Resort finansów szuka nowego prezesa BGK

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2013-04-09 00:00

Proces odświeżania rządowego banku rozwoju oficjalnie wystartował.

Potwierdzają się informacje, które „Puls Biznesu” publikował dwa tygodnie temu. Ministerstwo Finansów (MF) rozpoczyna wielką reformę Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK), dzięki której ma on odzyskać rangę banku rozwoju, jaką miał przed wojną. Pierwszym krokiem do zmian jest powołanie nowego prezesa banku. Wczoraj rada nadzorcza BGK ogłosiła konkurs na to stanowisko. Kandydaci mogą składać swoje zgłoszenia do końca kwietnia.

Wymaga się od nich przede wszystkim 15-letniego stażu pracy w sektorze bankowym, w obszarze bankowości inwestycyjno-korporacyjnej. Co najmniej pięć lat z tego okresu kandydat powinien przepracować na „wyższych stanowiskach kierowniczych”. Ponadto potencjalny prezes BGK powinien mieć wykształcenie wyższe, dobrą znajomość języka angielskiego, zdolności analityczne i umiejętność planowania strategicznego.

— To jest tak unikatowa i ciekawa posada, że kandydatów nie zabraknie. Dla menedżerów to niepowtarzalna okazja, by za kilka lat mogli wpisać do CV, że tworzyli pierwszy w III RP bank rozwojowy z prawdziwego zdarzenia — mówił na łamach „PB” Wojciech Kowalczyk, wiceminister finansów. Od zwycięzcy konkursu MF oczekuje, że przeprowadzi on prawdziwą rewolucję w BGK.

Kandydaci zaproszeni na rozmowę kwalifikacyjną będą musieli przedstawić „prezentację dotyczącą roli i wizji rozwoju banku”.

— Chcemy, aby BGK stał się bankiem rozwojowym, podobnym do takich instytucji finansowych, jak EBOR czy niemiecki KfW — twierdzi Wojciech Kowalczyk. Obecnie BGK ciągle objęty jest ustawą kominową — obecny prezes Dariusz Daniluk zarabia sześciokrotność średniej krajowej, co jest poziomem kilkakrotnie niższym niż zarobki prezesów banków komercyjnych porównywalnej wielkości. MF chce jednak do dnia rozstrzygnięcia konkursu wyjąć bank spod „kominówki”. Projekt zmiany ustawy o BGK ma wkrótce zostać złożony w Sejmie.

— Tak duży bank powinien mieć zarząd złożony z najwyższej klasy specjalistów, a trudno jest to osiągnąć pod ustawą kominową — twierdzi Wojciech Kowalczyk.