Rewolucja cyfrowa burzy ekonomiczne teorie

Gabriel ChrostowskiGabriel Chrostowski
opublikowano: 2024-12-02 20:00

Za sprawą kilku fundamentalnych zmian w gospodarce światowej, związanych m.in. z rozwojem płatności cyfrowych, podaż pieniądza przestała być dobrym predyktorem inflacji.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Jest to jakiś paradoks, że zaraz po przedstawieniu przez Miltona Friedmana jednej z najbardziej wpływowych teorii makroekonomicznych o silnej przyczynowo-skutkowej zależności między podażą pieniądza a inflacją zależność ta zupełnie się rozjechała. Tak zwana teoria monetaryzmu głosiła bowiem, że zmiany w podaży pieniądza prędzej czy później — ale raczej z opóźnieniem — doprowadzą do proporcjonalnego wzrostu cen. Innymi słowy, że pieniądz jest neutralny — zmiana stóp procentowych, drukowanie pieniądza (luzowanie ilościowe) itd. nie prowadzą w długim okresie do żadnych realnych zmian w gospodarce, a więc nie sprawiają, że stajemy się jako społeczeństwo bogatsi. Sprawiają tylko, że ceny w gospodarce rosną szybciej.

Teorię tę Friedman spuentował słynnymi słowami, że „inflacja jest zawsze i wszędzie zjawiskiem pieniężnym, w tym sensie, że jest i może być wywołana tylko przez szybszy wzrost ilości pieniędzy niż produkcji”. Ta teoria obowiązywała do lat 80. XX wieku, ale później już nie, co obrazuje wykres.

Najbardziej płynny pieniądz (gotówka w obiegu wraz z depozytem bieżącym) przestał być więc ściśle powiązany ze zmianą cen. To samo dotyczy zresztą szerokiej miary podaży pieniądza (M3), która obejmuje dodatkowo mniej płynne zasoby pieniężne (np. lokaty terminowe, obligacje itd.). Dlaczego? Otóż, jak wynika z badania pt. „The quantity theory of money, 1870-2020”, zmiany strukturalne związane z wielką moderacją (okresem stabilności gospodarczej) i rozwojem technologii płatniczych doprowadziły do załamania ilościowej teorii pieniądza.

Zacznijmy od wielkiej moderacji. Autor badania wymienia wiele zjawisk związanych z tym okresem, takich jak zmiana reżimu polityki pieniężnej (przejście na strategię bezpośredniego celu inflacyjnego, większy nacisk na stopy procentowe), zwiększenie niezależności banków centralnych i stłumienie oczekiwań inflacyjnych, większa integracja i liberalizacja finansowa. Ale prawdopodobnie najbardziej istotnym czynnikiem strukturalnym jest globalizacja, która mocno stłumiła wzrost cen w krajach rozwiniętych dzięki niższym cenom towarów importowanych, głównie z Chin. Tymczasem ilościowa teoria pieniądza skupia się raczej na prostych zależnościach bez uwzględnienia przepływów kapitałowych i wymiany handlowej.

Na załamanie zależności między podażą pieniądza a wzrostem cen wpływ mają też technologie płatnicze, które mocno rozwinęły się w ostatnich dekadach. Przede wszystkim postęp w płatnościach bezgotówkowych w zasadzie obalił najważniejsze założenie ilościowej teorii, że szybkość obiegu pieniądza jest względnie stała. Kiedyś może była, ale nie w dzisiejszych realiach, np. systemy płatności mobilnych pozwalają na natychmiastową transakcję, a przelewy elektroniczne są szybsze niż tradycyjne przelewy bankowe. To wszystko powoduje, że zasób gotówki w relacji do transakcji towarowych się zmniejszył. Ponadto system finansowy stał się bardziej złożony i coraz więcej transakcji w gospodarce zaczęła dotyczyć transakcji finansowych (np. zakup akcji), a nie transakcji towarowych.

Współczesny system ekonomiczny jest na tyle złożony, że zwyczajnie nie jesteśmy w stanie wyjaśniać obecnych zjawisk gospodarczych za pomocą starych teorii, a stosowanie uproszczonych teorii do skomplikowanej rzeczywistości może prowadzić do błędnych wniosków.