Reforma finansów publicznych i stymulowanie wzrostu gospodarczego to główne cele, jakie postawiono rok temu przed resortem finansów. O sukcesach trudno jednak mówić — trudno zapisać in plus fakt, że resort niczego nie popsuł.
Najpierw trzeba uratować państwo przed bankructwem — mówił w exposé premier Leszek Miller. Faktem jest, że państwo nie zbankrutowało. Trudno jednakże mówić o sukcesie — deficyt budżetowy utrzymuje się na niezmienionym poziomie, wydatki i dochody budżetu rosną, podobnie jak dług publiczny.
Nie sprawdził się czarny scenariusz, nakreślony tuż przed końcem poprzedniej kadencji przez Jarosława Bauca, ówczesnego ministra finansów.
Ekonomiści twierdzą jednak, że był to bardziej kubeł zimnej wody niż realna perspektywa załamania finansów państwa.
Konstruując budżet na 2002 r. rząd przyjął tzw. regułę Belki, zakładającą ograniczenie realnego wzrostu wydatków do 1 proc. rocznie. Reguła miała być receptą na reformę finansów publicznych — wraz z oczekiwanym wzrostem dynamiki PKB, malałby deficyt budżetowy i dług publiczny.
Twórca reguły — Marek Belka — podał jednak się do dymisji. Bezpośrednim — choć nieoficjalnym — powodem był brak zgody rządu na dalsze zacieśniania fiskalne przy konstruowaniu budżetu na 2003 r. Następca Belki — Grzegorz Kołodko — złamał regułę. W przyszłym roku wydatki realnie wzrosną o 2,2 proc. By utrzymać deficyt budżetowy poniżej 40 mld zł, minister Kołodko zwiększył dochody. W 2003 r. wzrośnie — w porównaniu z zapisami ustawy — stopa opodatkowania zysków przedsiębiorstw.
Minister założył też zawyżony — zdaniem większości analityków — poziom wzrostu gospodarczego. Do tego w budżecie pojawiły się pozycje dochodowe, które trudno zweryfikować — jak choćby opłata restrukturyzacyjna czy wpływy z abolicji.
Poza projektem przyszłorocznego budżetu krytyka działań resortu finansów koncentruje się obecnie właśnie na abolicji podatkowej, deklaracjach majątkowych i programie oddłużenia przedsiębiorstw. Abolicja i deklaracje pozostają w zawieszeniu — prezydent Aleksander Kwaśniewski poprosił o opinię na ich temat Trybunał Konstytucyjny.
Ustawa oddłużeniowa funkcjonuje. Jak — nie wiadomo. Pierwszą miarą jej skuteczności będą wpływy z opłaty restrukturyzacyjnej. Drugą — efekty w postaci planów restrukturyzacyjnych. Obie trudno dziś przewidzieć.
Po przypadającym na początek kadencji rządu SLD-UP-PSL zaostrzeniu konfliktu z NBP i RPP przyszedł czas stabilizacji. Jednak zarówno wojna, jak i pokój, nie są zasługą resortu finansów. Żaden z szefów ministerstwa nie uczestniczył nigdy otwarcie w konflikcie — tu udzielali się premier i inni politycy. Faktem jest, że — na ile to możliwe — resort współpracuje z NBP.
Ministerstwo wykorzystuje także pozytywne nastawienie rynku do polskich obligacji i stara się — przez politykę zarządzania długiem — zmniejszać koszty polskiego zadłużenia.
Niewątpliwie pozytywny wydźwięk mają propozycje zmian w prawie podatkowym i działalności władz skarbowych. Do ich egzekucji jednak długa droga. A przy jednoczesnym zwiększaniu obciążeń fiskalnych wpływ udogodnień może być neutralny. Utrzymywanie status quo — tak wygląda reforma finansów publicznych i stymulowanie wzrostu gospodarczego w wykonaniu Ministerstwa Finansów.
Sukcesy resort finansów pod kierownictwem Grzegorza Kołodki odniósł na polach, które tradycyjnie leżały odłogiem. Minister dał się poznać jako niezły aktor i przedni webmaster. Jego płomienne wystąpienia przeszły już do historii. Złośliwi twierdzą nawet, że podczas pobytu w USA minister więcej czasu poświęcał szkoleniom z zakresu marketingu politycznego niż pracy w Banku Światowym. Kołodko jest niewątpliwie mistrzem wykorzystania rekwizytów — sztucznych szczęk, bochenków chleba czy nożyczek.
Za czasów Grzegorza Kołodki nowego znaczenia nabrała także strona internetowa resortu finansów, która stała się podstawowym miejscem komunikacji ze społeczeństwem i polemiki z prasą. Otwarte pozostaje pytanie, czy aktorstwo i wykorzystanie Internetu ma wpływ na sanację finansów publicznych, czy służy tylko kreowaniu pozytywnego wizerunku szefa resortu finansów.