Restauracyjnym szlakiem: Gusta Mielżyńskiego

opublikowano: 31-03-2011, 14:57

W lokalach Mielżńskiego bywamy niezmiernie rzadko. Głównie szpiegując słuszność sugerowanych tam win z podawanymi potrawami. Bywało różnie.

To, że Robert Mielżyński w programie telewizyjnym wybrał Sofię, jako najbardziej drogocenną z trzech podanych mu do degustacji win nie umknęło naszej uwagi. Również, że wybitne Chablis uznał za najgorsze z „trójki”. Wszyscy to widzieliśmy „czarno na białym”. Może stres kamery, może zbyt małe skupienie?

Warto tu jednak nadmienić, że nigdy nie możemy być w stu procentach pewni, co rzeczywiście pijemy. Chociażby ze względu na wielopłaszczyznowe fałszerstwa winne. Od win najdroższych do najtańszych. Nagminne jest usuwanie etykiet (z win tanich) i nalepianie w ich miejsce już bardzo „godnych”. Z drugiej strony trzeba jednak podkreślić, że wąskim (pozytywnym) sitem w Polsce są importerzy. Dokładnie wiedzą, od kogo kupują!

Ale co „po sklepach” się dzieje? To już duża zagadka. Sami trafiliśmy przypadkowo (w Polsce) na egzemplarz perfekcyjnej, z wyglądu, Sassicai (legendarny supertoskan). W kieliszku czyhała ohyda. To czy Robert Mielżyński się pomylił można by bezbłędnie stwierdzić analizując pozostałe po degustacji wina (chromatografia cieczowa itp.). Ale co się zmogło nawet zdarzyć w drodze z zaplecza „na stół” - to też duży znak zapytania. Nas zastanowił np. fakt, że w trakcie telewizyjnej degustacji kieliszki nie były w żaden sposób oznakowane. Jakimś np. „tajnym” kodem: 1,2,3. A tu w przekazywaniu wina z zaplecza „na wizję” w nieoznakowanych kieliszkach rączki mogły się (w ferworze) komuś rzeczywiście zaplątać. Nie ferujmy wyroków!

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Stanisław J. Majcherczyk

Polecane