Były minister absolutnie nie przyznaje się do winy. Jest wręcz oburzony zarzutami. Twierdzi, że owszem ziemia, którą użytkował nie była jego własnością, ale to nie wykluczało go ze starania się o unijne dopłaty: Unia nie interesuje się właścicielami, biznesmenami, którzy dorabiają się na spekulacji gruntami. Tylko Unia Europejska dopłaca do tego, żeby rolnik mógł egzystować i produkować - do producenta.
Prokuratorzy, którzy postawili mu zarzuty inaczej interpretują przepisy: Sytuacja zgodnie z przepisami daje możliwość starania się o dotacje wyłącznie właścicielom. Takim właścicielem Jacek S. nie był.
Wszystko rozstrzygnie sąd. W ciągu kilku tygodni gotowy będzie akt oskarżenia. Jackowi S. grozi do 5 lat więzienia.