Relacje gospodarcze odporne na wstrząsy

Jacek Zalewski
opublikowano: 2004-11-23 00:00

Stosunek do wojny irackiej ochłodził stosunki polsko-francuskie, ale wyszliśmy już z dołka. W październiku na nowo „odnaleźli się” prezydenci Aleksander Kwaśniewski i Jacques Chirac, a wczoraj odbyły się pierwsze konsultacje międzyrządowe pod wodzą premierów Jeana-Pierre’a Raffarina i Marka Belki. Polska od lat utrzymuje takie kontakty z Niemcami, niedawno doszła Hiszpania, a teraz wreszcie Francja. Na inaugurację spotkały się resorty kultury, nauki, edukacji oraz pracy. Szczególne nadzieje wiążemy z powołaniem wspólnej grupy do spraw swobodnego przepływu siły roboczej. Wczoraj padł nawet hipotetyczny termin otwarcia francuskiego rynku pracy — rok 2006.

Relacje gospodarcze na szczęście okazały się uodpornione na wszelkie wstrząsy polityczne. Francja cały czas przewodzi w bezpośrednich inwestycjach zagranicznych w Polsce i pozycji lidera nie zamierza oddawać. Co ważne — nie jest to efekt jednorazowego wejścia France Telecom do TP, albowiem francuski portfel inwestycyjny jest bardzo zróżnicowany. W obrotach handlowych Francja pozostaje naszym trzecim partnerem, ale niestety notujemy coraz większy deficyt. W tym roku osiągnął on już 1,2 mld EUR.

Ostatnio objawił się nowy temat, bardzo drażliwy dla Francuzów — mianowicie zakup przez LOT nowych samolotów dalekiego zasięgu. Piętnaście lat temu polski przewoźnik przesiadł się z radzieckich Iliuszynów na amerykańskie Boeingi i piątka maszyn typu 767 sprawuje się dobrze, nadchodzi jednak czas odnowienia atlantyckiej floty. Nie muszą to być ponownie Boeingi, albowiem w grę wchodzą także francuskie (a właściwie europejskie) Airbusy. Strona polska sprowadza dyskusję na poziom ekspertów, natomiast dla strony francuskiej jest oczywiste, że unijna solidarność wymaga, aby po wybraniu F-16 dla sił zbrojnych — przynajmniej lotnictwo cywilne Polski postawiło na sprzęt europejski. Polityczno-biznesowe rozstrzygnięcie zbliża się i naprawdę będzie to twardy orzech do zgryzienia.