby była tylko jedna rekomendacja, jak najbardziej słuszna, rzetelna i prawdziwa, i wszyscy zdecydowaliby się z niej skorzystać — to zdałaby się ona psu na budę: nikt by na niej nic nie zarobił, bo nie byłoby „drugiej strony”. Mając tę zasadę (konieczność różnorodności) w pamięci, szum wokół rekomendacji wydaje się co najmniej przesadzony. Rekomendacja jest bowiem aż, ale i tylko, oceną, prognozą, subiektywnym poglądem jej autora. I tak powinna być traktowana.

Osobną sprawą pozostają rekomendacje świadomie fałszowane. Wydawane swego czasu przez biura maklerskie banków, mimo osławionych „chińskich murów”, tylko po to, by koledzy za murem mogli zrealizować transakcję przeciwną do wynikającej z rekomendacji. Ale to zajęcie dla prokuratora. No i jeszcze casus Supłacza. No cóż. Trochę to efekt nadmiernego asekuranctwa, by nie powiedzieć konformizmu, biur maklerskich, a trochę ot takie zoologiczne zjawisko.