Zbigniew Religa chce zdemonopolizować NFZ i wprowadzić prywatnych ubezpieczycieli. Zapowiada się na dziką awanturę w Sejmie.
W sektorze zdrowia coś się zaczyna dziać. Zbigniew Religa, szef ministerstwa, zapowiada przyspieszenie prac nad zmianą systemu ubezpieczeń zdrowotnych. Jego zdaniem, wejście prywatnych ubezpieczycieli jest możliwe i potrzebne. Wczoraj po południu po raz pierwszy spotkał się z firmami ubezpieczeniowymi, zainteresowanymi wprowadzeniem ubezpieczeń na leczenie szpitalne.
— W połowie 2007 r. przedstawimy koszyk świadczeń gwarantowanych. Określimy, co się komu należy, a na jakie zabiegi nie można liczyć w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia. Tu pojawi się miejsce dla dodatkowych dobrowolnych ubezpieczeń zdrowotnych. Ludzie muszą zmienić sposób myślenia: chcesz więcej — musisz zadbać o dodatkowe środki. Taka możliwość pojawi się w 2008 r. — powiedział Zbigniew Religa, na wczorajszym spotkaniu zorganizowanym przez Warsaw Business Journal.
Wtedy ma zostać uchwalona ustawa o dodatkowych ubezpieczeniach zdrowotnych. Ale czy to się uda? Do tego tematu przymierzało się już kilka rządów — bez powodzenia.
— W Sejmie będzie dzika awantura, ale liczę, że ustawa zostanie przyjęta — dodaje minister Religa.
Zapowiada demonopolizację i urynkowienie NFZ.
— NFZ to jest taki niby-ubezpieczyciel, bo składka jest narzucona i obowiązkowa. Chcemy, by fundusz został przekształcony w dwie, najwyżej trzy ubezpieczalnie, w których będzie mogła wybrać osoba ubezpieczona — mówi szef resortu zdrowia.
Docelowo podzielony NFZ ma zostać sprywatyzowany.
— Pracujemy nad takimi rozwiązaniami — przyznaje Marek Zuber, doradca premiera.
Jego zdaniem, z prywatnej kieszeni, poza NFZ, pacjenci wydają rocznie na leczenie 20–25 mld zł. Przez tzw. doubezpieczenia co najmniej część tej kwoty mogłaby zasilić system opieki zdrowotnej.