Rekordowe zamówienia komputerowe dla szkół zamiast znanych producentów mogą zrealizować firmy krzaki. Dlaczego? MENiS wini UZP.
Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu (MENiS) nie będzie wymagało w przetargach od dostawców komputerów spełniania norm jakościowych ISO 9001 lub 9002, choć dotąd taki zapis był w specyfikacjach. Powołuje się na zalecenie Urzędu Zamówień Publicznych (UZP). Teoretycznie może to doprowadzić do tego, że szkołom sprzęt sprzedadzą firmy krzaki, które zaraz po dostarczeniu komputerów (a może komputerów bubli) zwiną działalność, pozostawiając na głowie szkół serwis i ewentualne kłopoty. Resort edukacji uspokaja, że nie pozwolą na to inne wymogi specyfikacji, ale uspokaja niezbyt przekonująco. A sprawa jest warta świeczki, bo może chodzić aż o 500 mln zł.
Bubel czy zamierzenie
MENiS już oświadczyło, że wyda na pracownie internetowe blisko 150 mln zł. Dwa razy więcej może zaś po wejściu do Unii uzyskać na ten cel z funduszy strukturalnych. To będą największe zamówienia sprzętowe w Polsce, więc walka zapowiada się niezwykle interesująco. Jednak od lat rywalizujące o te kontrakty firmy NTT i Optimus tym razem mogą obejść się smakiem. Ani one, ani tym bardziej żaden z zachodnich dostawców komputerów, nie będą w stanie rywalizować cenowo z drobnymi składaczami. A jeśli resort nie będzie wymagał norm jakościowych, w którejś z ofert może pojawić się tani sprzęt niewiadomego pochodzenia.
MENiS twierdzi, że postępuje zgodnie z zaleceniami UZP.
— Zgodnie z opinią UZP, wymaganie norm dobrowolnych jest niezgodne z zasadą równego traktowania podmiotów — twierdzi Małgorzata Szelewicka, rzecznik resortu.
UZP potwierdza, że wydało taką opinię. Tyle tylko, że dotyczyła ona poprzedniej ustawy.
— Wówczas stosowanie takich wymogów było zabronione. Jednak nie oznacza to, że zamawiający nie może wymagać dostarczenia odpowiedniej jakości produktów. Spełnianie norm można więc wpisać do kryterium oceny ofert — tłumaczy Jacek Sadowy z UZP.
Komu zależy
Problem w tym, że tradycyjnie jedynym kryterium oceny w przetargach dla szkół jest cena. Duzi producenci więc zdecydowanie protestują. Wymogi posiadania norm są stosowane od lat w większości przetargów, w tym dla szkół. Nigdy nikt tego wymogu nie oprotestował. Normy mają wszyscy liczący się gracze na rynku. Ich zdaniem, wymóg ten nie może być uznawany za ograniczający konkurencję.
— Norma ISO jest powszechnie znana i zaakceptowana w ponad 80 krajach świata, w tym również w Polsce. Zapewnia wiarygodność dostawcy — tłumaczy Zbigniew Kornaś, odpowiedzialny za sprawy jakości w Optimusie.
Podobnego zdania są przedstawiciele instytucji certyfikujących.
— Wycofanie się z wymogu posiadania certyfikatów to zdecydowany krok wstecz. W momencie wejścia do UE wymogi takie będą coraz ważniejsze — mówi Leszek Sitkowski, dyrektor do spraw certyfikacji w Lloyd’s Register (LRQA).
— Brak wymogu certyfikatów otwiera furtkę dla niewiarygodnego dostawcy — mówi Piotr Podlawski, który kiedyś odpowiadał za zamówienia do MENiS w JTT Computer (był wiceprezesem), a obecnie jest związany z zupełnie inną firmą.