Restauracyjnym szlakiem: Robotniczy schabowy

Stanisław Majcherczyk
opublikowano: 2010-09-01 14:09
zaktualizowano: 2017-03-16 11:49

Kochamy schabowe, wcześniej już kiedyś o tym pisaliśmy. Inspiracją do wizyty w warszawskiej restauracji „W Komitecie” (dawna Centrala KC PZPR) - przyszła akurat z lektury bardzo smakowitej recenzji w jednej z bardzo poczytnych gazet.

Napisano: „ z przyjemnością zjadłem kotlet schabowy (35 zł) z doskonałą zasmażaną młodą kapustą”. Natychmiast pomknęliśmy.

Bezdyskusyjnie z jednym musimy się zgodzić. Sama zasmażana kapusta spełniała wszystkie nasze oczekiwania.  Także te domowe, bardzo nostalgiczne. A z nimi dzisiaj  po restauracjach jest już szczególnie trudno. A sam schabowy?  Generalnie było to jakieś nieporozumienie. Nie warto nawet na ten temat wchodzić w głębsze rozważania. Ale może się właśnie kiedyś takim zajadali towarzysze. Warto się o to zapytać bywalca stołówki w KC tow. Leszka M. Tego „od skutecznego kończenia”.

Dużym (i przyjemnym!) zaskoczeniem była natomiast dla nas, w tym kontekście, późniejsza wizyta w „robotniczej Łodzi”. Konkretnie w restauracji Nowa Łódź, na Piłsudskiego 76. Schabowy był tam nie tylko z kością (22 zł), ale i za tą cenę także z zasmażaną kapustą z kminkiem. I z puree z grochu. Był przy tym przyjemnie soczysty i zarazem chrupiący. Warto się na niego do Łodzi przejechać. Raptem to tylko półtorej godziny pociągiem z Warszawy.